Sport.pl

US Open: Radwańską boli ręka - trenowała tylko 30 minut

Agnieszka Radwańska trenowała w piątek na kortach w Nowym Jorku tylko 30 minut, bo ciągle odczuwa ból w prawej dłoni. - Robimy co możemy, by wyleczyć uraz, ale nie można niczego wykluczyć, nawet tego, że Agnieszka podda mecz w I rundzie - mówił Sport.pl trener Robert Radwański w nocy z piątku na sobotę polskiego czasu. Marta Domachowska awansowała do turnieju głównego, mecz Jerzego Janowicza przerwał deszcz.
Agnieszka nabawiła się urazu w połowie tygodnia w New Haven. Zeszła z kortu w czasie meczu z Francuzką Virginie Razzano. - Dokładnie tą samą kontuzję miała rok temu. Nie chodzi o nadgarstek, jak niektórzy błędnie podawali, ale ścięgno przy palcu w prawej dłoni - opowiadał trener Radwański w piątek wieczorem na kortach Flushing Meadows. - Wtedy zapalenie pojawiło się znienacka w Sztokholmie, a teraz nagle w New Haven. To dość bolesna sprawa, bo Agnieszka nie może komfortowo trzymać rakiety - dodaje Radwański, który doglądał treningu młodszej córki Urszuli z Australijką Jeleną Dokić.

Agnieszka, która w I rundzie w poniedziałek lub wtorek zmierzy się z Austriaczką Patricią Mayr, w piątek próbowała normalnie trenować, ale nie dała rady. - Pograła może 30 minut i dała spokój. Co sześć godzin bierze leki przeciwzapalne i jest minimalna poprawa. Są jeszcze dwa lub trzy dni do początku turnieju, więc mamy nadzieję, że będzie dobrze - opowiadał Sport.pl Radwański. Agnieszka nie trenowała na korcie, co nie znaczy, że w ogóle nie ćwiczyła - w piątek miała m.in. dwa treningi na siłowni.

Dlaczego w ogóle zdecydowała się na start w New Haven? Wydaje się, że ten turniej był jej do niczego nie potrzebny. W nogach i rękach miała już przed US Open aż cztery starty i w sumie 11 meczów. - Isia sama chciała zagrać przynajmniej dwie rundy w New Haven. Czuła taką potrzebę. To była jej decyzja, ale nie nazwałbym tego błędem. Taki uraz mógł pojawić się w każdej chwili, nawet teraz na treningu przed US Open, czy w I rundzie. To pech i tyle. Może to kwestia przeciążenia, ale inne dziewczyny walczące o Masters [kończące sezon Mistrzostwa WTA] też grają ostatnio intensywnie, a może temperatury, czy nawet owijki do rakiety - rozkładał ręce trener, ale zaraz dodawał, że mimo wszystko jest dobrej myśli.

Podkreślił, że w zeszłym roku szybko udało się podleczyć dłoń. Pomógł m.in. dr Robert Śmigielski, który opiekował się polskimi sportowcami na igrzyskach w Pekinie. - Wiemy co robić. I mamy jeszcze trochę czasu, ale... na dziś nie można niczego wykluczyć. Agnieszka sama się nie wycofa, ale jeśli w pierwszym meczu będzie ją bolało, to może skreczować - przyznał trener rozstawionej z nr 12. Polki.

Urszula Radwańska w I rundzie zmierzy się z Niemką Kristiną Barrois. Trener kręcił nosem na losowanie. - Wysoka dziewczyna, dobrze serwuje, a do tego podrabia trochę styl Steffi Graf, bo bardzo często slajsuje z bekhendu. Ula ma złe losowanie, a od drugiej rundy to już w ogóle fatalne - kwaśno uśmiechnął się Radwański. Jeśli Urszula wygra z Barrois, to wpada na nr 1 - Dinarę Safinę. O losowaniu Agnieszki trener powiedział "średnie". Tak samo określił też występy obu córek w ostatnich turniejach. - Grały w kratkę. Przynajmniej jeden mecz z Szarapową powinien być wygrany - stwierdził trener. Urszula przegrała z Rosjanką w Los Angeles, a Agnieszka w Toronto.

Siostry Radwańskie są też razem zgłoszone do debla, ale jeśli Agnieszka w pełni nie wyzdrowieje, to pewnie się wycofa. Urszuli zostanie wtedy mikst, w którym zagra w parze z Mariuszem Fyrstenbergiem.

Domachowska awansowała!

W piątek w Nowym Jorku od rana padał deszcz, ale chwilowe przejaśnienie późnym popołudniem wystarczyło Marcie Domachowskiej, by awansować do turnieju głównego. Polka nie dała żadnych szans Rosjance Anastazji Piwowarowej w decydującej rundzie eliminacji - wygrała 6:2, 6:1. Domachowska grała agresywnie i jednocześnie trafiała w kort, czego kibice w jej wykonaniu nie oglądali dość dawno. Z trybun Polkę dopingował m.in. jej chłopak, wicemistrz świata w pływaniu Paweł Korzeniowski, który przyjechał na wakacje.

O awans do głównej drabinki walczył też Jerzy Janowicz, ale nie szło mu zbyt dobrze. Hindus Somdev Devvarman jest niższy od "Jerzyka" o głowę, ale okazało się, że też potrafi dobrze serwować, a na dodatek znalazł sposób na uprzykrzenie Polakowi życia także przy jego atomowym podaniu. Przy stanie 6:2, 5:2 dla Hindusa, spotkanie przerwał deszcz. Zostanie dokończone w sobotę o godz. 20 polskiego czasu.

Czytaj blog Jakuba Ciastonia - US Open prosto z Nowego Jorku »