Sport.pl

Agnieszka Radwańska na US Open: Jak nie dam rady trzymać rakiety, to nic nie poradzę

- Od akupunktury, przez masaże, po ultradźwięki. Wszystko u oficjalnych lekarzy WTA. Co sześć godzin biorę też leki przeciwzapalne - opisuje leczenie kontuzjowanego palca Agnieszka Radwańska. Kontuzja może storpedować jej start w US Open.
Jakub Ciastoń: Jak poważna jest kontuzja?

Agnieszka Radwańska: - Kiedy odkładam lód, po kilku sekundach znów miejsce zapalenia jest gorące jak wrzątek. Nie jest więc zbyt wesoło. Nie mogę normalnie trzymać rakiety. Dopiero pierwszy mecz da odpowiedź. Szkoda, że gram już w poniedziałek. Dodatkowy dzień bardzo by pomógł.

Jak pani leczy to zapalenie?

- Od akupunktury, przez masaże, po ultradźwięki. Wszystko u oficjalnych lekarzy WTA. Co sześć godzin biorę też leki przeciwzapalne.

Czy jest niebezpieczeństwo, że w ogóle się pani wycofa z turnieju albo skreczuje w I rundzie?

- To, niestety, nie jest kontuzja, z którą można grać na lekach przeciwbólowych. Tak naprawdę wyleczyłby mnie tydzień wolnego. Mam nadzieję, że nie dojdzie do kreczu, ale jak nie dam rady trzymać rakiety, to nic nie poradzę. Na razie gram na treningach z lekkim bólem, forhend obciążam na 50 procent.

W jakich okolicznościach pojawił się uraz?

- Zagrałam ciężki mecz w I rundzie w New Haven z Robertą Vinci, ale nic mi nie było. Następnego dnia normalnie trenowałam, zapalenie pojawiło się dzień później na porannej rozgrzewce z Ulą. Postanowiłam, że spróbuję zagrać z Virginie Razzano, ale kiedy przegrałam seta, odpuściłam, bo ból się nasilił. Nie warto było bardziej ryzykować przed US Open.

Dlaczego w ogóle zagrała pani w New Haven? W Toronto była pani w ćwierćfinale, wcześniej grała w trzech innych imprezach. Może stąd wzięła się kontuzja? Przesadziła pani?

- Musiałam się pojawić w New Haven, bo jako rozstawiona mam obowiązek wziąć udział w działaniach promocyjnych turnieju, nawet jak się wycofam, np. rozdać trochę autografów. Czułam się dobrze, wydawało mi się, że mogę na luzie zagrać kilka meczów. Stwierdziłam, że dopóki nie będę się czuła zmęczona, to gram. Chodziło też o to, że grała tam większość dziewczyn, z którymi walczę o kończący sezon turniej Masters dla ośmiu najlepszych [Pennetta, Bartoli, Razzano]. Jesteśmy punktowo bardzo blisko, nawet przechodząc dwie rundy, można było coś zyskać. Na ósemkę może nie mam już szans, ale w dziesiątce mogę się zmieścić i pojechać jako rezerwowa.

Żałuje pani teraz?

- Kontuzja pewnie i tak by się pojawiła. Jak nie wtedy, to w I rundzie albo na treningu.

Może jednak było za dużo tych turniejów?

- Nie wydaje mi się. Nie grałam dużo debla. Nie odczuwałam aż tak bardzo, że gram dużo. Inne dziewczyny, nawet jeśli nie grały, to trenowały. Urazy się zdarzają i już.

Ta kontuzja pojawia się jednak drugi rok z rzędu właściwie w tym samym czasie. Może da się jakoś wytłumaczyć, co ją powoduje?

- W większości turniejów przed US Open grałam pierwszy raz, bo jest nowy kalendarz. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to że było bardzo gorąco. Może mocniej niż zwykle ściskałam rakietę, bo było więcej potu i bardziej ślisko.

Mówi pani o kontuzji dłoni, ale słyszę, że gardło też chyba nie za bardzo...

- Chrypa trzyma od dwóch tygodni. Od zimnego picia, bo do wszystkiego dają tutaj lód, i od klimatyzacji, ale to nic groźnego. Tylko taki śmieszny głos.

Przed Wimbledonem powiedziała pani, że celem jest ćwierćfinał. Teraz?

- Gdyby nie kontuzja... pewnie powiedziałabym tak samo. Mam nadzieję, że ręka nie będzie boleć.

Kilka drugich rund, dwa ćwierćfinały. Zadowolona jest pani z ostatnich wyników?

- Mogło być lepiej, ale wiele porażek, np. z Szarapową w Toronto, to były bardzo wyrównane mecze.

Z Sybille Bammer w Cincinnati było 0:6 w jednym secie...

- Bo zagrała jak w transie, jak opętana. Zdarza się.

Wygrała pani w tym sezonie tylko raz z zawodniczką z dziesiątki, rok temu - sześciokrotnie. Było dziesięć ćwierćfinałów, ale ani razu nie zrobiła pani kroku dalej. Czy to jest słabszy sezon, a jeśli tak, dlaczego?

- Ćwierćfinał to dobry wynik, dałabym wiele, by w każdym Szlemie być w ćwierćfinale. Powtarzam jeszcze raz, że inaczej gra się z pozycji wyżej notowanej tenisistki przy nowym kalendarzu. Kiedyś w jednym tygodniu były dwie-trzy imprezy do wyboru i siłą rzeczy wysoko notowane dziewczyny miały łatwiej, bo w I rundach grały z numerami 80. czy 90. Teraz na dzień dobry gramy z pierwszą trzydziestką. Poziom jest bardzo równy i tyle. Nie patrzę na ranking dziewczyn, z którymi przegrywam, ale widać w tym sezonie wyraźnie, że jest więcej niespodzianek. U wszystkich. Proszę sprawdzić, ile razy przegrywały inne dziewczyny, na pewno nie rzadziej ode mnie.

Zrezygnuje pani ze startu w deblu?

- Zastanowię się. Pierwszy mecz z Ulą zagramy pewnie pod koniec tygodnia. Zobaczymy po singlu jak ręka.