Sport.pl

Australian Open. Murray vs. Federer, czyli 22, 17, 1?

Roger Federer zdmuchnął z kortu Jo-Wilfrieda Tsongę i w niedzielnym finale Australian Open zagra z Andym Murrayem o swój 16. tytuł w Wielkim Szlemie. W sobotę o 9.30 rano finał kobiet Justine Henin - Serena Williams. Relacje w Eurosporcie.
22, 17, 1 - ten tajemniczy kod podał w piątek Brad Gilbert, były trener Agassiego i Roddicka, tłumacząc powody, dla których w finale zwycięży Murray.

22 - to obecny wiek Szkota, 17 - liczba jego dotychczasowych występów w Szlemie, 1 - bo chce zdobyć swój pierwszy tytuł. - Roger Federer, wygrywając w 2003 r. na Wimbledonie swój pierwszy tytuł, też miał 22 lata i grał po raz 17. w Szlemie. Tak zaczęła się jego era, a teraz może zacząć się era Murraya. Uważam, że jest gotowy, by odnieść takie zwycięstwo - stwierdził Gilbert, ekspert ESPN, który kilka lat temu był przez chwilę trenerem Szkota.

Zwolennicy Federera z takiej numerologii tylko się śmieją, bo w piątek na korcie zobaczyli swojego mistrza w formie brylantowej - w półfinale Szwajcar zmiażdżył Tsongę w niecałe półtorej godziny 6:2, 6:3, 6:2. Francuz jest przezywany Muhammadem Alim, ale w piątek na korcie przypominał od początku worek treningowy, na którym Szwajcar demonstrował, jak różnorodne i piękne ciosy potrafi wyprowadzić. - Federer... - westchnął potem krótko na konferencji Tsonga, pytany o przyczyny tak gładkiej porażki. Można było odnieść wrażenie, że nie chodziło tylko o jego słaby angielski.

Wszyscy eksperci podkreślali zgodnie, że kluczem do zwycięstwa Federera nie była siła czy precyzja, ale nogi - jego genialne poruszanie się po korcie. - Był wszędzie tam, gdzie musiał, a Tsonga spóźniał się do każdej piłki o ułamki sekund. Dlatego przegrał tak łatwo, a jedynym tenisistą, który postraszył dotąd Szwajcara, był bardzo szybki Dawidienko - powiedział Patrick McEnroe, kapitan Amerykanów w Pucharze Davisa.

Zapytajcie szkockich górali, a powiedzą wam, kto jest sprinterskim mistrzem świata. - Andy to dla Federera pierwszy rywal, który może lepiej od niego poruszać się po korcie. Oprócz szybkości ma też od niego lepszy, stabilniejszy bekhend. To są elementy, które mogą zdecydować o zwycięstwie - wyliczał McEnroe. - Z drugiej strony, jeśli Murray nie zagra wystarczająco odważnie w ofensywie, to przegra, bo o ile defensywę obaj mają na równym poziomie, o tyle w ataku zazwyczaj lepszy jest Federer.

Murray w tym sezonie gra mocniej w ataku, bo chce wziąć przykład z Juana Martina del Potro, który pokazał we wrześniu na US Open, że z Federerem w finale Szlema mogą też wygrywać ludzie, którzy nie nazywają się Rafael Nadal. Szkot ma dobry bilans z Federerem - wygrał z nim sześć z dziesięciu meczów, ale ten najważniejszy przegrał - finał US Open 2008. Był także gorszy od Szwajcara w ich ostatniej konfrontacji w finałach Masters w Londynie.

Jim Courier w pomeczowym wywiadzie na korcie zaczął wypytywać Federera, co sądzi o wielkich brytyjskich oczekiwaniach wobec Murraya, czy pamięta, ile wyspiarze czekają na wielkoszlemowy sukces. - Jakieś 150 tysięcy lat? - odparł Federer, a Rod Laver Arena roześmiała się od parteru po dach. - Presję będzie odczuwał Andy, nie ja - dodał Szwajcar. Finał w niedzielę o 9.30.

W sobotę o tej samej porze Justine Henin gra z Sereną Williams. Będzie to 14. spotkanie byłej liderki rankingu z obecną. 7-6 prowadzi Serena, która wygrała ostatni mecz - w Miami w 2008 r. Za Henin przemawia różnorodność uderzeń, mniejsze zmęczenie, genialny trener Carlos Rodriguez i mocna wiara, że belgijskie bajki mogą zdarzyć się dwa razy z rzędu.

Za zmęczoną Sereną, która w piątek razem z siostrą Venus obroniła tytuł w deblu, nie przemawia prawie nic. Może poza tym, że to Serena Williams.

7

lat temu po raz ostatni w Wielkim Szlemie triumfował tenisista, który został ojcem - Andre Agassi w Australian Open 2003. Ostatnim tatusiem w finale w Melbourne był w 2005 r. Lleyton Hewitt, ale przegrał z Maratem Safinem. Co na to tata Roger?

Specjalny tenisowy serwis o Australian Open 2010 »


Więcej o: