Sport.pl

Vancouver 2010. Bobsleiści pod wpływem wystraszonych rodzin rezygnują ze startów

Holenderska czwórka bobslejowa wycofała się ze startów na niebezpiecznym i piorunująco szybkim torze w Whistler Mountains. To kolejny osada rezygnująca ze startów w obawie o zdrowie. Polacy jadą dalej, choć ostatnią kraksę zaliczyli właśnie na torze w Whistler.
Rozkład jazdy na dzień 13. »

- Jeśli jest coś, czego nie chcesz doświadczyć jako bobsleista, to mieć kraksę w pierwszym olimpijskim ślizgu. A tu widzieliśmy już karksy na zakręcie nr 4, 6. Byli tacy co wywalali się na zakręcie 11, 12, 13. Wszędzie ci to grozi - powiedział Edwin van Calker, pilot czwórki, który zdecydował o wycofaniu się holenderskiej osady.

Wcześniej wycofali się Australijczycy, bo ich dwóch hamulcowych poturbowało się w następujących po sobie kraksie dwójek. Nie wystartuje też prawdopodobnie czwórka z Lichtensteinu - również z powodu kraks w ślizgach dwójek. Już pierwszego dnia rywalizacji dwójek doszło do ośmiu kraks. Przerzedził się skład drużyn bobslejowych Szwajcarii, część zawodników po wypadkach ma wstrząśnienia mózgu. Z kolei Łotysz Janis Minnis (do niego należy rekord prędkości w dwójkach bobslejowych z zeszłorocznych treningów - 153 km/godz) wrócił do ślizgów mimo zabiegu chirurgicznego na początku igrzysk i w ciągu trzech dni zaliczył dwie kraksy.

W oficjalnym oświadczeniu Edwin van Calker napisał, że nie jest całkowicie pewien czy podoła prowadzeniu czwórki. Nie dał rady już w dwójce, miał kraksę. - To jest osobista decyzja Edwina. Złożyło się na nią wiele faktów, w tym kraksy dwójek bobslejowych, śmiertelny wypadek gruzińskiego saneczkarza Nodara Kumaritaszwilego i presja ze strony rodziny. W konsekwencji Edwin stracił zaufanie do własnych umiejętności pilotowania bobem - powiedział trener czwórki Tom de la Hunty.

Rodziny, czyli głównie starszego brata Arnolda, który według de la Hunty'ego jako pierwszy wycofał się ze startu. Arnold, żona Edwina oraz jego rodzice namówili go do wycofania się. Ale dwóch pozostałych członków osady - Timothy Beck i Syren Jansma (uczestniczył w kraksie dwójek z van Calkerem) - chcieli jechać.

Ślizgi czwórke odbędą się w piątek i sobotę.

Startuje w nich również polska czwórka: pilot Dawid Kupczyk, dwójka rozpychających Michał Zblewski i Marcin Niewiara oraz hamulcowy Paweł Mróz.

Ostatnią wywrotkę Polacy mieli kilka miesięcy temu właśnie na torze w Whistler. Niby mówią, że się nie boją, ale na pytanie co sobie myślą jak lecą w dół, odpowiedzieli: - Każdy się modli do swojego boga.

De la Hunty mówił o kraksach dwójek, ale gdy pilot czwórki popełni błąd, to wypadek można nazwać katastrofą. - Dobrego pilota szkoli się latami. Gdyby do boba wsadzić Kubicę, to na trzecim zakręcie skończyłby karierę, przewróciłby się. Ale za rok, dwa... może coś by z niego było - mówi Andrzej Kupczyk, ojciec Dawida.

Na trzecim zakręcie czwórki osiągają 80 km/godz., ale za chwilę jest 130 km/godz., a na jedenastym zakręcie ponad 150 km/godz. - Dziś zabrałem na tor lekarza kadry Jarka Krzywańskiego i przy "jedenastce" powiedział, że na sam widok, chce mu się wymiotować - powiedział Kupczyk.

Boba kieruje się linkami sterowniczymi. Na superszybkim torze, zbudowanym na wąskim pasie ziemi, ten układ kierowniczy wydaje się cokolwiek niewystarczający.

Po śmiertelnym wypadku Kumaritaszwilego zmieniono profil rynny na fatalnym zakręcie nr 16, saneczkarze startowali z niższego poziomu - dla kobiet, a kobiety z poziomu juniorskiego - ale skeletoniści i bobsleiści musieli i muszą ruszać z najwyższego punktu.

Pilot amerykańskiej czwórki, jednej z najlepszych na świecie powiedział, że rozumie van Calkera. - Było kilka ostrych zjazdów w dwójkach. A czwórka jest jeszcze mnie skłonna do wybaczania błędów. Stając na szczycie na starcie trzeba być pewnym na 100 procent - powiedział Amerykanin.

Mało tego, pilot nie jedzie sam. Bierze też odpowiedzialność za trzech partnerów.

Kanadyjski hamulcowy Jesse Lumsden mówi, że nie można zarzucać wszytskiego na tor. - Ktoś sobie żartował przed startem dwójek: Panowie, tu nie szkółka. To igrzyska, dorośnijcie do nich.

Trener de la Hunty również broni toru, na którym w czasie igrzysk w sumie doszło do ponad 30 wypadków. - To jest bezpieczny tor - powiedział. - Inaczej nie wysłalibyśmy na niego naszych zawodników. Za rok, dwa, kiedy już zjedzie w dół mnóstwo bobsleistów i saneczkarzy, kiedy już dogłębnie zapoznają się z tym torem, będą traktować ten tor jak każdy inny na świecie - stwierdził trener.

Międzynarodowa Federacja Bobslejowa nie widzi problemu w tym, że kolejne osady wycofują się z rywalizacji.

Tłumaczy to długim sezonem I zmęczeniem zawodników.

Dyskwalifikacja Koreanek i krew Chinki w finale short tracku »


Więcej o: