Sport.pl

Berlin 2009. Srebro Małachowskiego, czyli palec boży

Pasjonujący i dramatyczny konkurs dyskoboli! Dopiero ostatnim rzutem Robert Harting wydarł Piotrowi Małachowskiemu tytuł mistrza świata!
Leniarski twitteruje z Berlina  »

Małachowski zdobywa srebro - relacja Z Czuba  »

Niemiec rzucił w swojej ostatniej próbie 69,43 m, zaledwie 28 cm dalej niż Polak i stadion olimpijski w Berlinie całkowicie oszalał. Kiedy do koła wszedł Małachowski na swój ostatni rzut i zarazem ostatni rzut konkursu, kilkadziesiąt tysięcy kibiców klaskało i motywował Polaka. Małachowski, srebrny medalista olimpijski, od pierwszego swojego rzutu był liderem, aż do przedostatniej próby konkursu.

Kiedy Polak rzucił była cisza. W chwili, gdy dysk wylądował, stadion znów z krzykiem poderwał się na równe nogi. Wiadomo było, że złoto ma Niemiec.

Harting jednym ruchem zerwał z siebie koszulkę i biegł wokół stadionu.

W tym czasie Małachowski złapał biało-czerwoną flagę od swojego przyjaciela Tomasza Majewskiego, ale rundy honorowej nie zrobił. Chyba rozczarowanie było zbyt duże, Polak zbyt blisko był wielkiego i absolutnie niespodziewanego sukcesu.

W tym zresztą byli z Majewskim podobni. Wielki kulomiot również przyjął srebro z mieszanymi uczuciami, bo liczył na złoto.

Ale, o ile Majewski mógł liczyć na złoto od początku sezonu, Małachowski nie mógł być takim optymistą. Z powodu nieszczęsnej kontuzji palca wskazującego, Polak oddał mało rzutów na treningach, technika się rozpadła i dyskobol miał bardzo mało czasu, aby ją złożyć w jedną całość. Próbował rzucać na treningach stalową kulką, ale to nie jest to samo. Mówił, że oddał kilkaset rzutów mniej, niż gdy przygotowywał się do igrzysk olimpijskich w Pekinie.

Jeszcze trzy tygodnie temu, ba, nawet dwa tygodnie temu wahał się, czy w ogóle przyjeżdżać do Berlina. - Jestem wicemistrzem olimpijskim. Nie mogę przyjechać i zająć ósmego miejsca, bo to nie wypada - powiedział. W sens przyjazdu wątpił wieloletni trener Witold Suski.

Przez braki w treningu technicznym Małachowskiemu brakowało bowiem tego, co w rzucie dyskiem niezwykle ważne - rotacji, stabilizującej dysk w locie. Robi się to właśnie wskazującym palcem, tym, w którym więzadła były wcześniej naderwane. Małachowski już wiedział, że będzie musiał poddać się operacji. Tylko kiedy? Niektórzy doradzali jak najszybszą operację, ale wicemistrz świata zdecydował się jednak jechać do Berlina na najważniejsze zawody sezonu, takie, do których sportowiec przygotowuje się przez rok. Podjął decyzję, gdy ból zaczął ustępować i lekarze wydali pozwolenie na start.

Jednak wciąż optymistą być nie mógł.

Zaraz po wtorkowych eliminacjach Małachowski powiedział: - Na 70 metrów mnie nie stać, a widzę tu kilku, którzy mogą to zrobić. A ja? 69,99 - zakończył ze śmiechem.

Wówczas rzeczywiście wydawało się to śmieszne. Wielki dyskobol Gerd Kanter, mistrz świat i mistrz olimpijski, który 28 razy z rzędu wygrywał konkursy aż do samego Berlina, już rozdawał miejsca na podium. Brakowało w tym rozdaniu miejsc dla Małachowskiego. A potem Estończyk sam ledwo się na podium wcisnął.

Prawdopodobnie zresztą wpadł w szok już na rozgrzewce. Pierwsze rzuty próbne Małachowskiego mówiły bowiem, że jest mocny. Dysk lądował daleko, za linią 65 metrów. Tak daleko rzucał na rozgrzewce tylko Litwin Virgilijus Alekna, dwukrotny mistrz olimpijski i dwukrotny mistrz świata, którego sława już powoli gaśnie.

Przyszedł czas na pierwsza próbę.

Małachowski zakręcił się i rzucił 68,77 m - rekord Polski! Po raz drugi w tym roku!

I - jak się okazało - po raz pierwszy w tym konkursie.

Kibice z narożnika krzyczeli: "Małachowski! Dawaj!" Polak podniósł pięść do góry w stronę kibiców na łuku stadionu. Tam siedział z biało-czerwonym szalikiem Majewski, który przed konkursem powiedział: - Jeśli mnie się nie udało zdobyć złota, to musi się udać Machajkowi.

I znów rzucił ponad 68 metrów! Może gdyby nie przestój związany z falstartem biegaczy na 1500 m, byłoby jeszcze więcej. W tym momencie Polak miał olbrzymią przewagę nad rywalami, której chyba sam nie rozumiał. Rozmawiał przy rzutni z Węgrem Zoltanem Kovago, kręcił głową, rozkładał ręce, jakby zdziwiony tym, co się dzieje. - Myślałem, że rzuciłem 66 metrów. Jak zobaczyłem wynik pomyślałem: K.. jestem mistrzem świata! - mówił Polak.

Nad Kanterem, mistrzem świata i olimpijskim miał niemal trzy metry przewagi. Kanter od roku nie przegrał konkursu, zwyciężając dotąd 28 razy. Najbliżej był Harting, ale Małachowski w swojej przedostatniej próbie wykonał rzut życia - 69,15! Znów pobił rekord Polski i wydawało się znokautował rywali.

Ale, tak jak w przypadku kulomiota Majewskiego, trzeba był w tym konkursie czekać do końca.

W swojej ostatniej próbie Harting pokonał Małachowskiego.

Wyniki:

1. Robert Harting (Niemcy) 69,43

2. Piotr Małachowski (Polska) 69,15

3. Gerd Kanter (Estonia) 66,88

4. Virgilijus Alekna (Litwa) 66,36

5. Casey Malone (USA) 66,06

6. Zoltan Kovago (Węgry) 65,17

7. Bogdan Piszczalnikow (Rosja) 65,02

8. Gerhard Mayer (Austria) 63,17

Małachowski sięga po srebro - czytaj tutaj »




Serwis Sport.pl o MŚ w Berlinie - wyniki, relacje na żywo, ciekawostki »


Więcej o: