Sport.pl

Nikołaj Wałujew: Znam Adamka, wolę walczyć z Gołotą

Nikołaj Wałujew, rosyjski pięściarz zwany ?Bestią ze Wschodu?, mówi w wywiadzie dla Sport.pl: Na ulicach dzieje się przemoc, na wojnie. Ograniczenie praw człowieka jest przemocą. Jednak boks pod okiem sędziego to walka według reguł.
Radosław Leniarski: Część fachowców mówi, że nie przegrał pan walki z Haye'em. Niektórzy wietrzą spisek promotorów. Pan też tak sądzi?

Nikołaj Wałujew: Mają rację. Nie uważam się za przegranego. Mam poczucie, że nie było walki, ot co. To była lekkoatletyka.

Haye będzie teraz mistrzem. Jednak tak naprawdę za tym jego "zwycięstwem" stoi chęć promotorów do zarobienia dużo większych pieniędzy. Sława tego, który pokonał Wałujewa, plus skandalizujące zachowanie Haye'a, gwarantują olbrzymią kasę. O jednym muszę powiedzieć. Nigdy nie zapomnę widoku, kiedy syn Wilfrieda Sauerlanda [niemiecki promotor Wałujewa, po walce również współpromotor Davida Haye'a], Kalle rzucił się na szyję Davidowi Haye'owi po zakończeniu pojedynku. Tego mu nie zapomnę.

Czyli pana porażka w Norymberdze to bokserska polityka?

- Nie chcę powiedzieć, że to od początku do końca polityka. Mogłem przeciez wygrać tak, by nikt nie miał wątpliwości. Musiałem po prostu znokautować Haye'a, ale nie byłem w stanie go dogonić. Gdybym rzucił się za nim w pogoń, wyglądałoby, że straciłem nerwy. Byłoby to bardzo śmieszne.

Teraz się wyjaśni, czemu mistrzostwo Haye'a ma służyć. Jego następnym obowiązkowym przeciwnikiem jest John Ruiz, z którym Haye nie chce walczyć. Jednak niełatwo będzie się wymigać od tego pojedynku. Brytyjczyk nie będzie łatwym partnerem dla Sauerlanda.

Ale dlaczego pan się nie zdenerwował, nie wybuchł, nie odpowiedział rywalowi na obraźliwe słowa, których nie szczędził panu przed walką?

- Odpowiedziałem raz. Nazwałem go Brudnymi Ustami. Powiedziałem, że to, co robi, to jest cyrk, że tak się zachowują małpiszony w cyrku, a nie ludzie. Dalej nie brnąłem. Nie mogłem zniżyć się do poziomu Haye'a, wymyślać obraźliwe przezwiska dla przeciwnika.

Czy zmieniłby pan coś w sposobie walki z Haye'em?

- Zawsze przychodzą takie myśli, ale w Rosji mamy dwa celne powiedzenia. Pierwsze: "Po walce nie macha się pięściami". I drugie: "Wstecz myśleć każdy umie". Teraz można tylko oceniać i przyjąć lekcję.

Nie zamierza pan zakończyć kariery?

- Oto chodzi. Taka "porażka" nie może być powodem zakończenia kariery.

Zna pan Tomasza Adamka?

- Znam.

Dobry bokser?

- Tak

Powalczyłby pan z nim?

- Po pojedynku z Haye'em, nie pierwszym moim przeciwnikiem małego wzrostu i wagi [Czagajew ma 185 cm wzrostu, Ruiz - 188, Holyfield - 189, Haye - 191, wszyscy ważą około 40-45 kg mniej niż Wałujew], uznałem, że nie chcę, aby moje walki tak dalej wyglądały. W boksie jak w fizyce - przy zderzeniu dwóch różnych mas ta mniejsza po prostu odskakuje, bez poważnych konsekwencji dla siebie. Będę więc wybierać przeciwników większych, aby pokazać ludziom boks. Kibice płacą za przyjemność oglądania walki, a nie gonitwy po ringu. Więc dobiorę sobie przeciwników, którzy podejmą walkę. Już mam dosyć pojedynków z karłami.

Z kim chciałby pan w takim razie walczyć? Kto jest pana bokserskim idolem?

- Idoli nie mam, ale Lennox Lewis miał wspaniałe cechy jako bokser. Zachwycony jestem Mikiem Tysone'em, Muhammadem Ali.

Przeczytałem w jednym z wywiadów, że ring jest dla pana ukochanym miejscem na ziemi?

- Od wielu lat ring jest moim sposobem na życie, wiele mi dał. Nie tylko jako mężczyźnie. Przeżywam w nim chwile niebezpieczeństwa, ale też zwycięstwa. Podniósł mnie w życiu na wyższy poziom, więc jestem mu wdzięczny. Kiedy dzieje się coś pięknego, czuję się lekko, ale bez porażek nie byłoby tego uczucia. Tylko w trudnych chwilach kształtuje się charakter. W cieplarni nie można wychować bohatera.

Przeżył pan też ciężkie chwile, na przykład w 12. rundzie z Davidem Haye'em, kiedy był pan blisko nokautu?

- Krótka chwila mojego zmęczenia dała mu możliwość ostatniego ataku. Zdecydował on zresztą o wyniku pojedynku. Ale nie był niczym wielkim, ta chwila nie wryła mi się w pamięć jakoś wyjątkowo mocno. Na pewno nie były to moje najtrudniejsze sekundy w ringu.

Było coś gorszego?

- Dlaczego chcesz wyciągnąć te najgorsze chwile. Nie chcę ich wspominać. Po co Polsce wiedzieć o tym.

Czy film "Kamienny łeb" jest o panu?

- Są małe zbiegi okoliczności. Nikt specjalnie ich nie wymyślał. Na przykład monolog, w którym wspominam, że w szkole przyzywano mnie "Łeb". I rzeczywiście miałem w szkole przezwisko "Głowa". Jakieś cechy charakteru głównego bohatera są mi bliskie, ale reszta się bardzo różni, a właściwie można powiedzieć, że nie ma nic wspólnego z moim życiem.

Czyli przemoc, związki z mafią, coś co nierozerwalnie łączy się z boksem, to nie o panu?

- Boks nie jest przemocą. Na ulicach dzieje się przemoc. Na wojnie. Ograniczenie praw człowieka jest przemocą, fanatyzm arabski jest przemocą, ale boks to walka wedle przepisów. Jeśli ma reguły i sędziego, nie jest przemocą. Jest sędzia, który nie pozwala zadać tego ostatniego ciosu. Jak przeciwnik leży, sędzia liczy. Być może jest jakieś pierwotne okrucieństwo rywalizacji, ale jest to związane ze wszystkimi rodzajami walki, a nawet sportu.

W ringu nie ma miejsca dla delikatnego kwiatuszka. Zostanie zdeptany. Przemocy używam w walce z własnym organizmem, gdy muszę się do czegoś przełamać, pokonać własną słabość. Tylko w tym przypadki.

Pan poluje. Polowanie nie jest przemocą, nie jest okrucieństwem?

- Jest pan wegetarianinem? Je pan steki? Ja zjadam wszystko co upoluję. Nie ma ludzi, którzy by dbali o przyrodę bardziej niż myśliwi. Jak z przyjaciółmi polujemy, nic się nie marnuje. Nie zabijamy, nawet nie mówimy, że zabijamy, tylko zdobywamy. Oczywiście, zwierzyna jest przeznaczona do odstrzału. Marzę o polowaniu w Afryce, pewnie kiedyś pojadę, ale na razie poluję w Rosji.

Pana promotor Sauerland mówił, że pokonał pan niedźwiedzia gołymi rękami. My w Polsce wiemy, jak wygląda niedźwiedź, i trochę w to wątpię. Prawda z tym niedźwiedziem.?

- Gdzie tam. Kalle często mnie zadziwia swoją wiedzą o mnie samym. Oczywiście, że nie zabiłem niedźwiedzia gołymi rękami. Chciałbym odwieść każdego, kto wpadłby na pomysł zapolowania na niedźwiedzia bez broni, a choćby na niedźwiadka.

Ale tak samo jak na polowaniu w ringu staram się powstrzymywać emocje, nawet w najtrudniejszej sytuacji. Przez lata uczono mnie używać siły w taki sposób, aby pokonać przeciwnika. Ale w ringu, nie w życiu. Zawsze trzeba mieć chłodny umysł.

Jest pan w takim razie wewnętrznie sprzecznym człowiekiem. Bokser, podobno poeta, myśliwy i wrażliwiec, słuchacz muzyki poważnej. Który z Wałujewów jest prawdziwy?

- Na ringu jestem przez krótką chwilę. Wchodząc do niego, muszę pamiętać, że przeciwnik nie przychodzi, aby użalać się nade mną, ale żeby mnie pokonać, zniszczyć, znokautować i aby samemu się wywyższyć.

Ale jest to tylko jedna, krótka chwila.

Słyszałem, że sześcioletni syn niezbyt dobrze się czuje na pana treningach.

- Grisza był tylko na jednym moim sparingu, po czym zdecydowałem, że lepiej, aby ich nie widział. Obejrzał też dwie walki, ale staramy się z Galiną, aby ich na razie nie oglądał. To zbyt duże przeżycie dla niego. Nie chodzi nawet o strach o mnie, tylko o przeżywanie tego, co się dzieje. Tak bardzo chciał, abym wygrał. To zbyt duże wyzwanie dla dziecka. Grisza jest bardzo emocjonalny i dla niego to po prostu za wcześnie.

Marzy pan o telefonie z Holywood?

- Już miałem takie telefony, ale propozycje nie zgrały się z grafikiem przygotowań przed walką z Haye'em i dwa lata wcześniej. Poza tym role mi nie odpowiadały. Były nieciekawe, choć z Hollywood. A przecież Hollywood zrobił dobre filmy o boksie. "Rocky" był świetnym filmem, prawdziwym, choć oczywiście sam boks był w nim słaby.

Aktorstwo mnie pociąga. W ringu i przed kamerą jest podobna adrenalina. Grając w "Kamiennym łbie", musiałem nauczyć się wiele. Wiele wytrzymać. Zdjęcia nocne, mnóstwo dymu, duży stres, bardzo mnie to wszystko denerwowało. Ale mój nawyk kontrolowania emocji bardzo mi pomógł. To był mój debiut w głównej roli. Widzowie ocenią, jak wyszło.



Nikołaj Wałujew,

213 cm wzrostu

145 kg wagi

216 cm zasięg ramion

160 cm obwód klatki piersiowej

36 lat, 50 zwycięstw, 34 nokauty, 2 porażki

Wałujew w Warszawie. Co robi? - Je szarlotkę? »