Sport.pl

Tour de France: W peletonie radiowe cicho sza

Awantura o zakaz używania radia przez kolarzy. List protestacyjny podpisało 14 z 20 jadących ekip. - To nieakceptowalny i niczym nieusprawiedliwiony pomysł - mówi oburzony Johann Bruyneel, szef grupy Astana. Pierwszy etap bez radia już we wtorek.
Wyniki 9 etapu Tour de France »

Wśród sześciu drużyn, które nie podpisały listu, są dwie francuskie.

- Tour de France nie jest właściwym miejscem na eksperymenty. Najpierw trzeba przetestować pomysł na treningach albo na mniej ważnych wyścigach - argumentował w sobotę Bruyneel rozprowadzający list-petycję wśród dziennikarzy. - Nie możemy tego zaakceptować.

Według relacji "New York Timesa" jeden z dziennikarzy zapytał: - A co, jeśli organizatorzy na wasz list powiedzą "nie"?

- A co, jak my powiemy "nie"?

Jednak Bruyneel nie zrobił kroku dalej i nie powiedział, że wyścigowi grozi strajk kolarzy.

Bruyneel jest dyrektorem sportowym grupy, w której jedzie oczywiście Alberto Contador, Lance Armstrong, Andreas Klöden, Levi Leipheimer, czyli kandydaci do zwycięstwa w Tour de France.

Przez radio i dzięki słuchawkom, które mają w uszach kolarze, dowiadują się oni o sytuacji na trasie, o stracie do lidera, przewadze ucieczki, o tym, kiedy zaatakować, aby mieć największe szanse na zwycięstwo, jakim tempem jechać, aby stracić jak najmniej sił, a jednocześnie dopaść uciekinierów.

Ale też o tym, że deszcz jest na mecie, albo o tym, że za 10 km zmieni się kierunek wiatru, o tym, że jest plama oleju na asfalcie, albo o zamkniętym przejeździe kolejowym. Albo o tym, że z bocznej drogi wyjechał na drogę buldożer prowadzony przez szalonego operatora i gna w kierunku czoła peletonu - takich argumentów używają przeciwnicy zakazu.

Szefowie zespołów oglądają wyścig w przenośnych telewizorach, śledzą relację organizatorów w internecie i wiedzą wszystko. - Przez to kolarze zamieniają się w roboty - mówi Raymond Poulidor, uczestnik kilkunastu Tour de France.

Radio jest w tej chwili równie ważne dla zawodowego kolarza, co rower. Tymczasem organizatorzy TdF w porozumieniu z Międzynarodową Unia Kolarską (UCI) uzgodnili, że radia nie będzie można wykorzystać we wtorek, na płaskim 10. etapie z Limoges do Issoudun, oraz w piątek, na górzystej trasie z Vittel do Colmar. To UCI ograniczyła zakaz do tylko dwóch etapów. Organizatorzy uważają, że dzięki zakazowi kolarze uwolnią swoją inicjatywę tak jak Dimitri Champion, który sensacyjnie wywalczył w czerwcu tytuł mistrza Francji, nie używając radia. Champion stracił słuchawkę - jak twierdził - dopiero w końcówce wyścigu, kiedy nie wiedział, ile ma przewagi nad główną grupą goniących. Więc kręcił jak szalony, nie wiedząc, że na kilkaset metrów do mety ma 12 sekund. Minął linię mety z przewagą czterech sekund.

Inne źródła mówią, że właśnie mistrzostwa Francji były testem dla jazdy bez radiowej transmisji od własnej ekipy.

Peleton nauczył się wykorzystywać radio dopiero w latach 90. Do tego momentu posłańcami z nieodzownymi wiadomościami byli motocykliści z tablicami, na których kredą pisano informacje - wciąż są używane, również w tegorocznym TdF. Przez peleton przebijały się samochody ekip z informacjami. Kolarze rozpoznawali dźwięk sygnału, kiedy kierowca zatrąbił, i w ten sposób wiedzieli, że ktoś chce z nimi porozmawiać. Przyhamowywali i zbliżali się do samochodu ekipy, gdzie szef lub trener musieli im wykrzyczeć informacje czy polecenia wprost do ucha. Teraz jednak w kolumnie wyścigowej jest dużo więcej samochodów i motocykli niż w dawnych czasach.

Przełom nastąpił w latach 90. Ówczesna grupa Armstronga Motorola jako pierwsza zastosowała radio. W końcu Motorola to gigant telekomunikacyjny. Gdy Armstrong ze słuchawką w uchu wygrał swój pierwszy wyścig w 1999 r., w peletonie wybuchła radiomania. Od tego czasu radio stało się nieodzowne w każdym zespole. Przepisy zabraniają jednak stosowania go w wyścigach w kategorii do 23 lat i nie można go stosować w niektórych wielkich wyścigach.

Kolarze są podzieleni w sprawie zakazu. Niektórzy - jak Australijczyk Michael Rogers - uważają, iż zakaz spowoduje, że wyścig będzie ciekawszy dla kibiców i dla samych kolarzy.

Inni uważają, że radio to dla nich polisa bezpieczeństwa. Dzięki niemu wiedzą, co ich czeka na trasie - o kraksach, dziurach, niebezpieczeństwach. Do nich dołączają weterani. - Te radia to jakiś Game Boy, który mówi, kiedy atakować i kiedy się wysikać. Jestem przeciw - mówi Bernard Hinault, pięciokrotny zwycięzca Tour de France.

Jeden z najmocniejszych głosów przeciwnych zakazowi wypowiedział Jens Voigt, który zresztą dokonał ambitnej ucieczki podczas niedzielnego etapu i został dopadnięty przez peleton dopiero w połowie legendarnej góry Tourmalet: - Tu chodzi o nasze skóry. Może zrobilibyśmy wyścig z dwoma dniami bez kasku? Co wy na to? Albo dwa dni w Pirenejach bez hamulców?

- Kolarze mogą mieć w uchu słuchawki i słuchać radia wyścigu. Będziemy podawać informacje dotyczące bezpieczeństwa - stwierdził rzecznik wyścigu Christophe Marchadier.

Jak kontrolują Armstronga

Siedmiokrotny zwycięzca Lance Armstrong narzeka na częste kontrolę antydopingowe. "Już nie mam czym sikać. To trwa w nieskończoność, tracę czas [na odpoczynek]. Ale nic, kontrola jest dobra. A ja lubię dobre razy 40" - pisze sarkastycznie na swoim Twitterze Amerykanin.

Liczba Tourmalet

73

razy szczyt pojawił się w Tour de France, najczęściej ze wszystkich gór, pierwszy raz w 1910 r. 2115 m n.p.m., 7,4 proc. nachylenia, długość podjazdu 17,1 km

Relację z 9 etapu Tour de France - czytaj tutaj »