Sport.pl

Mały Manny Pacquiao walczy w Las Vegas z Miguelem Cotto.

Pacquiao jest bohaterem Filipin, ?New York Timesa? i talk-show największych stacji w USA. Relacja w Polsacie Sport Ekstra od 3 rano w niedzielę.
Kiedy "Pacman" pojawił się w ABC podczas talk-show Jimmy'ego Kimmela, publiczność skandowała "Manny! Manny!". W tym samym mniej więcej czasie w stolicy Filipin Manili sekretarz stanu USA Hillary Clinton dyskutowała o walce podczas spotkania ze studentami. Pacquiao pojawił się na okładce azjatyckiej wersji "Time'a". Prestiżowy magazyn z cover story o pięściarzu? Zdarzyło się to bodaj pierwszy raz od czasu Muhammada Alego!

Jak wyjaśnić fenomen "Pacmana" w USA, poza tym drobnym argumentem, że pokonał "Złotego Chłopca" Oscara de la Hoyę? Owszem, wprawił tym w zdumienie zakochane w kalifornijskim pięściarzu Hollywood. Ale to tylko dlatego, że elity show-biznesu nie znają się na boksie. W walce z de la Hoyą to Filipińczyk był faworytem bukmacherów. Według rzetelnej strony boxrec.com jest drugim pięściarzem świata w prestiżowym rankingu bez względu na wagę, tuż za Floydem Mayweatherem Jr. Boksuje faktycznie jak "pacman", czyli ta pożerająca wszystko zębata główka w labiryncie popularnej gry komputerowej. Boksuje konsekwentnie, systematycznie, bije długimi kombinacjami, łatwo, z każdej pozycji, z każdej płaszczyzny, większych rywali, mniejszych, obojętne jakich. Jest nie do zatrzymania jakby był zasilany bateriami energizer, tymi od niezmordowanych króliczków.

Jeśli dziś w nocy pokona świetnego Cotto, stanie się mistrzem świata (wersji WBO) w piątej kategorii wagowej prestiżowych organizacji. Zaczął od muszej, lżejszej o prawie 17 kg od półśredniej, w której toczyć się będzie sobotni pojedynek w kasynie MGM Grand.

W wywiadach i talk-show "Pacman" nie powiedział Amerykanom nic przełomowego, co wykroczyłoby poza świat boksu. Nic, co by ich poruszyło albo rozśmieszyło. Wydał album muzyczny, śpiewa w nim strasznie, zagrał rolę tytułową superbohatera Wapakmana - skrzyżowanie Supermana ze Spidermanem - też żałosne.

W USA Pacquiao jest po prostu bohaterem czterech milionów filipińskich emigrantów: ogrodników, mechaników, pielęgniarzy, roznosicieli pizzy. Uciekł od biedy slumsów rodzinnego General Santos City - historia byłaby groteskowa, gdyby nie była prawdziwa - gdy ojciec zjadł jego psa.

Za oceanem mu się udało, ale pozostał takim samym chłopcem z rozbrajającym uśmiechem, co kiedyś. Nigdy nie wypowiada się krytycznie o przeciwniku. W przekładzie na polski jest Małyszem, nawet wąsik podobny, tylko kategoria wagowa już wyższa.

Różnica z dawnym Mannym jest taka, że kiedyś miał przy sobie tylko trenera, teraz 30 osób filipińskiej świty plus słynnego amerykańskiego szkoleniowca Freddie'go Roacha i promotora Boba Aruma. I pałacową rezydencję pod rodzinnym miastem. Reszta bez zmian.

To głównie Filipińczycy i Portorykańczycy - rodacy Cotto - oraz kilkuset znawców sztuki boksu, wykupią walkę w HBO w systemie pay-per-view. Prognozy mówią o 1,4 mln transmisji, co byłoby rekordem spoza wagi ciężkiej od pojedynku de la Hoyi z Mayweatherem Jr. sprzed dwóch lat.

Inny boks, a zwłaszcza boks w wadze ciężkiej, zdominowany przez pięściarzy z Europy Wschodniej - Stanów Zjednoczonych filipińskich, portorykańskich i meksykańskich nie interesuje.

Statystyka walk:

Paquiao - 30 lat, 49 zwycięstw, 3 porażki, 2 remisy, 37 KO

Cotto - 29 lat, 34 zwycięstwa, 1 porażka, 27 KO

Z naszego podwórka - przypomnijmy sobie, jak trenuje Adamek - kliknij, żeby zobaczyć galerię



Kolejna walkaTomasza Adamka » już w lutym


Więcej o: