Sport.pl

Daniel Castellani. Od kapitana reprezentacji Argentyny do trenera reprezentacji Polski

Daniel Castellani jest drugim w historii, po Raulu Lozano, obcokrajowcem, któremu powierzono prowadzenie reprezentacji Polski mężczyzn. Co ciekawe, z Raulem Lozano łączy go nie tylko narodowość. Były szkoleniowiec polskiej drużyny był w przeszłości trenerem młodego Castellaniego i miał bezpośredni wpływ na jego osobę. Powierzenie ?biało-czerwonych? kolejnemu Argentyńczykowi dla wielu było zaskoczeniem. - Pracować trzeba każdego dnia, ponieważ zawsze jest coś, co można poprawić - zwykł mawiać Daniel Castellani. Wszystko wskazuje na to, że ta filozofia sprawdza się w praktyce.
Polska? Zwariowałeś?!

W 2006 roku polski zespół, Skra Bełchatów, rozpoczął poszukiwania nowego trenera. Do władz klubu wpłynęło kilka CV, a wśród nich znalazło się również to Daniela Castellaniego. Mimo wielkich sukcesów w swoim rodzinnym kraju, w Polsce Castellani nie był znany. Został jednak zaproszony na rozmowę, na której przekazał na tyle dobry plan rozwoju zespołu, że to właśnie jego postanowił zatrudnić prezes klubu, Konrad Piechocki. Sam Castellani zapytany o reakcję rodziny na wiadomość o jego wyjeździe do dalekiej Polski, zaczyna się śmiać. - Moi najbliżsi powiedzieli mi, że jestem szalony (śmiech). Ich reakcja była mniej więcej następująca: "Polska, jaka Polska? Zwariowałeś?!". Nie mieli pojęcia, co obecnie dzieje się w tym kraju, jaka tam jest sytuacja, dlatego ta decyzja wydawała im się wielkim szaleństwem. Kiedy byłem we Włoszech czy Francji, to odbierali tę sytuację inaczej, ale Polska była dla nich wielką niewiadomą - wyjaśnia. - Teraz oczywiście sytuacja zmieniła się diametralnie. Opowiadam im dużo o polskiej kulturze, o atmosferze. Zawsze kiedy wracam do Argentyny, przynoszę im nowe wieści i obecnie ich wiedza o Polsce jest dużo większa.

A jaka była wiedza samego Castellaniego na temat kraju, w którym miał rozpocząć pracę? - Nie wiedziałem zbyt wiele o Polsce. Znałem głównie fakty związane z historią, o których uczyłem się na studiach. Kojarzyłem również niektórych Polaków, słynnych na całym świecie jak np. Chopin. Nie znałem w ogóle polskiej kultury - szczerze przyznaje. Mimo braku tych informacji postanowił jednak spróbować i przyjechać. Jednak zanim Daniel Castellani trafił do kraju nad Wisłą, przebył długą, siatkarską drogę, o której teraz mało kto wie lub pamięta.

Kiedy wspomina swoje pierwsze siatkarskie kroki, w głowie pojawia się obraz plaży. - Tam graliśmy razem z moimi braćmi w lecie w popularną "plażówkę". Kiedy oni zakończyli swoją przygodę z siatkówką, ja postanowiłem ją kontynuować. Nie ukrywa, że myślał też o piłce nożnej. Miał okazję grać w lokalnym klubie, Boca Juniors, ale niestety szybko trafił na tę "gorszą" listę zawodników. Rósł w zbyt szybkim tempie, co sprawiło, że kariera piłkarza nie mogła być jego przeznaczeniem. Został przeniesiony do sekcji siatkarskiej tegoż klubu i tam już pozostał. Trenerzy szybko zrozumieli, że mają przed sobą bardzo zdolnego zawodnika, co zaowocowało powołaniem do reprezentacji kadeckiej i juniorskiej Argentyny. - Moja kariera rozwijała się bardzo szybko. Już w wieku 11-12 lat grałem w reprezentacji kadetów, a w wieku 15 lat dostałem pierwsze powołanie do reprezentacji juniorów. W wieku 17 lat po raz pierwszy zagrałem na mistrzostwach świata juniorów - wspomina. Jak na taki obrót spraw zareagowała rodzina młodego Daniela? - Moi rodzice byli ze mnie bardzo dumni, wiedzieli, że to jest moja pasja i jak najbardziej ją pochwalali. Nie przeszkadzało im to zupełnie, wręcz przeciwnie - kibicowali mi z całego serca - dodaje z uśmiechem.

Rok 1978 na zawsze pozostanie w jego pamięci. To wtedy otrzymał pierwsze powołanie do seniorskiej reprezentacji Argentyny. Miał zaledwie 17 lat. - To było dla mnie wielkie zaskoczenie, nie mogłem w to uwierzyć. Miałem tylko 17 lat, byłem jeszcze takim "chłopczykiem". Tak naprawdę zacząłem trenować z reprezentacją seniorską Argentyny już w wieku 15 lat. Byłem oczywiście najmłodszy ze wszystkich, ale pozostali zawodnicy bardzo dobrze mnie traktowali - pomagali mi, udzielali wsparcia i dobrych rad, pytali, czy wszystko jest w porządku - tak opisuje swoje pierwsze doświadczenia w "dorosłej" siatkówce.

Całość tej opowieści z unikalnymi zdjęciami na Reprezentacja.net »


Więcej o: