Sport.pl

Boks. Nikołaj Wałujew: Adamek musi poczekać, Gołota to co innego

- Adamek? Nie ma mowy. Za mały. Dajcie mi lepiej Andrzeja Gołotę - mówi "Metru" Nikołaj Wałujew. Gigant, mierzący 213 centymetrów i ważący 143 kilogramów przed tygodniem stracił mistrzowski pas po porażce z Davidem Haye'em. Do Polski przyjechał promować film "Kamienny Łeb", w którym gra główną rolę
Z byłym mistrzem świata wagi ciężkiej Nikołajem Wałujewem rozmawia Piotr Kalisz

Czuje się pan skrzywdzony przez sędziów? Po ich kontrowersyjnej decyzji w walce z Haye'em stracił pan pas federacji WBA?

- W Rosji jest takie przysłowie "po walce nie macha się pięściami". Tego się trzymam. Sędziowie wydali werdykt i nie ma potrzeby z nim się spierać. Ale jest mi przykro, bo walka powinna skończyć się remisem. Haye jej nie wygrał.

Jak odreagował pan porażkę?

- Porażkę? To nie była porażka, bo to, co działo się w ringu, nie przypominało boksu tylko jakąś bieganinę. To był niemiły epizod w moim życiu, ale tylko epizod. Żyje się dalej.

Będzie rewanż?

- Ciężko powiedzieć. Mój promotor [Wilfried Sauerland], który będzie teraz promował Brytyjczyka, chyba nie chce rewanżu.

To z kim będzie pan teraz walczyć. Z braćmi Kliczko?

- Obojętnie, byle wreszcie był to ktoś wysoki i ciężki.

Czyli Tomasz Adamek odpada?

- Ja nigdy nie odmawiam walki, ale dotychczasowe pojedynki toczyłem z bardzo lekkimi przeciwnikami. Chcę wreszcie powalczyć z jakimś wielkim facetem. Adamek będzie musiał poczekać.

A Gołota?

- A to co innego. Z nim mógłbym walczyć.

Ale zanim pan wejdzie znów ringu, musi się zmierzyć z oceną krytyków filmowych, bo został pan aktorem. Jak Wałujew trafił do filmu?

- Zawsze marzyłem, by zagrać w filmie historycznym, jakąś postać z epoki, kiedy wszelkie waśnie między mężczyznami o kobietę rozwiązywane były za pomocą miecza lub kopii.

Ale w "Kamiennym Łbie" zagrał pan cierpiącego na zaniki pamięci boksera, którego mafia zmusza do powrotu na ring. Są w filmie wątki autobiograficzne?

- Bohater opowiada, że w szkole przezywali go "kamiennym łbem", i tak było ze mną. Dzieci wołały na mnie "głowa". Zgadzam się też z jego słowami, że wytrenowany bokser nie boi się samego bólu, jest jak postać z gry komputerowej. Ciosy redukują kreski na linii jego życia. Po walce wie, że stracił trochę zdrowia, ale bólem się nie przejmuje.

Co wymaga więcej wysiłku - trening bokserski, czy praca na planie?

- Jestem początkującym aktorem, więc na planie było mi ciężej. Trening trwa maksymalnie trzy godziny, dzień zdjęciowy - dziesięć. Najtrudniejsze były zdjęcia nocą, bo od dwudziestu lat prowadzę sportowy tryb życia i mój organizm się buntował. Druga sprawa - na ringu jestem sobą, a tu trudno było mi się wczuwać w inną postać.

Będzie pan kontynuował karierę aktorską?

- Chciałem zagrać Ilję Muromca [legendarny rosyjski bohater, znany z nadludzkiej siły], ale musiałem zrezygnować z tej roli ze względu na walkę z Haye'em. Czyli na dziś ważniejszy jest dla mnie boks. Poza tym mam jeszcze szereg innych zajęć - otworzyłem dwie szkoły bokserskie w St. Petersburgu dla dzieci i zajmuję się różnymi projektami charytatywnymi. A kto wie, być może w przyszłości zostanę... politykiem?