Sport.pl

Serie A: Wystartowała liga włoska. Czy biednie też znaczy pięknie

Podupadła arystokracja futbolu wiosną rozpaczała po klęsce w europejskich pucharach, a latem straciła największe gwiazdy - Zlatana Ibrahimovicia oraz Kakę. Na rynku transferowym poszalał Juventus, który chce zdetronizować przechodzący totalną rekonstrukcję Inter.
Kiedyś Serie A samozwańczo - i słusznie - reklamowała się sloganem o "najpiękniejszej lidze świata", teraz sama obwieściła, że tłuste lata minęły. Włosi uczą się skromności i pokory, nie mierzą już w obalanie panujących w Europie Hiszpanów oraz Anglików, lecz modlą się, by w rankingu UEFA nie wyprzedzili ich Niemcy i nie odebrali im jednego miejsca w Lidze Mistrzów. Po rejteradach Ibrahimovicia (do Barcelony) oraz Kaki (do Realu Madryt) Serie A nie zatrudnia nikogo z czołowej "15" prestiżowego plebiscytu magazynu "France Football" na najlepszego gracza roku w Europie, co nie zdarzyło się od połowy lat 70.

W czołówce żadnych zauważalnych strat nie poniósł tylko

rozpędzający się Juventus,

który jako jedyny obok Napoli obficie inwestował i zaciągnął obiecującego rekruta do każdej formacji. W obronie 36-letni, lecz wciąż ubóstwiany Fabio Cannavaro stworzy duet ze swoim następcą w reprezentacji Giorgio Chiellinim. Zanim rywal do nich dotrze, będzie musiał sforsować zaporę w osobie pozyskanego z Fiorentiny Felipe Melo, natomiast napastników wesprze kupiony od Werderu Brema ofensywny rozgrywający Diego (każdy z Brazylijczyków kosztował blisko 25 mln euro). Ten ostatni z miejsca stał się głównym kandydatem na czołowego wirtuoza ligi. Choć latem głównie się kurował, w obu rozegranych sparingach strzelał gole i zachwycił błyskotliwymi podaniami. To typ, jak mawiają Włosi, "fantasisty". Koledzy natychmiast zaakceptowali go w roli przywódcy, prasa jęła porównywać go do wielkich rozgrywających z przeszłości - Michela Platiniego i Zinedine'a Zidane'a.

Drużyną pokieruje Ciro Ferrara. Do zaufania trenerom bez doświadczenia zainspirowały turyńczyków sukcesy Barcelony, którą w najlepszym sezonie w historii kierował debiutujący w samodzielnej pracy Josep Guardiola. Juventus też mierzy wysoko, po raz pierwszy od karnej degradacji po aferze Calciopoli otwarcie mówi o mistrzostwie.

Jeśli mu się powiedzie, Inter nie przejdzie do historii i nie zostanie pierwszą od zdominowanych przez Torino czasów tużpowojennych drużyną, która zdobywała tytuł pięć razy z rzędu. Na razie wiadomo tylko, że trener José

Mourinho stał się bezkonkurencyjny

jako gwiazdorska osobowość numer jeden w klubie. Dotąd ściągał uwagę na przemian z czarodziejem Ibrahimoviciem - nadającym rys szaleństwa i artyzmu monotonnemu ciułaniu punktów przez zespół pancerny, niesamowicie silny fizycznie, lecz pozbawiony polotu. Teraz mediolańczycy magików już nie mają, co jednak wcale nie czyni ich słabszymi.

Przybyli na San Siro gracze wybitni i bardzo dobrzy - brazylijski obrońca Lucio, jego rodak Thiago Motta, a także napastnicy Diego Milito (wicekról strzelców ligi) oraz Samuel Eto'o, czyli człowiek o najgłośniejszym nazwisku spośród sprowadzonych do Serie A. Uwielbia wielkie wyzwania, jako jedyny obok Raula Gonzaleza zdobywał bramki w dwóch finałach Ligi Mistrzów. Utrzymuje oszałamiającą regularność, w minionych pięciu sezonach uzbierał w hiszpańskiej Primera Division 107 goli, więcej niż jakikolwiek piłkarz w czołowych ligach Europy.

Eto'o potrzebuje asyst, dlatego Mourinho od tygodni pracuje nad ostatnim transferem - kreatywnego ofensywnego pomocnika. Zostanie nim niebawem Wesley Sneijder lub Julio Baptista, a właściciel Interu Massimo Moratti przestanie być wyrozumiały wobec ewentualnych niepowodzeń. Drużyna wreszcie jest autorskim projektem portugalskiego trenera, więc nawet obrona tytułu nikogo nie zadowoli. Mourinho ma spełnić marzenie pracodawcy i osiągnąć sukces w LM. Najlepiej zdobyć puchar, którego piłkarze Interu nie wznieśli od 1965 roku. Dotąd mało kogo rzucił na kolana - brylował przed kamerami, prowokował i skandalizował, ale drużyna grała bezbarwnie.

Juventus z Interem mają się wedle powszechnej opinii ścigać o mistrzostwo, bossowie ich największego konkurenta zaklinają rzeczywistość i uspokajają przerażonych kibiców. Milan przeżył bowiem właśnie

najsmutniejsze lato w erze Berlusconiego,

właściciela klubu, który w kryzysie nie chce epatować rodaków luksusowymi zakupami. Inter zrekompensował sobie odejście największej gwiazdy, pieniądze ze sprzedaży Kaki poszły na łatanie dziury budżetowej wywołanej sezonem bez LM. W negocjacjach działacze Milanu wykłócali się o każde euro - Klaasa-Jana Huntelaara wzięli, bo Real wypędził go za 15 mln (na preferowanych przez trenera Edina Dzeko i Luisa Fabiano nie było ich stać), a obrońcę Oguchi Onyewu i bramkarza Flavio Romę wyszukali pośród zawodników dostępnych za darmo. Innych chcieli wypożyczać.

Tymczasem stracili więcej postaci wybitnych - trenera Ancelottiego zastąpił żółtodziób Leonardo, karierę zakończył Maldini. Dlatego klub znów ogłosił wielki plan odrestaurowania Ronaldinho. Plan poznaliśmy szczegółowo - kiedy Brazylijczyk odbuduje się (psycho)fizycznie, jak ciężko będzie harował, ile schudnie, na którą kolejkę odzyska dawną dynamikę etc. W kampanię zaangażował się sam Berlusconi, który ostatnio wpadał do Milanello głównie po to, by się jeszcze trochę odmłodzić. Zwołał piłkarzy do sali kominkowej, usadził ich na kanapach, po czym rozkazał Ronaldinho, by ten wgramolił się na stół i stamtąd złożył przysięgę, że "przez cały sezon będzie zachowywał się jak profesjonalista".

Kilka tygodni potem kibice wypraszali piłkarza o 1.30 w nocy z knajpy. Drużyna w sparingach wypadała beznadziejnie, w ostatnich dziesięciu meczach remisowała bądź przegrywała. Wygląda na to, że jej los leży w nogach 19-letniego Alexandre Pato, wokół którego biegać - dreptać? - będą piłkarze uchodzący za tyleż podstarzałych, co wypalonych. Świeżej krwi zabraknie nawet na ławce. Bezdyskusyjnym wzmocnieniem ma być tylko para stoperów - Brazylijczyk Thiago Silva i ponoć wreszcie wyleczony Alessandro Nesta.

By Milan zagroził faworytom, drugą młodość musieliby przeżyć - poza Ronaldinho - Pirlo, Seedorf, Zambrotta i Jankulovski. Bardziej prawdopodobne, że mediolańczycy wezmą udział w zaciętej bitwie o miejsca dające awans do LM. Należący do wyższej klasy średniej konkurenci również zaciskali pasa. Zarobić na transferach postanowiła Fiorentina, bohaterowie poprzedniego sezonu opuścili Genoę, zbliżony do zera budżet na transfery dostał trener Luciano Spalletti, choć za wyeksportowanego Alberto Aquilaniego Roma zainkasowała 20 mln euro. Całą nadzieję połowa Rzymu tradycyjnie pokłada we Francesco Tottim, graczu schorowanym i już 33-letnim. Wobec kłopotów rywali urosły ambicje Napoli, które zbroiło się na potęgę. Najśmielsi typerzy umieszczają je na podium, jednak tym klubem zbyt często wstrząsają afery, aferki i porywczość bossów oraz kibiców, które pogrążają go w permanentnym stanie wyjątkowym.

Włosi rozmyślają nad strategicznymi zmianami, by odzyskać prymat. Chcą naśladować angielską Premier League - unowocześnić stadiony, zwalczać chuligaństwo, więcej zarabiać w dniu meczu, rozbudować marketing. To zadanie na lata, na razie dzięki odpływowi gwiazd z zagranicy mają rozbłysnąć gwiazdy rodzime. Młode, zdolne wskoczyć do reprezentacji - również podstarzałą - jeszcze przed mundialem. Kryzys nie kryzys, Włosi bronią za rok mistrzostwa świata.

Mourinho znów znalazł wroga

Mourinho się oczywiście latem nie wyciszył. Kłapiącego najszerszą paszczą w Serie A trenera rozgniewał Marcello Lippi, który ośmielił się wskazać Juventus jako głównego jego zdaniem kandydata do tytułu. Oburzony Mourinho argumentuje, że selekcjoner reprezentacji Włoch pełni funkcję oficjalną, wymagającą dyplomacji i neutralności, a za wzór podaje prowadzących Hiszpanię Vicente del Bosque i Anglię Fabio Capello, unikających wskazywania faworytów Primera Division i Premier League. Lippi próbował nawet przepraszać ("po prostu typowałem"), ale sprowokował tylko kolejne słowne erupcje kolegi po fachu. O co chodzi Mourinho? O to, co zwykle. Szuka wroga. Potężnego wroga. Po odejściu Ancelottiego z Milanu i Ranieriego z Juventusu utracił godnych siebie przeciwników, bo wymienionych zastąpili kompletni nowicjusze. - Uwielbiam słuchać hałasu wywoływanego przez wrogów. Napędza mnie, jest piękny - mówi Mourinho.

2 miliardy

euro wynoszą długi wszystkich klubów Serie A.

15 tysięcy

o tyle mniej - w porównaniu z rokiem ubiegłym przed pierwszą kolejką - sezonowych abonamentów sprzedał Milan. 22 tys. zamiast 37 tys. To największy spadek w lidze. Najwięcej karnetów - 40 tys. - kupili kibice Interu (poprawa o 5 tys., również największa w Serie A), za nimi plasują się fani Romy i Lazio (23 tys.)

107

meczów ligowych z rzędu rozegrał Javier Zanetti. 36-letni Argentyńczyk po raz ostatni opuścił Inter Mediolan w październiku 2006 roku.