Sport.pl

Rok świńskiej grypy, czyli transfer hurtem, którego nie było

Kto sądzi, że polskimi klubami rządzą nieudacznicy, hochsztaplerzy i oszuści niespotykani nigdzie indziej w Europie, niech przyjrzy się futbolowi w kilku innych krajach ze wschodu kontynentu
Prezes Lewskiego Sofia Todor Batkow sądził, że z powodu świńskiej grypy możliwe są transfery "nadzwyczajne", przeprowadzone poza okresem wyznaczonym przepisami na handel żywym towarem. Ofiarą epidemii padli piłkarze rosyjskiego Rubina Kazań, stąd UEFA miała się zgodzić na wyjątek.

Bułgar wysłał na testy medyczne do Moskwy czterech graczy - rodaka Żiwko Milanowa, Brazylijczyka Ze Soaresa, Marokańczyka Youssefa Rabeha i Macedończyka Darko Tasevskiego. Wysłał zawodników kluczowych, choć nazajutrz drużyna rozgrywała prestiżowe derby stolicy z CSKA, najważniejszy mecz jesieni.

Batkow liczył na 5 mln euro. - Rosjanie twierdzili, że pieniądze leżą w sofijskim banku. Wskazali nawet konkretny sejf - opowiadał potem prezes, po godzinach wzięty prawnik, po meczach ostry recenzent. - Ten brytyjski pederasta zniszczył mecz - rzucił kiedyś po pucharowej porażce z Schalke o arbitrze Mike'u Rileyu.

Co prawda to dość niezwykłe, by klub A przejmował hurtem aż czterech zawodników od klubu B, ale prezes najwyraźniej o tym nie myślał. Cóż, świńska grypa.

W moskiewskim Sheratonie okazało się, że negocjatorzy, którzy namówili Lewskiego na transfer, oferują piłkarzom pensje niższe niż obiecywali. Piłkarze zaprotestowali, przybyły z nimi dyrektor finansowy klubu zadzwonił do Batkowa, a Batkow zadzwonił do prezesa z Kazania, Aleksandra Gusiewa.

Gusiew nic nie wiedział ani o transferze, ani o specjalnej dyspensie od UEFA na kupowanie poza sezonem transferowym. O sprawie nie słyszał też trener Rubina, który stwierdził, że o dodatkowych piłkarzy nie prosił i ich nie potrzebuje.

Gracze Lewskiego wrócili do kraju. Na derby nie zdążyli. Lewski przegrał 0:2.

- Nie umiem tego wyjaśnić - mówił Batkow. - Nie dostałem wcześniej oficjalnego potwierdzenia z Rubina, ale moi ludzie spotkali się z jego wysłannikami, którzy podjęli ich w drogich mercedesach i drogim hotelu. Miałem wątpliwości, ale w razie problemów planowałem zawrócić piłkarzy na derby.

"Wysłannicy" mieli wizytówki i dokumenty z logo Rubina. Ustalono też, że faks zapraszający piłkarzy na testy wysłano z biur kazańskiego klubu. Tylko umieszczony na nim numer telefonu kontaktowego nie miał nic wspólnego z mistrzem Rosji.

Policja wykryła, że Batkow przed transferem dał 200 tys. euro zaliczki niejakiemu Arturowi Oganesjanowi, którego nazwisko okazało się fałszywe.

Hipotez objaśniających, co się stało, jest mnóstwo. Padł zarzut, że na odpowiednim wyniku najbardziej zależało bukmacherom z Azji. Że sam Batkow postawił milion euro na derbową porażkę Lewskiego. Tenże Batkow zwraca uwagę, iż to w sprawie meczu ich rywali, CSKA (z Dynamem Moskwa w Lidze Europejskiej), dochodzenie prowadzą Rosjanie. Wiadomo też, że UEFA rozpracowuje 40 spotkań - głównie z udziałem drużyn ze wschodu kontynentu - w rozgrywkach pucharowych z ostatnich lat, których uczestników podejrzewa o korupcję.

Teoria najbardziej zagmatwana - aferę inspirował główny udziałowiec Lewskiego Michaił Czernoj, który różni się z Batkowem, a dobrze zna się z działaczami Rubina. Chciał obniżyć cenę akcji klubu i wykupić je wszystkie.

Drużynie zaszkodził. Przegrywać zaczęła po feralnym weekendzie seryjnie, w pięciu meczach Ligi Europejskiej nie strzeliła gola. Po derbach wybuchły regularne uliczne zamieszki. Chuligani utożsamiający się z Lewskim niszczyli samochody, autobusy, tramwaje. Policja aresztowała 150 osób.

Batkow walczy. Swoją wiedzę o aferze kazańskiej przekazał Interpolowi, bułgarskiego oficera służby zwalczającej przestępczość zorganizowaną oskarżył o wypuszczenie z kraju armeńskiego kryminalisty, który manipuluje wynikami meczów w ligach bułgarskiej i rosyjskiej.

Więcej o: