Sport.pl

F1: Czy to koniec Maxa Mosleya w FIA?

Sir Jackie Stewart uważa, że zaangażowani w F1 producenci domagają się głowy Maxa Mosleya. Stojący na czele ekipy Renault Flavio Briatore znacząco dodaje, że na porozumienie z obecnym szefem FIA jest już za późno. Można z tego wywnioskować, że sytuację mogłoby zmienić jego odejście
O Formule 1 czytaj na F1.pl »

W środę w Paryżu zbiera się Światowa Rada Sportów Motorowych FIA. W trakcie jej posiedzenia Max Mosley powinien ogłosić, czy po upływie wygasającej w październiku kadencji będzie się po raz kolejny ubiegał o reelekcję. Jest postacią znienawidzoną przez FOTA, jego odejście powinno więc zażegnać spór i cofnąć decyzję o rozłamie.

Max trzasnął drzwiami

Sytuacja jest bardzo trudna. Stowarzyszenie Zespołów F1 zapowiedziało już nawet, że w 2010 uruchomi własną serię wyścigową pod nazwą "Nowej Formuły". - Próbowaliśmy osiągnąć kompromis, otworzyliśmy drzwi, ale zatrzaśnięto nam je tuż przed nosem. Porozumienie nie zostało zawarte przez FOTA, lecz przez producentów. Nie wiem, czy Światowa Rada jest w stanie cokolwiek zmienić, jeśli chodzi o decyzję Formula One Teams' Association - mówi Flavio Briatore. - Wierzę w FOTA. Byłem jednym z pierwszych, którzy uwierzyli w stowarzyszenie. Wierzę, że jesteśmy mocni. Chcemy stworzyć mistrzostwa z najlepszymi zespołami i najlepszymi kierowcami na świecie - dodał Włoch.

Mosley się nie podda

W październiku ubiegłego roku Mosley ogłosił, że nie będzie kandydował na następną kadencję. W obliczu kryzysu w F1 zmienił jednak zdanie.

- W ostatnich tygodniach stało się jasne, że jednym z celów buntujących się ekip jest pozbycie się mnie ze stanowiska prezydent FIA - powiedział i dał do zrozumienia, że w zaistniałej sytuacji musi kontynuować swoją pracę, więc najprawdopodobniej będzie ubiegał się o wybór na piątą kadencję.

8 zespołów utworzy własną Formułę? To ma szanse odniesć sukces


Więcej o: