Sport.pl

Szokujący wywiad Boruca. Cała prawda o jego problemach osobistych

PRZEGLĄD PRASY: Na moją formę w meczu w Belfaście czy wcześniej w Bratysławie wpłynęła sytuacja osobista. Wszystko jedno czy wychodzisz właśnie grać dla reprezentacji, czy idziesz do fabryki na szóstą rano, pewnych sytuacji nie da się przeskoczyć, zapomnieć - mówi Artur Boruc w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". Bramkarz reprezentacji Polski wyjawia całą prawdę na temat swoich problemów w życiu prywatnym.
Cały wywiad w Rzeczpospolitej »

Szczególnie szokująco brzmią słowa Boruca o konflikcie z żoną i problemach z widywaniem syna. Piłkarz ma żal do żony, że gra on na jego uczuciach wysyłając mu np. wiadomości, że "nie zobaczy więcej swojego syna".

- Ona wychodzi z założenia, że jest poszkodowana, i jej jedynym zajęciem jest zepsucie mi życia. Skończyła psychologię i wie, w jaką uderzyć strunę, by nagle wszystko przestało mieć sens. Chociaż gdyby była prawdziwym psychologiem, na pewno wiedziałaby, że nie może tak się zachowywać, bo niszczy w ten sposób także nasze dziecko - mówi Boruc w opublikowanym dziś wywiadzie.

Bramkarz obarcza żonę winą za rozbicie małżeństwa. Ujawnia, że wyprowadził się ona z domu jeszcze przed Euro 2008. - Powiedziała, że ma dość takiego życia. (...) Na Euro było jeszcze kulturalnie, rozmawialiśmy przez telefon, uzgadnialiśmy szczegóły rozstania. Później urodził się Alex. Beenhakker dał mi dzień wolny, żebym mógł go zobaczyć. W szpitalu rozpłakałem się ze szczęścia, myślałem, że będę mógł się z nim normalnie widywać. Podzieliliśmy majątek, dałem żonie naprawdę dużo, choćby pięć mieszkań w Warszawie. Obiecała mi rozwód, ale później z wszystkiego się wycofała. Najgorsze dla polskiego bramkarza Celtiku są problemy z widywaniem syna. - Jak wychodzę z nim na spacer, metr za mną idzie teściowa, bo boi się, że go porwę. Cała tamta rodzina uważa, że jestem niezrównoważony psychicznie, że jestem alkoholikiem. Bez przerwy mnie prowokują. Próbowałem milczeć, kiedy słyszałem same przykrości, ale żona zawsze żyła moim życiem i tak jej zostało. Siedzi na "plotku" i czyta o mnie nowości. A kiedy krzyknąłem, bo nie wytrzymałem, w domu była radość, bo dziecko się przeze mnie rozpłakało. Potrafiłby pan w takiej sytuacji wyjść na boisko w Belfaście i zatrzymać Irlandczyków? - retorycznie pyta Boruc.

Jeśli chodzi o problemy z używkami to Boruc wyjaśnia: - Nie piję codziennie, ale wtedy, kiedy mogę i chcę. Palę też papierosy. Niedużo. Paliłem nawet na mistrzostwach Europy, ale dobrze broniłem i nikomu to nie przeszkadzało. Teraz w Boruca przywalić jest modnie. Można się wypromować na moim nazwisku, zaistnieć. Dzień beze mnie to dla dziennikarza dzień stracony. W Polsce ludzie najbardziej lubią komuś przyłożyć, zwłaszcza wtedy, gdy ten ktoś ma problemy.

'Mimo gorszego sezonu Boruc to ścisła czołówka wśród bramkarzy Europy'




Tylko Bóg mnie osądzi - wywiad z Borucem w Rzeczpospolitej »