Sport.pl

Polska walka stulecia. Adamek znokautował Gołotę w piątej rundzie

- Miałem przygotowany biały ręcznik. Chciałem go rzucić. Sędzia mnie uprzedził - mówił trener Sam Colonna poruszony krwawym laniem, jakie Tomasz Adamek sprawił Andrzejowi Gołocie.
Zobacz walkę na Z Czuba.tv »

Historia tego pojedynku jest prosta. Mówi o kolejnej klęsce pięściarza, który na przekór wszelkim objawom nie chce zrozumieć, że jego czas minął. Który bardzo chce przeprowadzić dowód, że jeszcze potrafi być w ringu kimś, ale ignoruje argumenty przemawiające przeciwko niemu.

Na końcu zawsze spotyka go rozczarowanie.

Tomek, kończ teraz!

Gołota od pierwszej sekundy bronił się przed nokautem grożącym mu w każdej chwili. Jeden pęknięty łuk brwiowy, za chwilę drugi. Za chwilę upadek na deski, po ciosach i pchnięciu przez rywala. Adamek uderzał lewym prostym - każdy dochodził celu i robił spustoszenie na twarzy Gołoty ratującego się wypluciem ochraniacza. Każda banalna akcja lewy-prawy dochodziła do nosa Gołoty, każdy prawy sierp, przed którym jeszcze kilka lat temu z łatwością by się wybronił, lądował na krwawiącym łuku brwiowym. Każdy cios w tułów pozbawiał go oddechu. Gołota próbował atakować, Adamek go przepuszczał, robiąc krok w bok, i z zimną krwią bił w przelatującą obok bezwładnie ciężką skałę - dokładnie tak jak na ćwiczeniach w domu w Gilowicach.

Colonna mówił Gołocie: - Musisz zadawać ciosy! Nie wygrasz, nie zadając ciosów.

Ale Gołota nie potrafił. W walce z debiutantem w wadze ciężkiej był całkowicie bezradny.

Adamek, mistrz świata w dwóch kategoriach, widział wszystko wcześniej, reagował szybciej, uderzał częściej, mocniej i celniej. - Andrzej, co robić, dalej tak? - pytał trenera Gmitruka po trzeciej rundzie, gdy zgodnie z planem zwolnił tempo, wiedząc że czeka go jeszcze 9 rund. - Nie. Kończ teraz! Tu się nic już nie stanie - powiedział Gmitruk.

Adamek w czwartej rundzie zadawał po kilkanaście uderzeń bez odpowiedzi, Gołota desperacko próbował łapać przeciwnika, ratować się jakoś przed upadkiem, ale Adamek zbijał obłapiające go ręce - dokładnie w sposób, jaki widziałem na ćwiczeniach w Gilowicach.

W piątej rundzie Adamek przewrócił Gołotę kolejną prostą kombinacją, a po chwili zadał około 30 uderzeń, bez odpowiedzi. 1,48 do końca rundy sędzia Bll Clancy przerwał walkę. Colonna, związany z Gołotą od jego przyjazdu do USA na początku lat 90., stał z nogą na stopniu, z białym ręcznikiem w ręku.

Adamek, spadaj stąd!

W tym momencie wypełniona do ostatniego krzesła 14500 kibicami łódzka hala już od kilkunastu minut darła się: "Góral!" albo "Adamek!". Siedzący za mną kibice - łysi, z butami w czub, w dżinsach z cekinami od Calvina Kleina i numerem kołnierzyka 48, czyli jak większość na trybunach i spora grupa VIP-ów - szydzili z Gołoty, choć przed walką krzyczeli: "Gołota! Gołota!" i "Bij, Andrju!". Pięściarz przed pojedynkiem miał za sobą większą część widowni, ale wystarczyła pierwsza akcja Adamka i kibice bokserscy porzucili Gołotę bez wahania, jako frajera do bicia.

Adamek po zwycięstwie wskakiwał na wszystkie narożniki i pozdrawiał nawróconych fanów. W pewnym momencie minął Gołotę i kiedy już, już wydawało się, że poda mu rękę, pozdrowi tak jak często zdarza się po walkach, wdrapał się i na ten narożnik. Mariola Gołota nie wytrzymała, mówiąc, że "to narożnik Andrzeja. Spadał stąd, bo Andrzej jeszcze tu jest".

I ta akcja Gołoty nie była skuteczna. Adamek wdrapał się i pozdrowił kibiców.

Kiedy zbity na kwaśne jabłko, ale przede wszystkim załamany sobą Gołota chciał podziękować tym kibicom, co z nim wytrwali podczas tej walki, i się pożegnać, okazało się, że nie może tego zrobić - mikrofon był już wyłączony. - I wiesz co, to mnie rozwaliło, tego najbardziej żałuję, że nie mogłem nic im powiedzieć - opowiadał w szatni, gdzie siedział przez długie minuty, patrząc w podłogę.

Gołota: Chyba już się nie nadaję

Być może poczuł pewną ulgę w nocy.

Kiedy wychodził z hali o godz. 1 z twarzą obitą, czerwoną, z pozszywanymi łukami brwiowymi, kibice jednak na niego czekali. Kilkudziesięciu stało na schodach i skandowało: "Gołota!", gdy wsiadał do czarnej limuzyny.

Ale to już ostatnie spotkanie z kibicami w takich okolicznościach.

W niedzielę Gołota był w Chicago. - Chyba już się nie nadaję - powiedział.

Tak relacjonowaliśmy Z czuba i na żywo - czytaj tutaj »