Sport.pl

Zbigniew Boniek o Wiśle w LM: Takich porażek będzie więcej

- Nie chcę powiedzieć, że za kilka lat będziemy seryjnie przegrywać z drużynami z San Marino, ale trzeba taką możliwość wziąć pod uwagę. Przyzwyczajajmy się do tego - mówi Zbigniew Boniek
Wisła Kraków przegrała w środę z Levadia w Tallinia 0:1 i odpadła już po pierwszej rundzie eliminacji z Ligi Mistrzów.

Michał Szadkowski: Wisła Kraków odpadła z Ligi Mistrzów...

Zbigniew Boniek: Przeczytałem komentarze i jestem bardzo zaskoczony. Dlaczego nikt w Polsce nie może zrozumieć, że nasza piłka jest słaba? Pewność siebie przed pojedynkami z takimi zespołami jak Levadia wynika wyłącznie z przeszłości. Kiedyś zdarzało się nam wygrywać z Manchesterem United i Juventusem. OK, ale te czasy minęły. Tymczasem od kilku miesięcy Polacy zastanawiali się, z kim Wisła zagra w IV rundzie eliminacji. Dlaczego?

Bo Levadia wydawała się rywalem dużo słabszym.

- Zgadzam się, że Wisła nawet po wyjściu z bankietu powinna Levadię pokonać i pewnie z dziesięciu meczów z tym zespołem wygrałaby osiem. Ale nasz futbol jest na tak niskim poziomie, że przykre niespodzianki będą się zdarzały częściej.

Z drugiej strony nie rozumiem komentarzy nawołujących do rewolucji w Wiśle. Pamiętajmy, że wszystkie polskie drużyny są od niej gorsze, a radykalne zmiany w niczym nie pomogą. Nie da się przeprowadzić zmian, dzięki którym za rok mistrz Polski mógłby być pewny swego przed meczami z najlepszą drużyną Estonii. Do tego potrzeba 10-15 lat.

O jakich zmianach pan mówi?

- Polska naprawdę ma duże możliwości, ale musimy zacząć wreszcie czerpać wzorce od najlepszych i wprowadzać je u nas. To zadziwiające, że ze słabości polskiego futbolu zdaje już sobie sprawę cała Europa, tylko nie my. A wystarczyłoby policzyć ilu naszych piłkarzy gra w ligach angielskiej, włoskiej i hiszpańskiej.

Więcej jest Słowaków...

- Więcej jest Albańczyków i reprezentantów wielu innych nacji. A nam się cały czas wydaje, że z drużynami z Turcji czy Grecji to my jesteśmy faworytem. Żyjemy w wirtualnej rzeczywistości. Gadamy o licencjach, prawach telewizyjnych, marketingu i całej reszcie. Nasza ekstraklasa jest świetnie opakowana, media relacjonują ją na europejskim poziomie. Kiedy jakiś piłkarz prosto kopnie piłkę, dziennikarze sprzedają go do Włoch i Anglii, a działacze chcą za niego kilka milionów euro. Podniecamy się, ale gdy na nasz stadion przyjeżdża obserwator z Zachodu, widzi tylko bardzo zły poziom.

Ma pan pomysł, jak to zmienić?

- Chciałbym mieć czarodziejską różdżkę rozwiązującą nasze problemy. Na razie nie pomógł nam nawet Michel Platini. Gdy kandydował na prezesa UEFA, obiecał krajom z Europy Środkowej, że ułatwi im drogę do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Słowa dotrzymał, jedynym zespołem z naszego regionu, który już stracił szansę na awans, jest Wisła.

Polska piłka stoi w miejscu?

- Gdyby tak było, wielkiego problemu by nie było. My się cofamy.

Jeśli tak, to za pięć lat przegramy w Lidze Mistrzów z drużyną z San Marino.

- A dużo teraz do tego brakuje? Nie chcę powiedzieć, że będziemy z nimi przegrywali seryjnie, ale trzeba taką możliwość brać pod uwagę. Przyzwyczajmy się do tego.
Rewolucja w Wiśle nie ma sensu, Skorża, Brożek powinni zostać


Więcej o: