Sport.pl

Red Bull Air Race: Bonhomme mistrzem

Paul Bonhomme został samolotowym mistrzem świata Red Bull Air Race. Wyprzedził broniącego tytułu Hannesa Archa, który naciskał go do ostatniego lotu ostatnich zawodów sezonu.
Brytyjczyk w dwóch poprzednich edycjach MŚ był "tylko" wicemistrzem, płacąc za incydentalny brak koncentracji. Dlatego plan na ten rok brzmiał: zachować stabilność formy od pierwszej do ostatniej eliminacji Red Bull Air Race. Plan się powiódł - Bonhomme nie zawsze wygrywał, ale w nigdy nie spadł poniżej drugiego stopnia podium.

W ostatniej imprezie cyklu samoloty fruwały tuż przy barcelońskiej plaży i Hiszpanie wyliczyli, że przynajmniej przez chwilę oglądało je 600 tys. ludzi, a w szczytowym momencie w niebo wpatrywało się 250 tys. par oczu. Wpatrywało się z podziwem, bo wyczyny pilotów - mknących nawet ponad 400 km/godz., manewrujących tuż nad wodą, między tworzącymi slalomowe bramki nadmuchiwanymi słupami - wyglądają spektakularnie. Gołym okiem docenić ich klasę łatwo, porównać ze sobą nie sposób. Choć imprezę nazywa się powietrzną Formułą 1, to nikt tutaj nikogo nie wyprzedza - trasę zawodnicy pokonują osobno - a czasem przelotu różnią się o ułamki sekund.

Co więcej, o ile 30-latek w bolidzie Formuły 1 jest zazwyczaj weteranem w schyłkowej fazie kariery, o tyle najmłodszy uczestnik Red Bull Air Race Yoshihide Muroya ma 36 lat. To sport młody, nowoczesny i wymagający refleksu, a zarazem jak żaden inny premiujący dojrzałość. Tych, którzy do ostatnich zawodów bili się o tytuł, dzieli od wspomnianego Japończyka pokolenie - Bonhomme skończył we wrześniu 46, a obchodzący urodziny tego samego dnia Arch 42 lata. A nie są najstarsi.

Pilotów nie obowiązują też limity wagowe (regulamin ogranicza tylko ciężar maszyn), co sprawia, że idealne przygotowanie do zawodów polega niekiedy przede wszystkim na odchudzaniu. Arch jeszcze przed sezonem zrzucił 10 kg, a ponieważ przed barcelońskim finałem - wcześniej odbyły się zawody w Abu Zabi, San Diego, Windsorze, Budapeszcie i Porto - tracił do lidera dające nadzieję 4 pkt, postanowił popracować nad pozbyciem się kolejnych zbędnych kilogramów. Niektórzy uczestnicy MŚ apelują już, aby limity jednak wprowadzić, bo w przeciwnym razie szczególnie zdeterminowani mogą zaszkodzić swemu zdrowiu, a w przyszłości za sterami samolotów będą siadać wyłącznie piloci wątli, którzy ledwie odrośli od ziemi.

Wszelkie podobne teorie obala Bonhomme, który oczywiście też zbijał wagę na siłowni. Jego sukces imponuje tym bardziej, że ze swoimi 90 kg z okładem należy od najcięższych w stawce. - To tak, jakby miał trzech pasażerów w kabinie - opisywał Brytyjczyk przewagę najlżejszych konkurentów, przypominając, że każdy kilogram różnicy trzeba mnożyć przez przeciążenie, któremu ulegają piloci. Ale to on wygrał. Z idealnymi genami chyba się urodził - ojciec latał w brytyjskiej armii, brat - samolotami pasażerskimi, on sam między zawodami wsiada w jumbo jety i fruwa między kontynentami.

Więcej o: