Sport.pl

Rozmowa z piłkarzem Radomska Sławomirem Wojciechowskim

Sławomir Wojciechowski jest jedynym polskim piłkarzem, który wygrał Ligę Mistrzów. Wiosną będzie grał w beniaminku ekstraklasy z Radomska
Wojciechowski miał jednak niezbyt duży udział w tym sukcesie. Wystąpił tylko w jednym spotkaniu w Kijowie z Dynamem, które nie miało już znaczenia dla układu w tabeli. Dziś 29-letni pomocnik zagra w sparingu RKS w Wodzisławiu z Odrą. Będzie to ostatni mecz kontrolny radomszczan podczas obozu w Kuźni Raciborskiej.

- Przynajmniej w pierwszej połowie zagramy w składzie, który będzie zbliżony do drużyny, która wyjdzie na pierwszy mecz wiosną ze Śląskiem Wrocław. Liga rusza już 2 marca, więc nie ma już zbyt dużo czasu na eksperymentowanie - twierdzi Wiesław Pisarski, drugi trener RKS.

Andrzej Klemba: Jeszcze siedem miesięcy temu był Pan piłkarzem najsłynniejszego klubu Niemiec Bayernu Monachium. Teraz trenuje Pan w beniaminku polskiej ekstraklasy. Jak doszło do transferu do RKS?

Sławomir Wojciechowski: Czasu spędzonego w Bayernie nie wspominam najmilej, bo przez albo siedziałem na ławce rezerwowych, albo byłem kontuzjowany. Mimo to zdobyłem mistrzostwo Niemiec i Ligę Mistrzów. Zagrałem 10 spotkań i zdobyłem dwa gole. Nie było dla mnie miejsca w Bayernie więc wróciłem do FC Aarau. W Szwajacarii jednak szybko znudziło mi się i zatęskniłem z Polską. Najszybszą i najbardziej konkretną propozycję złożył prezes RKS Tadeusz Dąbrowski.

Nie szkoda było opuszczać Szwajcarii?

- Nie, bo klub miał i nadal ma w bardzo duże kłopoty finansowe. Te problemy odbiły się także na formie piłkarzy, bo FC Aarau po rundzie jesiennej znalazł się w strefie spadkowej. Z 22 spotkań rozegrałem 15, zdobyłem dwie bramki i zaliczyłem kilka asyst. Potrzebowałem nowego bodźca, by odbudować formę, a na dodatek chciałem się przypomnieć polskim kibicom.

Jak Pan traktuje grę w RKS?

- Kontrakt mam podpisany do końca sezonu. Nie mam pojęcia, czy zostanę w RKS, bo to także zależy od prezesa i szkoleniowców. Nie ukrywam, że wolę walczyć o mistrzostwo niż o utrzymanie. Dobrym przykładem jest Igor Sypniewski, który odzyskał formę w RKS, stał się jego gwiazdą, co zaowocowało przejściem do Wisły Kraków. Nie miałbym nic przeciwko temu, żebym i ja podążył tą drogą.

RKS chyba nie powinien mieć problemów z utrzymaniem?

- Należy pamiętać, że to jest tylko sport. W piłce nożnej niespodzianki zdarzają się bardzo często. Jednak z tego co zauważyłem, RKS wzmocnił się najbardziej, i to nie tylko z drużyn grupy spadkowej, ale w całej polskiej lidze. Oczywiście boisko zweryfikuje, na ile te transfery były trafione. Nie wiem na co stać pozostałe zespoły walczące o utrzymanie i nie mam zamiaru się na nie oglądać. Jeśli będziemy wygrywać wszystkie mecze, to wtedy w żaden sposób nie spadniemy z ligi.

Co Panu dały występy w Szwajcarii i Niemczech?

- Jestem o 80 proc. lepszym piłkarzem niż przed wyjazdem z Polski.