Sport.pl

Zasadą polskiej myśli szkoleniowej jest brak zasad. Jak Polacy nie grają w piłkę nożną

Im młodszy rocznik, tym gorsza murawa. 16-latek trenuje więcej niż senior, bo trener chce się pochwalić wynikiem, szkoła też stawia na sukcesy, a prezes liczy na dotacje od gminy
Wyślij sms BEST na 7260 i wygraj wyjazd na mecz FC Barcelona-Inter Mediolan »

Michał Szadkowski: Jak oszukuje się w piłce juniorskiej?

Jacek Mazurek: Na wiele sposobów. Najbardziej popularne, ale i łatwe do wykrycia jest wystawianie starszych piłkarzy. Po wielu latach pracy z młodzieżą od razu rzuca się w oczy, gdy na meczu jedenastolatków ktoś przewyższa innych wzrostem i muskulaturą. Jeden może być wybrykiem natury - wcześnie dojrzewający. Ale gdy widzi się takich pięciu lub więcej, zaczynają się wątpliwości.

Nikt ich nie kontroluje przed wyjściem na boisko?

- Trenerzy przynoszą legitymacje. Ale nikt ich nie weryfikuje, więc można podrzucić dokument starszego kolegi lub brata.

Klub uczciwy jest bezsilny?

- Gdy zostawałem szefem akademii piłkarskiej Legii postanowiłem, że będziemy sprawdzać podejrzanych piłkarzy. Można to robić na dwa sposoby. W czasie meczu kapitan dostaje od trenera kartkę z nazwiskami piłkarzy, których chce sprawdzić, i przekazuje ją sędziemu. Ale to działanie z zaskoczenia. My woleliśmy zgłosić się do arbitra przed meczem. Nie zależało nam na wygraniu walkowerem, ale na sprawiedliwości.

Złapaliście kogoś?

- Nigdy. Trenerzy, wiedząc, że przeprowadzimy kontrolę, wpisywali do protokołu piłkarzy, których wiek się zgadzał. Czasami doprowadzało to do sytuacji, że drużyna wybiegała na boisko w dziesięcioosobowym składzie, choć teoretycznie trener miał do dyspozycji 15 piłkarzy. Musieliśmy jednak zrezygnować z kontroli, bo doprowadzało to do bardzo nieprzyjemnych sytuacji. Rywale oskarżali nas o zarozumialstwo i brak zaufania. Mieliśmy dość użerania się. Zajmujemy się sobą. Selekcjonujemy i szkolimy najlepiej, jak potrafimy, a nasi piłkarze i tak zawsze będą dążyć do zwycięstwa, nawet jeśli ktoś gra nieuczciwie.

Nie boi się pan, że pana piłkarzowi w starciu ze starszym rywalem może się stać krzywda?

- Nie mamy na to wpływu. Przepisy pozwalają sprawdzić tylko pięciu piłkarzy. Zresztą jeśli ktoś chce oszukać, i tak to zrobi. Jednemu klubowi w oszustwie pomagała szkoła, wydając legitymacje z fałszywą datą urodzenia.

Przerażające.

- Wynaturzenia wynikają z naszego podejścia do szkolenia. W Polsce nie uczymy grać w piłkę. Najczęściej jesteśmy nastawieni tylko na wynik. Nikt nie myśli, co się z piłkarzem stanie za rok, o siedmiu latach nie wspominając. Wystarczy, że jeden element odpowiedzialny za przyszłość piłkarza robi coś nie tak, i cały proces trafia szlag. Może to być trener, który chce się pochwalić wynikami, szkoła nastawiona na sukcesy czy prezes liczący, że dzięki dobrym wynikom uzyska dotacje od gminy. Oczywiście wszyscy uważają, że świetnie zajmują się juniorami. Opieka polega na tym, że jeśli piłkarz nie zdaje do następnej klasy, trener idzie porozmawiać z nauczycielką. Uczymy młodych ludzi oszukiwania.

Akurat wystawianiu starszych piłkarzy można zapobiec.

- Jeśli nawet uda się kogoś przyłapać, drużynie grozi najwyżej walkower. By zostać wykluczonym z rozgrywek, trzeba ich dostać kilka. W Niemczech czy we Francji za wystawienie nieuprawnionego piłkarza trener może zostać zdyskwalifikowany lub nawet stracić licencję. Dlatego nikt nie próbuje. Tam przepisy regulują nawet, ile razy w tygodniu może trenować młody piłkarz.

A w Polsce?

- Pełna dowolność. 12-letni legioniści trenują trzy razy w tygodniu, ale równie dobrze mogliby sześć i siedem razy. W Polsce nadal panuje przekonanie, że im więcej, tym lepiej. Doprowadza to do absurdalnych sytuacji, że piłkarz 16-letni trenuje więcej niż senior.

Kości i mięśnie wytrzymują?

- Młody organizm przyjmie wszystko. Będzie się bardzo dynamicznie rozwijał, wyprzedzał nawet najlepszych w kraju. Trenerzy będą się cieszyć, że ich piłkarze zdobywają nagrody MVP turniejów, a drużyny wygrywają rozgrywki. Ale taki piłkarz w wieku 16-18 lat przestanie się rozwijać i zniknie. Silnik samochodowy też można podrasować. Ale skróci się jego żywotność. Tak samo jest z piłkarzami.

Czyli w Polsce piłkarz wchodzi do seniorskiego futbolu wypalony?

- Jeśli trenujemy jak szaleni, przychodzi moment, w którym piłkarz nie potrafi się skoncentrować. W piłce seniorskiej przegrywamy nawet z europejskimi średniakami, bo brakuje dynamiki i koncentracji, dzięki której można z siebie wycisnąć maksimum. Polski piłkarz nie może, bo wszystko wyciśnięto z niego, gdy był nastolatkiem.

Nie przesadza pan?

- Wśród najbardziej utalentowanych piłkarzy jest to proceder nagminny. Przez kilka lat prowadziłem drużynę w roczniku 1992. Trener naszych rywali powiedział mi kiedyś, że jego piłkarze trenują codziennie. Nawet w Wigilię. W Legii robimy wszystko, by piłkarze mieli przerwę międzysezonową. Trzy-cztery tygodnie latem i dwa-trzy zimą. Kłopot w tym, że w lipcu zgrupowania organizują reprezentacje okręgu. One istnieją także we Francji czy w Niemczech, ale tam nikt nie robi przed meczami długich zgrupowań. W Polsce często napinamy się na wynik, bo tego żąda otoczenie. Najczęściej wygrana meczu lub turnieju zaciera sens, jaki ma w sobie szkolenie młodzieży.

Zdarza się, że nie puszczacie piłkarzy na zgrupowania?

- Oczywiście. Nasi piłkarze odpoczywali cały lipiec. 3 sierpnia zaczęli treningi, a trzy dni później mieli jechać na zgrupowanie reprezentacji Mazowsza. Zostali w Warszawie, nie są przygotowani do gry. Podobnie bywa z reprezentacjami Polski.

Angielska federacja piłkarska określa, ile i jak powinien trenować młody piłkarz.

- Już dawno Legia sugerowała dyrektorowi sportowemu PZPN Jerzemu Engelowi, że PZPN powinien określić, ile i jak piłkarz powinien trenować. Dotychczas żadnych decyzji nie podjęto. Dziwne, bo na Zachodzie zajmują się tym związki.

Nie chodzi o ślepe przenoszenie zagranicznych wzorów. W Hiszpanii juniorzy trenują raz dziennie, we Francji dwa, ale za to mają ponad 2 miesiące wakacji. Trzeba zdecydować, który z systemów lepiej się sprawdza. Najgorszym wyjściem jest nierobienie nic. Podobnych regulacji wymagają mecze.

Jak to?

- Ariel Borysiuk w wieku 14-15 lat grał 70-80 spotkań w sezonie. Według prawideł maksymalnie powinien rozegrać 40. Jednocześnie występował w dwóch drużynach juniorskich, na turnieju Coca-Coli, reprezentacji regionu i Polski. Nie trenował, tylko grał. Gdybyśmy tego nie zahamowali, prawdopodobnie nigdy nie wystąpiłby w ekstraklasie. Takie tempo są w stanie przetrzymać tylko bardzo silne jednostki. Ale my powinniśmy dbać nie tylko o silnych, ale również utalentowanych. Ci drudzy złapią kontuzję i skończą karierę. Takich piłkarzy jak Ariel naprawdę jest więcej. To jest największy problem naszego futbolu - najbardziej wyróżniający się piłkarze są najbardziej eksploatowani. Spokojnie mogą się rozwijać ci mniej zdolni i w pewnym momencie wyprzedzają tych najbardziej utalentowanych.

Czyli w polskim futbolu lepiej talentu nie mieć.

- Albo mieć i trafić do klubu, który zajmuje się szkoleniem. Jeśli nasi chłopcy wracają ze zgrupowania reprezentacji, dajemy im odpocząć w meczu ligowym. W tym czasie nadrabiają zaległości z czasu, gdy ich nie było. Najważniejsze, by zachowana została progresja treningu. Z kolejnym rokiem piłkarz powinien trenować więcej, intensywniej i rozegrać ściśle określoną, również większą, liczbę meczów.

Dlaczego to takie ważne?

- Dlaczego polski senior nie jest w stanie zagrać trzech spotkań przez tydzień? W dużej mierze przez błędy w szkoleniu. Mecz jest głównie wysiłkiem beztlenowym, a trening tlenowym. Jeśli nastolatek zaniedbuje ten drugi, w wieku seniorskim będzie się szybciej męczył, bo zabraknie mu "podbudowy". Mówiąc obrazowo - najpierw trzeba dotrzeć samochód, by można nim szaleć. Ten proces trwa około 8-12 lat.

Tego też nie regulują przepisy PZPN?

- Teoretycznie w piłce młodzieżowej piłkarz może zagrać w weekend 90 minut. Ale przecież nikt w niedzielę nie sprawdza, ile grał dzień wcześniej. Piłkarz nie zaprotestuje, bo w tak młodym wieku chce grać jak najwięcej. Nie mówmy tylko o minutach. Z grą wiążą się przejazdy i stres. W końcu musi pojawić się zniechęcenie. Kluby powinny dbać, by w lipcu piłkarz pojechał z rodzicami na wakacje albo został w domu. Może nawet pomagać w polu czy ogrodzie. Byle odpoczął i stęsknił się za piłką.

Czy PZPN reguluje, na jakich boiskach grają młodzi piłkarze?

- Nie. Zdarzają się boiska bardziej przypominające pole. Zasada jest taka: im młodszy rocznik, tym gorsza murawa. Przez to młodzi piłkarze grają z oczami wlepionymi w piłkę. Martwią się tylko o to, by nie odbiła się w lewo lub prawo. Jak taki gracz ma nauczyć się przewidywać bądź szukać parterów na boisku?

Czyli polską piłką juniorską rządzi bałagan?

- Wszystkie rzeczy, o których powiedziałem, w cywilizowanych piłkarsko krajach są uregulowane i kontrolowane, a kary za złamanie zasad bardzo surowe. W Polsce obowiązuje brak zasad. Dlatego ludzie patrzący perspektywicznie - wierzę, że zaliczam się do takich - w wielu polskich klubach kariery by nie zrobili. Liczy się wynik następnego spotkania. Za wszelką cenę.

Jeden z młodych piłkarzy Legii przyszedł do mnie dzień po zdjęciu gipsu i oświadczył, że chce grać. Popatrzyłem na niego jak na wariata. Dzień później nakrzyczał na mnie jego rodzic. Argumentował, że w poprzednim klubie jego syn grał 24 godziny po zdjęciu gipsu. Długo trwało, aż mu wytłumaczyłem, czym to grozi. Ten piłkarz wrócił do gry po pół roku. Zgodnie z zasadami.

Co by się stało, gdyby Zinedine Zidane urodził się w Polsce?

- (długie milczenie). Niech się pan zastanowi, ilu piłkarzy na europejskim poziomie mają Francuzi, a ile my. Niech to wystarczy za odpowiedź i jednocześnie pchnie do działania tych, którzy chcą poprawy poziomu naszego futbolu.

Jacek Mazurek

Dyrektor ds. sportowych Akademii Piłkarskiej Legii. Od dziewięciu lat pracuje z juniorami tego klubu. Wcześniej prowadził seniorską Deltę Warszawa, z którą awansował do IV ligi.

Czy Polska przegra z San Marino - czytaj tutaj »