Sport.pl

MŚ w kolarstwie górskim: Aleksandra Dawidowicz - dziewczyna z dzidą pojechała po złoto

Jeszcze dwa dni temu jej trener drżał, czy żyje po koszmarnym wypadku. Już na wyścigu spadł jej łańcuch i najgroźniejsza rywalka zaczęła odjeżdżać. Mimo to Aleksandra Dawidowicz sięgnęła w środę po złoty medal mistrzostw świata w kolarstwie. - Dajcie jej flagę, nie może wjechać bez niej - krzyczał na finiszu przez radio zdenerwowany trener. Ekipa zdążyła, ale Dawidowicz zamiast drzewca dostała potężną drewnianą dzidę.
Najświeższe wieści z Australii na twitterze Przemysława Iwańczyka »

Dla Oli to ostatni sezon w kategorii młodzieżowej - do lat 23. Właściwie już teraz mogłaby ścigać się w elicie, bo mało kto ma z nią szanse pod względem siły, mocy i dynamiki. Jej atutem jest też niesamowity charakter i brak respektu przed rywalem.

- Mam flagę! Ten, mam barwy - jej łzy po przyjeździe na metę środowego wyścigu zrozumie tylko ten, kto zna historię Oli i to, co wydarzyło się w ostatnich dniach. A z tą flagą i barwami chodziło jej o tęczową koszulkę mistrzyni świata, którą będzie teraz nosić. W środę nie zdejmowała jej nawet na chwilę. Tęczowe wstawki na kołnierzyku i rękawkach zostaną jej do końca kariery.

Dwa dni temu po przyjeździe z treningu cała reprezentacja Polski w milczeniu zeszła na kolację. Wszyscy byli w szoku po tym, co zobaczyli na najtrudniejszym zeskoku. Chodzi tam o to, że przy prędkości ponad 30 km/h skacze się z pełnym impetem w półtorametrowy dół. Ola jechała tam pierwszy raz, wybiła się, ale nie poderwała kierownicy. Stanęła pionowo na przednim kole, przeleciała przez rower lądując wprost na głowę. Tak jak skoczek do wody rozbija głową taflę po udanych piruetach. Na polską kolarkę spadł rower, roztrzaskał się o kamienie, oderwane siodełko pofrunęło gdzieś w dół. Ola leżała, nie ruszając się przez kilka sekund.

Aleksandra Dawidowicz startuje po złoto


Dopiero w środę po złotym wyścigu trener Andrzej Piątek przyznał się, co wówczas czuł. - Myśleliśmy, że się zabiła. Wyrżnęła centralnie głową w ziemię. Nie chcieliśmy o tym mówić, bo mieliśmy nadzieję, że jednak wystartuje w walce o złoto.

Wypadki Oli mrożą krew w żyłach, bo jedzie na pełnym ryzyku. Tak jak na igrzyskach olimpijskich w Pekinie, kiedy jej upadek wyglądał równie źle. Mimo to skończyła je na 10. miejscu. Fotoreporterzy, którzy stali na trasie, zgarnęli wtedy mnóstwo nagród za niezwykle efektowne zdjęcia Oli.

- Jestem poobijana po tamtym, ale co tam. Szczerze? Tak wyrąbałam, że myślałam, że to k... już koniec - mówi Ola. - No cóż, takie wypadki się zdarzają...

Piątek: - Poobijana? To za mało powiedziane. To, że po takim koszmarnym wypadku została mistrzynią świata, jest dla mnie niesamowite.

Wyśmienita kariera Oli, dziewczyny ze Słowików koło Koźminka, nieopodal Kalisza w województwie wielkopolskim, to przede wszystkim rezultat jej charakteru. Miała w swojej karierze trudny rok, kiedy kłopoty zdrowotne oraz problemy osobiste niemal wyłączyły ją z kolarstwa. Trener Piątek zabierał ją wtedy na zgrupowania, mimo że nie trenowała tylko przebywała z koleżankami. A na nie Ola zawsze może liczyć.

Najbliżej w zespole Ola jest z Mają Włoszczowską i Magdą Sadłecką. Wszystkie jeżdżą w jednej grupie, przebywają ze sobą niemal co dzień. Obie dopingowały ją głośno na trasie, ale w środę na uznanie Oli zasłużyła także młodziutka Paula Gorycka, wielka nadzieja polskiego kolarstwa. Paula, zupełnie niecelowo, starła się z późniejszą brązową medalistką Francuzką Juliet Brasset. Obie wjechały w krzaki, obie się pozbierały, ale Ola razem ze Szwedką Alexandrą Engen były już daleko. Francuzka narzekała później na konferencji prasowej, że to wydarzenie mogło odebrać jej złoto. - Ola była tak mocna, że ten upadek nie miał znaczenia - twierdzi Piątek. - Ale brawo dla Pauli, bo moim zdaniem będzie w przyszłości mistrzynią świata. Powtórzę: mistrzynią świata.

- Paula, fajnie pojechałaś - gratulowała jej później Ola Dawidowicz.

Aleksandra Dawidowicz na szczycie podium


Upadek Francuzki oraz odjazd Oli ze Szwedką to jednak pierwsza runda. A później znów było drżenie serca, kiedy Polce spadł łańcuch. Jej najgroźniejsza rywalka zaczęła odjeżdżać. Założyła go z powrotem i krzyknęła: - Trenerze, spokojnie, dogonię ją, mam dużo pod nogą.

Dużo to mało powiedziane. Ola dojechała na metę z przewagą 1,13 minuty. W kolarstwie górskim to przepaść. Mimo to w polskiej ekipie były jednak nerwy na finiszu. - Dajcie jej flagę, nie może wjechać bez niej - krzyczał przez radio trener. Ekipa zdążyła, ale Dawidowicz zamiast drzewca dostała potężną drewnianą dzidę. - Kurde, jakie to było ciężkie. Ale co tam. Trenerze, jestem mistrzynią świata - krzyczała, a później rozpłakała się na podium.

Paula Gorycka była siódma. W sobotę w wyścigu elity kobiet startują Maja Włoszczowska i Anna Szafraniec.

Chwila chwały przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego




Więcej o: