Sport.pl

Vancouver 2010. Czy PZN oszczędza na Justynie Kowalczyk?

Kurtka mistrzyni świata sztywnieje na mrozie zamiast grzać. Zamiast podróży samolotem, kilkadziesiąt godzin na promie i w samochodzie. - Niech prezes nie mówi, że Justyna ma najlepsze warunki przygotowań na świecie - opowiada Sport.pl trener Aleksander Wierietielny
- Intencje sekretarza generalnego Grzegorza Mikuły i prezesa Apoloniusza Tajnera były dobre, ale widać, że nie znają się na rzeczy. Nie wiedzą, czego nam potrzeba. Rozumiem, że na kimś trzeba oszczędzić, więc oszczędzili na Justynie. Tylko niech potem prezes nie mówi, że ma najlepsze warunki przygotowań na świecie. Wszystko byśmy zaakceptowali, ale takie zdania wkurzają nas najbardziej - mówi rozgoryczony trener najlepszej biegaczki świata. W poprzednim sezonie 26-letnia Kowalczyk wywalczyła dwa złote i brązowy medale MŚ w Libercu oraz Puchar Świata. - Po tamtych wynikach spodziewaliśmy się trochę innego traktowania - mówi Wierietielny.

Na kurtki Justyna narzeka od trzech lat. - W Beitostoelen Justysia biegła na drugiej zmianie sztafety 4x5 km, potem przez pół godziny czekała na wiadomość, na którym miejscu skończą koleżanki - opowiada trener. - Zsiniała z zimna, a i tak temperatura w Norwegii była dodatnia. Gdy jest mróz, materiał kurtki sztywnieje jak blacha. Nie grzeje, tylko skrzypi. Boję się, że jak mróz ściśnie bardziej, to kurtka zwyczajnie pęknie.

Ja i serwismeni dostaliśmy porządne, ciepłe kurtki innej firmy. Spodnie też podobno były, ale do mnie nie dotarły. Dokupiłem więc w sklepie i jest mi ciepło. Justysia też wybiera się na zakupy.

Drugi problem to samochód. W poprzednim sezonie ekipa Kowalczyk jeździła dwoma autami użyczonymi przez podhalańskiego biznesmena Józefa Pawlikowskiego-Bulcyka. - Mieliśmy wersję "komfort". Nastawialiśmy zegar i o danej godzinie było ciepło, fotele podgrzane, a szyby przejrzyste. To auto służyło czasem Justynie za przebieralnię, szczególnie po treningach, kiedy nie było szatni - opowiada Wierietielny. - W tym sezonie związek zmienił sponsora na lepszego, ale auto dostaliśmy gorsze. Ogrzewanie zamontowali najtańsze. Żeby było ciepło, trzeba sporo wcześniej włączyć silnik.

Kowalczyk nie startowała w ostatni weekend w biegach ulicznych w Düsseldorfie. Od piątku jest w Szwajcarii, gdzie w sobotę czeka ją bieg na 10 km techniką dowolną, a w niedzielę sprinty. - Najpierw jechaliśmy kilka godzin do Helsinek, potem płynęliśmy 27 godzin promem do niemieckiego Travemuede. Jeszcze tylko nocna podróż samochodem i rano byliśmy w Davos. Śniadanko i na trening - opowiada Wierietielny. - Wie pan, jakie to dla związku oszczędności? Dwa baki paliwa zużyliśmy plus prom. Bilet lotniczy kosztowałby pewnie ze cztery tysiące od osoby. Zresztą Justysia nie lubi pałętać się po lotniskach, gdzie są tysiące ludzi i różne zarazki w powietrzu. Nie chce się narażać na choróbsko, woli być odizolowana. Poza tym był strajk Finnaira i ekipy, które wybrały lot, do tej pory nie mają swoich bagaży. A my mamy. Dlatego akurat o tę wyprawę pretensji nie mamy.

Wierietielny wylicza inne korzyści z tej liczącej ponad trzy tysiące kilometrów wyprawy: - Przyjechaliśmy do Helsinek trzy godziny przed odpłynięciem promu, więc Justysia poszła pobiegać półtorej godziny. Na promie miała trzy posiłki, poza tym dobrze wypoczęła, poczytała książki i gazety. Potrenowała też na stacjonarnym rowerku i wioślarskim ergometrze.

Forma najlepszej biegaczki świata jest coraz lepsza. Zdrowie dopisuje. - W Davos jest mało śniegu, tam gdzie wystają kamienie i korzenie, dowieziono sztuczny. Napadało trochę świeżego - mówi Wierietielny. - Justysia trenuje trzy razy dziennie. W czwartek zrobimy jeszcze mocny sprawdzian na 5 km i spokojnie czekamy na start - kończy trener Justyny Kowalczyk.

Apoloniusz Tajner

prezes PZN

Staraliśmy się zagwarantować warunki najlepsze z możliwych. Latem wymieniliśmy mocno wyeksploatowane i awaryjne auta na nowe. Wybraliśmy najlepszą markę z możliwych. Faktycznie, nie ma w nich elektronicznego ogrzewania, ale przyjęliśmy skargę i jak tylko przyjadą do Polski, natychmiast oddamy je do serwisu. 22 grudnia wszystko zostanie zamontowane jak trzeba. Będą mieć pełny komfort, zależało nam na wygodnym aucie z mocnym silnikiem. Żeby wszystko się mieściło i był bezpieczny.

Kurtki? Nie wiem, z jakiego powodu Justynie było zimno. My jesteśmy zadowoleni ze współpracy, robią dla nas ekstrarzeczy. Nie ma cienia złej woli. Czasem się nie udaje, bo negocjacje się przedłużają. To normalne. Naprawdę dbamy o "team Kowalczyk". Ma lekarza, czterech serwismenów, fizjoterapeutę, trenera głównego.

Po sezonie na pewno dojdzie do spotkania szefa firmy szyjącej dla nas ubrania z Justyną. Poprosimy, żeby przedstawiła swoje uwagi. Już w tej chwili została dla niej uszyta cieplejsza kurtka.

Kowalczyk góra-dół, góra-dół - i tak 40 razy »


Więcej o: