W ubiegłym sezonie Bayern przegrał w Wolfsburgu z późniejszym sensacyjnym triumfatorem Bundesligi aż 5:1. W sobotę po godzinie prowadził aż 3:0. Akcje Bayernu wyglądały jak narysowane: piłka podawana idealnie w tempo i dokładnie tam, gdzie powinna. Tak w 2. min Bayern objął prowadzenie po strzale Arjena Robbena. Później zespół z
Monachium też imponował precyzją, spokojem, konsekwencją - na tyle, że trener Louis van Gaal nawet nie wstawał zbyt często z ławki rezerwowych, by swoim zwyczajem udzielać rad piłkarzom. Mecz oglądał z uśmiechem - jakby był pewny przewagi swojego zespołu.
Po meczu zadowolony nie był. - Prowadząc 2:0, straciliśmy koncentrację, dawaliśmy okazję rywalom. To nie było dobre spotkanie. Nie możemy grać tak pewni siebie, gdy prowadzimy zaledwie dwiema bramkami - skomentował Holender. I to mimo że Bayern doprowadził do tego, co jeszcze jesienią wydawało się trudne do zrealizowania - zrównał się liczbą punktów z prowadzącym Bayerem Leverkusen. Kiedy kilka miesięcy temu zespół był w kryzysie, a van Gaal jedną nogą na trenerskim aucie, Holender zapowiadał, że wiosną jego zespół dołączy do ligowej czołówki. Ale nie spodziewał się, że stanie się to aż tak szybko.
13 razy - łącznie ze strzałem Arjena Robbena z soboty - Bayern trafiał w tym sezonie w słupek lub poprzeczkę. Żaden zespół nie robi tego częściej.