Sport.pl

Serie A. 11. kolejka. Mistrz ucieka, pościgu nie ma

Piłkarze Juventusu wygrywali 2:0, ale przegrali z Napoli 2:3 i do prowadzącego Interu tracą już siedem punktów. Do czołówki wrócił Milan, który pokonał Parmę
Właściciel neapolitańskiego klubu Aurelio de Laurentis to narwaniec o ogromnych, sięgających co najmniej Ligi Mistrzów ambicjach. Lubi wymieniać piłkarzy, lubi wymieniać trenerów. Kiedy kilka tygodni temu zwalniał Roberta Donadoniego, usłyszał - a wraz z nim cały kraj - od byłego selekcjonera reprezentacji Włoch, że nie ma pojęcia o futbolu, że nerwowymi ruchami szkodzi drużynie, że jeśli się nie opamięta, nigdy nie osiągnie sukcesu.

Odkąd jednak Napoli przejął trener Walter Mazzari, piłkarze żyjący w permanentnym poczuciu stanu wyjątkowego przeszli totalną metamorfozę. Wcześniej dryfowali w kierunku strefy spadkowej, teraz awansowali na miejsce dające awans do europejskich pucharów. Nawet jeśli kiepsko zaczynają, znakomicie kończą - wszystkie gole w czterech meczach (trzy zwycięstwa i remis) strzelili po przerwie. W środę Milan prowadził z nimi 2:0 już w szóstej minucie, ale zdołali się podnieść i wyrównać w doliczonym czasie gry. W sobotę Juventus prowadził 2:0 jeszcze na pół godziny przed ostatnim gwizdkiem, ale goście wygrali, decydujący cios zadając w 95. minucie. Bohaterami byli dwaj pomocnicy - wprowadzony z rezerwy Jesus Datolo (jednego gola strzelił, przy pozostałych się zasłużył) oraz Marek Hamsik, który zdobył szóstą i siódmą bramkę i został wiceliderem klasyfikacji najskuteczniejszych. 22-letni Słowak podobnie jak w minionym sezonie gra rewelacyjnie, chciałyby go kupić Inter oraz Chelsea, tak imponującego startu w Serie A nie miał żaden piłkarz z Europy Środkowo-Wschodniej od czasu debiutu Andrija Szewczenki. Jeśli jednak po sezonie Hamsik odejdzie, to za gigantyczne pieniądze - gigantyczne także ze względu na aspiracje de Laurentisa.

Juventus nie przegrał na własnym stadionie z Napoli od 1988 roku (wtedy było 3:5), a od 1998 roku nie stracił nawet w tych meczach bramki. Ostatnio jednak gra słabo. Miał być jedynym godnym konkurentem broniącego tytułu Interu, tymczasem traci do niego już siedem punktów. W październiku rozegrał tylko jeden naprawdę dobry mecz - wygrany w środę z Sampdorią 5:1 - po którym Gianluigi Buffon mówił o "nuklearnej eksplozji" drużyny i zapowiadał zdecydowany pościg za liderem. Niestety, turyńczycy grają słabo, nawet w meczu Ligi Mistrzów ze słabym Maccabi Hajfa (1:0) ich najlepszym graczem był bramkarz. Coraz gorsze recenzje zbiera trenerski nowicjusz Ciro Ferrara, który w sobotę popełnił kardynalny błąd - tak bardzo chciał wygrać, że napastnika Amauriego wprowadził za defensywnego pomocnika Christiana Poulsena, który wcześniej udanie krępował ruchy Hamsika. W powszechnej opinii bez tej zmiany Napoli nie wyprowadziłoby rozstrzygającego o wyniku kontrataku.

I sobotni mecz w Turynie, i czwartkowy w Mediolanie był fantastyczną reklamą calcio. Inter pokonał bezkompromisowe Palermo 5:3 (głównie dzięki niesamowitemu występowi młodego Mario Balotellego), a obaj rywale wykreowali tyle ładnych natarć, że niewiele brakowało, by padło kilkanaście goli.W Livorno mediolańczycy już nie zachwycili - zanim zapewnili sobie po przerwie zwycięstwo, to gospodarze grali lepiej. Piłkarze lidera chcieli jednak wybiegać trzy punkty minimalnym nakładem sił, bo najważniejszy mecz czeka ich w środę - jeśli w Kijowie znów nie wygrają z Dynamem, mogą mieć spory kłopot z awansem do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Dlatego wydarzeniem dnia był przede wszystkim debiut w podstawowym składzie Rene Krhina. To 19-letni słoweński rozgrywający, którego Inter ściągnął do zespołu juniorów już w 2006 roku. Latem trener José Mourinho ogłosił plan odmładzania kadry i zabrał go do USA na pierwsze zgrupowanie z seniorami. We wrześniu Krhin zadebiutował w reprezentacji kraju.

Słoweniec w drugiej połowie na boisko nie wyszedł, bo zdegustowany ofensywnym odrętwieniem drużyny Mourinho wpuścił na boisko drugiego napastnika Samuela Eto'o. Pomogło. W dodatku punkty stracili wszyscy najbliżsi liderowi rywale - Juve, Sampdoria i Parma. Wygrał tylko znów wybitnie ofensywnie ustawiony Milan, który wrócił na miejsce dające udział w kwalifikacjach do LM.

Sypią się oferty dla Manciniego


Więcej o: