Sport.pl

Eberharter wygrał klasyfikację generalną alpejskiego PŚ

Zajmując trzecie miejsce w supergigancie w Kvitfjell, Austriak Stephan Eberharter zwyciężył w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.
- Mogę mu tylko serdecznie pogratulować. To jest supermistrz. Jeśli ktoś w jednym sezonie wygrywa więcej zawodów niż przedtem w całej karierze, to mówi wszystko - opowiadał w Kvitfjell Norweg Kjetil-Andre Aamodt. - Nie musi już chować się w cieniu Hermanna Maiera, dzięki swojej dominacji w pucharze sam jest jak Hermann Maier - dodał Aamodt.

Eberharter jest trzecim narciarzem z Austrii, po Karlu Schranzie i Maierze, który zdobył wielką kryształową kulę. Dziewięć razy zwyciężał w tym sezonie, piętnaście razy stawał na podium. Ma szansę na cztery trofea sezonu; zdobył już małą kulę za bieg zjazdowy, zapewnił sobie praktycznie tytuł w supergigancie, ma szansę także w gigancie. Tylko legendarny Francuz Jean-Claude Killy I Maier dokonali wczśniej podobnej sztuki. Z igrzysk w Salt Lake City Eberharter przywiózł trzy medale.

- Wszystko podporządkowałem nartom, być może też zawsze pracowałem więcej niż inni zawodowcy - opowiada 32-letni alpejczyk, pochodzący ze sławnego narciarskiego rejonu Zillertal, niedaleko od Innsbrucka. W odróznieniu od innych narciarzy nie ma trenera, który mówiłby mu co ma robić a czego nie. - Sam sobie doradzam i podążam swoją drogą - mówi. Skrywa konsekwentnie swoje życie prywatne. - To ostatnia świętość, którą chce chronić bez względu na okoliczności.

- Być może nie jechałem dość ryzykownie, jednakże najważniejsze było, że zająłem miejsce przed Didierem Cuche, zapewniając sobie praktycznie zwycięstwo w klasyfikacji końcowej supergiganta - oceniał swój start Eberharter. Różnice czasów w czołówce były minimalne, pierwszych dwudziestu rywali dzieliło ledwo 0,9 s. Kto miał powyżej 1,5 s straty do zwycięzcy, Włocha Alessandro Fattori, nie zaliczał już pucharowych punktów.

Sobotni bieg zjazdowy był miodem na serce 34-letniego Hannesa Trinkla. Znalazł się on w reprezentacji Austrii na igrzyskach w Salt Lake City, ale przepadł w wewnętrznych eliminacjach zespołu, mocno zresztą potem krytykowanych. - Dzięki Bogu, że mnie uchronił przed wiatrem - opowiadał Trinkl. Praktycznie podczas jazdy czułem tylko wiatr w plecy, dlatego też wygrałem z dość dużą przewagą. Mimo to, dość długo mógł obawiać się na mecie o rezultat, gdyż jadący z 26 numerem Francuz Claude Cretier potrafił jeszcze zająć drugie miejsce. - Mieszkałem z Hannesem nim na igrzyskach w jednym pokoju i wiem jak ciężkim dla niego był fakt, że nie wystartuje - wspominał Eberharter, który jak wiekszość ekipy cieszył się z triumfu kolegi. Eberharter w zjeżdzie był szósty.

Już przed igrzyskami Eberharter spełnił swoje marzenie o zwycięstwie w pucharowej klasyfikacji biegu zjazdowego. Jedyny konkurent w walce o przodownictwo w supergigancie, Szwajcar Didier Cuche, ma 94 punkty straty. Austriak w ostatniej próbie musiałby praktycznie dojechać tylko do mety, za 24 miejsce otrzymuje się jeszcze siedem punktów. Zwycięzca dostaje 100 punktów. Pewne szanse Eberharter ma też w slalomie gigancie. W klasyfikacji wyprzedza go tylko o 64 punkty Francuz Fredric Covili. - Na pierwszy rzut oka nie wygląda to optymistycznie, ale Covili ostatnio nie jeździ dobrze - twierdzi Austriak.

- Nie mam zamiaru kończyć kariery. Skoro tak dobrze mi idzie byłoby szkoda. A przykład Hannesa Trinkla dowodzi, że i mając 34 lata można dobrze jeździć - mówi "Steff". - Być może będę startował jeszcze i dwa lata, ale w 2006 na pewno mnie nie zobaczycie już na stoku.

Bieg zjazdowy:

1. H. Trinkl (Austria) - 1:27,15 min; 2. C. Cretier (Francja) - 0,34s straty; 3. F. Cavegn (Szwajcaria) - 0,42 s straty.

Supergigant:

1. A. Fattori (Włochy) - 1:36,68 min; 2. D. Defago (Szwajcaria) - 0,20 s straty; 3. S. Eberharter - 0,24 s. straty.

Klasyfikacja generalna PŚ:

1. Eberharter - 1492 pkt; 2. Aamodt - 990 pkt; 3. Cuche - 904 pkt; 4. Miller - 904 pkt.