Sport.pl

Paweł Słomiński: Otylia musi brać się do roboty

Czas biegnie nieubłaganie i jeżeli Otylia chce się ścigać z najlepszymi, musi brać się do roboty - mówi trener reprezentacji Polski Robert Słomiński. W niedzielę pływacy zaczęli ścigać się w mistrzostwach świata w Rzymie
FINA zabrania wyrafinowanych kostiumów »

Radosław Leniarski: Po tłustych latach z kilkoma medalami na wielkich imprezach polskie pływanie jest w takim stanie, że wypada zapytać, czy w Rzymie ktoś zakwalifikuje się do finału?

Paweł Słomiński: W moim przekonaniu tak. W finale mogą się znaleźć Paweł Korzeniowski, Mateusz Matczak, Radosław Kawęcki, a może jeszcze ktoś inny. To jest sport, każdy ma szansę. Trzeba wierzyć i walczyć. A w moim przekonaniu to bardzo optymistyczne założenie.

A medal?

-Z medalami jest podobnie. Każdy ma szanse. Korzeniowski na 200 m st. motylkowym chyba największe.

Korzeniowski ma najlepszy czas w Europie, ale na świecie jest to wynik w najlepszej dziesiątce. Na dodatek płynął w kostiumie Jaked, w którym na mistrzostwach świata nie może wystartować.

- Statystyki nie mówią wszystkiego i nieraz pokazywały fałszywy obraz. Korzeniowski będzie w Rzymie startował w kostiumie Areny, bo mamy taki kontrakt. Dostał strój X-Glade wykonany z neoprenu, czyli technologią, która wyznacza rekordy świata. Paweł mówi, że jest trzy razy lepszy niż stary kostium i że równie dobry jak ten osławiony Jaked.

W ostatnim czasie Paweł skoncentrował się nad elementem pływania na nogach pod wodą, co od dawna zapowiadał. Zwłaszcza po igrzyskach w Pekinie, gdzie na wszystkich zrobił wrażenie sposób wykonywania nawrotów przez Amerykanów. Chciał dłużej pływać pod wodą po odbiciu się od ściany, schodzić głębiej, znacznie lepiej pracować nogami. I to mu w tej chwili bardzo dobrze wychodzi, choć oczywiście najważniejszy sprawdzian dopiero przed nim.

Na Uniwersjadzie, gdzie zrobił najlepszy czas roku i pobił życiówkę o 0,08 s, po nawrocie płynął pod wodą 10-14 metrów. W Polsce jest jednym z najlepiej pływających pod wodą. Ja jestem wymagającym trenerem, więc zawsze mam jakieś uwagi. Do Korzeniowskiego w przeszłości miałem ich wiele, uważałem, że nie przykłada się do treningu, że idzie na zbyt duże kompromisy, że myśli, że na metodach treningu zna się najlepiej. Zmieniłem program treningowy, dopasowując go do oczekiwań Pawła. Pływamy znacznie mniej, większy nacisk położyliśmy na nowy sposób treningu na lądzie, tzw. trening funkcjonalny. Mam zastrzeżenia do realizacji treningów w wodzie, ale być może braki wynikają ze specyficznej pracy na siłowni. Dlatego nie wywieram nacisków, mówię, co uważam za źle wykonane, i czekam na efekty w Rzymie. Wtedy ocenimy razem z Korzeniem wykonaną pracę.

Jeśli Korzeniowski sprawia problemy, to co powiedzieć o Otylii Jędrzejczak? Po wielu latach współpracy nie chciała dłużej z panem trenować. Od igrzysk w Pekinie w ogóle nie trenuje poważnie. Uważa pan, że wróci do pływania?

- Takiej pływaczki jak ona nie będziemy mieć długo. Czy wykorzystała wszystkie możliwości? Oczywiście nie, z różnych przyczyn, także niezależnych od niej. Ale ja nie wracam już do tematu Otylii w ogóle. Koncentruję się na przygotowaniach tych, z którymi pracuję, i organizacji szkolenia dla reprezentacji. Otylia podjęła taką a nie inną decyzję i to jej prawo. Jest dorosła. Mnie pozostają piękne wspomnienia z czasów, gdy zdobywaliśmy szczyty. Zawsze będę za nią trzymał kciuki, bo inaczej być nie może. Jeżeli będę mógł w czymś pomóc to pomogę. Otylia pracuje teraz z Robertem Białeckim (drugim trenerem w klubie), z którym się przyjaźnię i bardzo szanuję. To dobry człowiek i trener. Wiem, że jest w znakomitych rękach, i nie martwię się o jej opiekę. Teraz wszystko zależy od niej. Jak bardzo zaangażuje się w pracę, jakie warunki postawią przeciwniczki, co będzie się działo w światowym pływaniu. Niestety, czas biegnie nieubłaganie i jeżeli Otylia chce się ścigać z najlepszymi, musi brać się do roboty. Przecież jej koronną konkurencją jest 200 motylkiem, jedna z najcięższych konkurencji w programie zawodów. Do tego trzeba przygotować się specjalnie. Z tego co wiem na razie wprowadza się w trening, pływa niewiele i ćwiczy solidnie na lądzie. Realizuje się też w innych projektach niezwiązanych z zawodniczą karierą, ale to chyba normalne że 26-letnia osoba ma też inne zainteresowania. Jeśli jednak myśli na przykład o ME w Stambule w grudniu to pora już zacząć ciężką pracę, bo czasu zostało mało. To jednak już nie mój problem

Jak pan wyjaśnia sobie i innym tak dramatyczną zmianę oczekiwań i możliwości polskiej reprezentacji? Dwa, trzy, cztery lata temu byliśmy niemal mocarstwem w pływaniu, wysyłaliśmy rekordowe reprezentacje, spodziewaliśmy się worków medali. Teraz możemy nie mieć przedstawiciela w finale. Czyżby pływanie nie wykorzystało szansy, koniunktury, sukcesów Otylii Jędrzejczak, Pawła Korzeniowskiego, Mateusza Sawrymowicza, Przemysława Stańczyka, Bartosza Kizierowskiego?

- Zawsze łatwiej jest zdobyć szczyt, niż się na nim dłużej utrzymać. Myślę, że nie do końca wszyscy sobie z tym poradziliśmy. Błędy na pewno popełniliśmy, bo nie popełnia ich tylko ten, co nic nie robi. Przede wszystkim jednak chyba zabrakło spokoju iwewnętrznej wiary w to, że to, co robimy, jest skuteczne. Jeszcze parę lat temu (2-3) to inni zastanawiali się, jak Polacy to robią, podglądali nas i dziwili się. Nie trzeba było nic zmieniać, tylko konsekwentnie robić swoje, utwierdzając przede wszystkim zawodników że to dobra droga. Doradców jednak było wielu, a niewszyscy życzliwi albo znający się na pływaniu. Zawodnicy pogubili się, słuchając podszeptów, szukając nowej, przede wszystkim łatwiejszej drogi. A stare przysłowie mówi, że nie zmienia się taktyki którą wygrywało się bitwy, nie zmienia się generałów, z którymi się zwyciężało. Nie zawsze wina jest po stronie trenerów. Przykład Francuzki Manadou jest typowy. Kombinowała w treningu, zmieniała kluby, trenerów i już jej nie ma. Oczywiście są też odwrotne przykłady. Jednak nie na darmo wielcy pływacy konsekwentnie pracują w myśl jednego programu. Tego, który przynosił sukcesy.

Nie tylko pana grupę dotknął ten problem. Zniknęła trzyosobowa ekipa Mirosława Drozda, w której było dwóch mistrzów świata oraz Katarzyna Baranowska, która potencjalnie również mogła zawojować pływacki świat, przynajmniej w stylu zmiennym...

- Dotknęła ich ta sama choroba. Wszyscy dookoła lepiej wiedzieli, jak prowadzić tych zawodników. Było mnóstwo dyskusji, wiele rzeczy im się nie podobało. A ostatnio nałożyła się na to mononukleoza Sawrymowicza. Wcześniej Baranowska przez swoje choroby i kontuzje również nie mogła się w pełni rozwijać. Stańczyk za późno wziął się za pracę po igrzyskach i nie zdążył z formą.

Grupa sprinterów trenuje u Bartosza Kizierowskiego w Hiszpanii. Słyszałem, że jest pan przeciwny wyjazdom polskich pływaków...

- Cały czas jestem źle rozumiany. Bardzo szanuję Bartka za to, co osiągnął jako zawodnik. Sam rozmawiałem z nim w 2006 roku o perspektywie wykorzystania go jako trenera od sprintu. Ale ciągle był zawodnikiem. W kwestii wysłania do niego grupy naszych pływaków byłem zażenowany tylko i wyłącznie formą, bez uzgodnienia z klubami, trenerami. Nawet w PZP nikt oprócz prezesa Usielskiego o tym nie wiedział. Tak się chyba takich spraw nie powinno załatwiać. Ale ten temat uważam za zamknięty. Dziś najważniejsza rzecz, to żeby ci młodzi ludzie się rozwijali, skoro ponieśliśmy koszty związane z ich wyjazdem i przygotowaniami na drugim końcu Europy. A co do wyjazdów naszych zawodników za granicę to nie ukrywam że jestem przeciwny. Oni są potrzebni polskiemu pływaniu tutaj. Żeby je popularyzować, żeby dzieci, młodzież widziała swoich idoli na zawodach, uczyła się od nich. A nie czytała tylko w gazetach. Taką rolę odegrali w polskim pływaniu Otylia, Korzeń, Sawrym czy Kasia Baranowska. Dzięki nim mieliśmy taki skok polskiego pływania do przodu. Teraz chcemy się cofnąć do lat 80., kiedy wysyłaliśmy mnóstwo wyszkolonych za grube pieniądze zawodników do USA, a tylko jednostki pływały dla kraju, bo rozgrywki NCAA są ważniejsze niż reprezentacja czy kalendarz startów w Polsce. Ja muszę patrzeć na dobro i rozwój naszego, a nie np. amerykańskiego pływania. Teraz młoda grupa na zgrupowaniu w Słowenii pracowała świetnie, skoncentrowana na treningach, zmotywowana do wysiłku. Czułem się jak w 2005 roku, gdy panowało zaufanie do trenera. Na zgrupowaniu było 19 zawodników i 6-7 trenerów, więc podejście było wybitnie indywidualne. Nie chcę ingerować w ich pracę, nie chcę, aby powtarzał się zarzut, że gubimy zawodników między kategorią juniora i seniora. Tak było, jest i będzie. Zrobimy wszystko, żeby ubytki były jak najmniejsze, ale historia pokazuje, że wielu juniorów, i to nie tylko w Polsce, po medalach w swojej kategorii wiekowej nie odnalazło się w pływaniu seniorskim. Bo to zupełnie inne pływanie.

W Rzymie w pewnym sensie skończy się wyścig technologii, bo praktycznie wszystkie reprezentacje będą dysponować porównywalnymi strojami. Polacy też?

- Mamy kontrakt z Areną, która dostarczyła najnowsze stroje z neoprenu, które nie ustępują najlepszym. Korzeniowski dostał strój już w zeszłym tygodniu i mógł w nim trenować. Pozostali reprezentanci dostali kostiumy przed kilkoma dniami. Wiem, że Speedo również przygotowało nowe stroje dla Amerykanów, w tym dla Michaela Phelpsa. Inni też mają kostiumy z neoprenu. Nic nowego nie zostanie zastosowane w Rzymie, bo taka jest decyzja Międzynarodowej Federacji Pływackiej.

W mistrzostwach mogą być używane tylko zaakceptowane już kostiumy. To oznacza, że w Rzymie po raz pierwszy od długiego czasu będziemy wiedzieli, kto jest naprawdę najszybszy. Dowiemy się też, gdzie naprawdę jest polskie pływanie.



Więcej o: