Sport.pl

Jerzy Matlak: Zaakceptowałem decyzję Doroty

- Jesteśmy w środku tego polskiego piekiełka i czasem przyznam się, sam mam tego dość. Te dziewczyny są pod ogniem takiej krytyki, takiej presji, że tego naprawdę nie da się długo wytrzymać - mówi trener polskiej kadry komentując odejście Doroty Świeniewicz.
Reprezentacja.net: Wszystkich zaskoczyła w niedzielę decyzja Doroty Świeniewicz o zakończeniu kariery reprezentacyjnej. Jak Pan ją przyjął?

Jerzy Matlak: - Nie chcę komentować decyzji Doroty i nie będę jej już namawiał na powrót. Od pięciu miesięcy, czyli od momentu podjęcia przez Dorotę decyzji o powrocie, wspólnie, choć ona na pewno w większym stopniu, zbieraliśmy pokłosie tej decyzji. Ona została nerwowo zamęczona przez swoich "wielbicieli", a ja dostawałem przy okazji po głowie za to, że w ogóle zezwoliłem na jej powrót. Lojalnie przyszła do mnie w sobotę wieczorem po kolejnym ataku na jej osobę i oznajmiła mi swoją decyzję. Powiedziała, że już nie wytrzymuje i nie chce dłużej przezywać tego, co przeżywała przez ostatnie miesiące. Z bólem serca musiałem zaakceptować jej decyzję. Ona po prostu nie wytrzymała presji i ciągłej krytyki, często obraźliwych ataków na jej osobę. Odchodzi kolejna doświadczona zawodniczka, która mogła pomóc temu zespołowi, a odchodzi nie dlatego, że chciała, ale że musiała po prostu.

Trener Andrzej Niemczyk ubolewał nad odejściem Doroty i postawił tezę, że za jakieś dwa tygodnie osiągnęłaby ona swoją optymalną formę.

- Myślę, że Dorota była już w nie najgorszej formie fizycznej i wyglądała coraz lepiej jeśli chodzi o motorykę i technikę. Podejrzewam, że za dwa miesiące byłaby gotowa do gry, dałaby radę, ale niestety nie dała sobie rady z przeżyciami i emocjami. Teraz my będziemy musieli dać sobie jakoś radę bez niej, ale wielka szkoda, że to nie zawodniczki rezygnują, tylko ktoś je do tego zmusza niewybrednymi komentarzami. Dookoła nas jest tyle kłamstwa i pruderii, a my jesteśmy w środku tego polskiego piekiełka i czasem przyznam się, sam mam tego dość. Od wszystkich dostajemy po głowie, wszystkie nasze decyzje są kwestionowane, krytykowane. Powiem obrazowo - póki jesteśmy w pokoju wszyscy nas poklepują po ramionach i mówią "tak, tak", a kiedy tylko wychodzimy mówi się zupełnie inne opinie i komentarze. Te dziewczyny są pod ogniem takiej krytyki, takiej presji, że tego naprawdę nie da się długo wytrzymać.

Jak Pan podsumuje turniej World Grand Prix w Kielcach?

- Przez trzy dni w Kielcach znowu byliśmy ciągle poddawani krytyce. Tymczasem żaden z wielkich trenerów, jacy prowadzili reprezentację przede mną, nie potrafił wygrać, meczu Grand Prix w Polsce, a my to zrobiliśmy i to jest najlepsza odpowiedź jaką mogę dać wszystkim malkontentom. Tyle, że nikogo nie obchodzi nasze zwycięstwo, bo wszyscy chcą krytykować, podpowiadać, mówić o rzeczach, za które potem konsekwencji nie ponoszą.

Może wyjazd na azjatyckie turnieje WGP pozwoli nieco ostudzić atmosferę wokół kadry?

- W Azji mamy za zadanie ciężko pracować i grać. Najgorsze co nas spotyka, spotyka nas u siebie, w Polsce. Ludzie, którzy powinni się znać, rozkładają ten zespół swoimi często głupimi nieprzemyślanymi komentarzami. Mam nadzieję, że dostaniemy w końcu kredyt zaufania, tak jak się to dzieje w zagranicznych drużynach, i będziemy mogli w końcu spokojnie pracować.

Więcej w serwisie Reprezentacja.net czytaj tutaj »


Więcej o: