Sport.pl

Udany kontratak polskiej myśli szkoleniowej

Katalog szokujących futbolowych zwrotów akcji bogatszy jest niż słowotok Jerzego Engela na mojej ulubionej stronie internetowej prężącej się pod dosadnym adresem www.jerzyengel.pl, więc zagrożenie zwycięstwem Polski nad Czechami zdawało się realne... - pisze Rafał Stec w felietonie dla poniedziałkowej Gazety Sport.pl, dodatku ?Gazety Wyborczej?
"Zagrożenie" wyjmuję oczywiście z języka hałaśliwych ostatnio nienawistników, którzy szczerze życzyli porażki tymczasowemu trenerowi Majewskiemu, by czym prędzej go ze stanowiska wypłoszyć. Mój mniej odporny psychicznie znajomy zainwestował nawet w czeski futbol 100 zł. Postawił u bukmacherów na przegraną Polaków, by się nie pogubić i w trakcie gry odruchowo nie zawyć dla dodania im wigoru.

Zaczęliśmy zatem eliminacje z modlącymi się o klęski kadry Beenhakkera działaczami, a kończymy je z modlącymi się o klęski kibicami - tymi wątlejszymi psychicznie, przypominam. To chyba całkiem nowa (i nasza własna!) jakość w światowym futbolu, która w pełnej krasie ma się objawić w środę na Stadionie Śląskim - lud zmawia się w internecie, żeby mecz ze Słowacją zbojkotować. I jeśli miałbym cokolwiek wyrzucać Tymczasowemu po wstępnych robótkach z reprezentacją, to jego nerwową reakcję na aktywność mas. Majewski wytykał im wzburzony, że podobna inicjatywa byłaby nie do pomyślenia w Anglii czy Niemczech. Nie rozumiem. Skoro stawiamy na polską myśl w szkoleniu, to dlaczego nie stawiać na polską myśl w kibicowaniu? Dlaczego trener przywołuje przykłady zagraniczne? Niedbale słuchał odezw nadtrenera Piechniczka napominającego, że sukcesy odnosiliśmy w latach 70. i 80., kiedy nie oglądaliśmy się na innych?

Kadra wyszorowana ze złogów obcej myśli

Jeśli puścić mimo uszu tę jedyną pobrzmiewającą fałszem wypowiedź, Tymczasowy zaimponował obojętną na wszelkie przeciwności losu konsekwencją. Reprezentację ze złogów obcej myśli szkoleniowej zdołał wyszorować, usuwając także większość zagranicznych naleciałości personalnych.

Obrona? Owszem, była. Udało się ją zmajstrować wyłącznie z graczy naszej ligi, na co nie ośmielił się w meczu o stawkę żaden selekcjoner od 1997 r. (poprzedni odważny nazywał się Krzysztof Pawlak i też okazał się Tymczasowym). Patrioci zagrali ze sobą po raz pierwszy tylko dzięki bezkompromisowości Majewskiego, który postanowił ich ze sobą poznać, choć dostał zaledwie kilka dni na zgrupowanie, choć Piotr Polczak miał debiutować w ważnym meczu, choć warto było się bić o zwycięstwo, bowiem szanse na awans wciąż istniały.

Spolszczony przez Beenhakkera Roger Guerreiro? Udało się go przetrzymać w rezerwie do ostatniego gwizdka, choć Maciej Iwański postawił na styl rozgrywania minimalistyczny, oparty na dyskretnym przemieszczaniu się i unikaniu nachalnego pchania się w strefy grożące koniecznością dotknięcia piłki. Łatwo nie miał, bowiem sprytni rywale zaskoczyli sparingowym futbolem bezkontaktowym, by wciągnąć go w zasadzkę i zachęcić do wzmożonej aktywności.

Ulubieńcy Beenhakkera? Udało się wystawić zaledwie dwóch, Lewandowskiego i Błaszczykowskiego, co ponownie uświadomiło, jak nieprzebrane są zasoby ludzkie polskiego futbolu. Od lutego 2003 r. przez reprezentację przewinęło się 140 nazwisk (co daje dwie nowiusieńkie jedenastki na sezon), a przecież mnóstwo zasłużonych ligowców selekcjonerzy Janas i Beenhakker pominęli. Majewski stara się nie pomijać nikogo, osobiście najwyżej cenię jego nowatorską ideę, by niezależnie od wszystkiego z Czechami między słupkami stanął Kowalewski, a ze Słowacją Dudek. Najważniejsze, żeby było sprawiedliwie.

Taktyka kontrataku, legendarna zabójcza broń znad Wisły? I ją udało się utrzymać mimo niesprzyjających okoliczności, nawet po objęciu prowadzenia przez Czechów, którzy gola strzelili prawdopodobnie w jednym celu - żeby naciągnąć Polaków na natarcia pozycyjne, czyli wyrzeczenie się własnego planu, czyli zaprzeczenie własnej naturze.

Czesi zawiedli, stąd zapewne nieco rozczarowujący wynik na inaugurację Tymczasowego

Dopuścili się podstępnie procederu z pogranicza kradzieży praw autorskich, uporczywie sprawiając wrażenie, jakby też woleli kontratakować. Majewski nie ustąpił, taktyki nie retuszował, prawdopodobnie nie złamałoby go nawet wycofanie się wszystkich Czechów na własne pole karne. Znów wypada rzec, że triumfowała jego bezkompromisowość.

Rywale ponieśli za nieczystą grę surową karę, przytłaczająca przewaga rodzimej myśli szkoleniowej okazała się bezsporna. To polskimi piłkarzami kierował trener, który w 1982 r. zajął trzecie miejsce na mundialu - prowadzący rywali Ivan Haszek dobrnął w 1990 r. do marnego ćwierćfinału. To Polakom patronował nadtrener Piechniczek, który dwukrotnie awansował na mundial. To polskich bramkarzy przygotowywał Józef Młynarczyk, który w 1987 r. wzniósł Puchar Europy. To wreszcie polskim futbolem zarządza król strzelców MŚ z 1974 r. - nasi południowi sąsiedzi swojego ostatniego mundialowego króla snajperów podziwiali w przedwojennym antyku i ten nie dożył nawet rozbicia sztucznego tworu czesko-słowackiego.

Że Czesi akurat wygrali? Nikt poważny nie przeciwstawia pojedynczych dziełek całokształtowi twórczości, a Haszek oraz wiceprezesi Dalibor Kuczera, Jindrich Rajchl i Miroslav Kriz uciułali całokształt wobec całokształtu naszego selekcjonera, prezesa i wiceprezesa, nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu, żałosny.

Czy bojkot się powiedzie? Czy kontratak na PMSz też?

Tak czy owak, dla znów zwycięskiej PMSz nadciąga czas prób najcięższych. Rzucił jej wyzwanie cały świat, który z premedytacją odszedł od wielomiesięcznych zgrupowań reprezentacji (czy zorganizujemy je, powołując wyłącznie naszych ligowców i rewolucjonizując kalendarz ekstraklasy, pozostaje kwestią nierozstrzygniętą). Cios w plecy otrzymała od sabotażystów, którzy odwracają uwagę opinii publicznej od fundamentalnych problemów zapowiedzią bojkotu meczu ze Słowacją.

Czy bojkot się powiedzie, podobnie jak kontratak PMSz? Czy oddolny ruch wyrządzi mnóstwo zniszczeń, podobnie jak osławiona akcja "zabierz babci dowód"? Czy grupka, jak przytomnie mówią działacze, chuliganów wypowie wojnę totalną, apelując o bojkotowanie produktów oferowanych przez firmy sponsorujące Związek, by zmusić je do wywierania nacisku na PZPN? Ja wierzę, że do eskalacji nastrojów nie dojdzie. Chyba od lat 80. PZPN nie opublikował bardziej optymistycznego komunikatu: "() w siedzibie PZPN prezes Grzegorz Lato przyjął delegację kibiców polskiej piłki. Dyskutowano o najbardziej nurtujących ich problemach. () Rozmawiano również na temat bojkotu drużyny narodowej przez grupę uzurpującą sobie prawo do reprezentowania wszystkich kibiców w Polsce. Goście jednoznacznie stwierdzili, że demonstracyjny bojkot meczu Polska - Słowacja na Stadionie Śląskim w Chorzowie w dniu 14 października 2009 r. pozbawiony jest jakiegokolwiek sensu, bowiem prawdziwy kibic jest z biało-czerwonymi na dobre i na złe. Było to pierwsze z kilku zaplanowanych spotkań konsultacyjnych władz PZPN z sympatykami polskiego futbolu."

Piękne, mocne słowa, jakże bliskie duchowi klasycznych plenarnych wystąpień pierwszego sekretarza z niezapomnianego okresu największych triumfów naszego futbolu: "Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej" czy "Rozmów Polaków z Polakami o sprawach Ojczyzny nigdy i nikt już nie zakłóci". Ewidentnie wracamy do źródeł, dlatego jedno tylko pozostaje dla mnie zagadką: czy przełomowego meczu w Pradze w ogóle nie próbowaliśmy kupić, czy znów zawinili Czesi, którzy interesu ubić nie chcieli?

Podyskutuj o felietonie na blogu Rafała Steca



Błoński: Piłki prosto kopnąć nie potrafią...


Więcej o: