Sport.pl

F1: W pogoni za Jensonem Buttonem

Czy Rubens Barrichello lub Sebastian Vettel prześcigną Jensona Buttona w walce o tytuł mistrza świata Formuły 1? Mają na to dwa wyścigi.
Po 15 z 17 Grand Prix Button ma 85 punktów, jego kolega z Brawna Barrichello 71, a Vettel z Red Bulla - 69. W Brazylii (18 października) i w Abu Zabi (1 listopada) można zdobyć maksymalnie 20 punktów. Button, zdecydowany faworyt, mistrzem może zostać już w Sao Paulo - wystarczy, że dojedzie na metę na czwartym miejscu.

Wydawałoby się, że lider nie powinien mieć z tym problemów, ale Button - po fantastycznym początku sezonu, kiedy wygrał sześć z siedmiu pierwszych wyścigów - w ostatnich ośmiu startach tylko raz był na mecie w pierwszej czwórce.

Skąd taka obniżka formy? Przede wszystkim wyrównały się różnice technologiczne z początku sezonu. Brawn przez trzy miesiące, jako jeden z niewielu zespołów, korzystał z pionierskiego rozwiązania, jakim był podwójny dyfuzor poprawiający przyczepność samochodów. Z czasem bogatsi rywale zamontowali w bolidach identyczne urządzenia, wprowadzili poprawki aerodynamiczne i coraz częściej Button z Barrichello walczą jak równi z równymi z Nickiem Heidfeldem i Robertem Kubicą z BMW Sauber, które miało katastrofalny początek sezonu.

Po drugie, Button nie jest wybitnym kierowcą. To jego 10. sezon w F1, ale do tego roku 29-letni Brytyjczyk miał na koncie tylko jedno zwycięstwo i średnio zdobywał po 1,5 punktu w 155 wyścigach. Duże doświadczenie i spokojny styl jazdy wystarczały, kiedy samochód bił konkurencję na głowę. Teraz doszła presja i Button radzi sobie gorzej. - Ktoś musi go objąć i powiedzieć: "No dalej, dasz radę" - mówił niedawno komentator BBC Eddie Jordan.

Większą szansę na wyprzedzenie Buttona wydaje się mieć... Vettel. O dwa punkty więcej ma Barrichello, który na dodatek szykuje się na zwycięstwo w swoim "domowym" GP Brazylii, ale rywalizacja wewnątrz zespołu nigdy nie pomaga w gonitwie po tytuł. Dwa lata temu Lewis Hamilton na dwa wyścigi przed końcem miał aż 17 punktów przewagi nad Kimim Räikkönenem z Ferrari, ale za nim czaił się jego ówczesny partner z zespołu Fernando Alonso. Hamilton nie wytrzymał presji, Hiszpan również, a Fin wygrał dwa wyścigi i został mistrzem.

Vettel odwołuje się do sukcesu Räikkönena, ale na jego korzyść przemawia przede wszystkim szybszy samochód. Red Bull mocny był już na początku sezonu, od połowy jest najlepszy. Gdyby 22-letni Niemiec nie popełniał błędów i pewnie dojeżdżał na podia w Australii i ostatnio w Singapurze, jego pozycja byłaby jeszcze lepsza.

- Najważniejsze to nie robić błędów i dojeżdżać na punktowanych miejscach - przypomina Button i od kilku wyścigów stawia sobie właśnie takie cele. Vettel jest na fali: - Mamy świetny samochód, wciąż przyspieszamy. Możemy wygrać, będziemy walczyć do ostatniego oddechu.

Kubica, z dziewięcioma punktami na koncie, jest na 14. pozycji. W tym tygodniu prawdopodobnie wyjaśni się, w jakim zespole Polak będzie jeździł w przyszłym sezonie.

Więcej o: