Sport.pl

US Open. Federer, a jak nie...Będzie niespodzianka?

Faworytem turnieju US Open jest Roger Federer, który walczy o szóste zwycięstwo z rzędu, ale znaków zapytania jest sporo. Po pierwsze, czy Rafael Nadal aby nie blefuje - zastanawia się w korespondencji z Nowego Jorku Jakub Ciastoń.
Hiszpan wrócił po kontuzji kolan w Montrealu i odpadł w ćwierćfinale z Juanem Martinem del Potro, tydzień później doszedł do półfinału w Cincinnati. Przegrał z Novakiem Djokoviciem. - Rafa nauczył się wreszcie, że nie zawsze można grać na 100 procent, umie przystopować. Oszczędza kolana. Na maksa zagra dopiero teraz. Można powiedzieć, że nauczył się tego od Federera - koncentrować się na Wielkie Szlemy. Zobaczysz, że będzie groźny jak cholera - mówił mi w sobotę jeden z hiszpańskich dziennikarzy. Nadal podobno już gdy rezygnował z Wimbledonu - nazwał to najtrudniejszą decyzją w swoim życiu - myślał o US Open. W końcu to jedyny Szlem, którego nie ma w kolekcji. Hiszpan oficjalnie podkreśla, że nie czuje się w pełni sił, że wygranie US Open jest poza zasięgiem, ale w korytarzach słychać z różnych stron szepty, że w tym roku może wydarzyć się coś niezwykłego. Najbardziej niezwykłe byłoby właśnie nagłe odrodzenie Nadala.

Hiszpan łatwo mieć nie będzie, bo znalazł się w połówce z Andym Murrayem. Co pokaże w Nowym Jorku świeżo upieczony numer dwa na świecie - to kolejne pytanie bez odpowiedzi. Szkot rok temu przegrał z Federerem w finale. Amerykańskie korty to jego ulubiona nawierzchnia, trenuje na nich ciągle w Miami, gdzie siódme poty wyciskają z niego trenerzy Alex Corretja i Miles Mclagan. Kolejne pytanie brzmi jednak, czy Murray nie jest zbyt defensywnym graczem, by wygrać US Open? Na jednym z niedawnych turniejów zwyciężył wymianę, w której piłka przeszła nad siatką 53 razy! - Tylko co z tego wynika? - pytają brytyjscy dziennikarze, którzy nie mają już siły pisać, że Murray jest faworytem. Robili tak w Australii i Murray przegrał w IV rundzie. Pisali tak w Wimbledonie, odpadł w półfinale. - Teraz finał? - żartują więc w Nowym Jorku.

Co pokażą Djoković, Del Potro, Jo-Wilfried Tsonga, Andy Roddick - to kolejne niewiadome. Za Amerykaninem przemawia to, że nawierzchnia US Open lubi świetnie serwujących graczy, a Roddick odkąd trenuje go Larry Stefanki, dorzucił jeszcze do swojej monotonnej gry parę innych fajerwerków. Wyjście do siatki nie jest już dla niego czymś takim jak kontakt z UFO. Czy to wystarczy choć na finał? Zdaniem wielu tak. Inni twierdzą, że Roddick nie wytrzyma ciśnienia i roli amerykańskiego faworyta. Przegrał wcześnie już w rozgrzewce przed US Open w Cincinnati.

Sobotnie konferencje prasowe z gwiazdami upłynęły tak naprawdę w atmosferze sennej jak pogoda w Nowym Jorku, który spowity jest w chmurach i zalany deszczem przygnanym przez huragan Dany. Federer właściwie nie wzbudził zainteresowania. Transkrypt konferencji z jego udziałem zajmował niecałe dwie kartki papieru formatu A4. Szwajcar odpowiadał na pytania przewidywalnie. Znów podkreślał, że jest zrelaksowany, głodny tenisa, nie czuje presji po tym, jak wygrał Paryż, Londyn, po narodzinach bliźniaczek i pięciotygodniowym odpoczynku od tenisa. Szesnasty szlem? - Byłoby wspaniale. US Open? - Szybki kort, lubię tu grać, publiczność jest wspaniała. Czy nie jesteś aby zbyt zrelaksowany? - Nie, raczej nie jestem. Wygrałem w Cincinnati.

Jeśli jednak Federer będzie trafiał do celu z taką skutecznością jak w sobotę podczas tzw. Kids Day, czyli tradycyjnego dnia zabaw dla dzieci na kortach, to nie ma chyba co myśleć o obronie tytułu. Szwajcar zajął przedostatnie miejsce w konkursie, w którym trzeba było upolować porozstawiane na korcie centralnym tekturowe tablice. Roger pudłował straszliwie i wygrał z komikiem Willem Ferrellem tylko dlatego, że ten nie celował, ale od razu posyłał piłki w trybuny, ku uciesze 15 tys. dzieciaków. Ale to była tylko zabawa, co pokaże prawdziwy Federer?

Turniej kobiecy, w którym tradycyjnie faworytkami jest jedna z sióstr Williams - obie być nie mogą, bo Serena i Venus wpadają na siebie w półfinale - to jeden wielki znak zapytania. Czy Dinara Safina nauczyła się już serwować? Czy bark Marii Szarapowej czuje się lepiej? Czy niesamowity powrót Kim Clijsters będzie mieć dalszy ciąg? Czy Jelena Dementiewa, która jest w życiowej formie, wreszcie się przełamie i wygra Szlema? Czy najlepsze obecnie młode tenisistki świata, czyli Caroline Wozniacki i Viktoria Azarenka dojrzały już, by sięgać finałów?

Odpowiedź na te wszystkie pytania jest mniej więcej tak jasna, jak odpowiedź na pytanie, czy Dinara Safina powinna być numerem jeden na świecie. - A skąd ja mam wiedzieć, nie ja zrobiłam ten cały ranking WTA. Dajcie już spokój - odparła Rosjanka na swojej konferencji.