Sport.pl

Ula Radwańska: Stać mnie na więcej

- Cel minimum wypełniłam, bo rok temu byłam w II rundzie, więc obroniłam już punkty do rankingu WTA. Ale cele trzeba mieć ambitne, dlatego myślę, że fajnie byłoby przejść jeszcze co najmniej rundę. To jest w moim zasięgu - mówi Sport.pl Urszula Radwańska, która w I rundzie Wimbledonu pokonała w poniedziałek 6:3, 6:3 Słowenkę Masę Zec Peskirić.
Codzienne relacje Jakuba Ciastonia z Wimbledonu czytaj tutaj »

Wyniki Wimbledonu możesz sprawdzić tutaj »

Jakub Ciastoń: Uśmiech na pani twarzy mówi wszystko.

Urszula Radwańska: Jestem bardzo zadowolona z tego meczu. Podstawą był dobry serwis. Na trawie nie da się wygrać meczu, jeśli nie serwujesz stabilnie, a ja nie dałam dziś właściwie rywalce szans na przełamanie. Początki setów były trudne, ale potem było z górki.

Cytatem dnia są chyba słowa pani taty-trenera, który powiedział, że "Ula zagrała dziś jak nie Ula". Wygrała pani ten mecz spokojem.

- Mam nadzieję, że dalej tak będzie. Bardzo lubię grać na trawie. Wyszłam na tą pierwszą rundę z nastawieniem, żeby się nie denerwować. Wiedziałam, że jestem faworytką. Czułam, że mam większe umiejętności i po prostu muszę to pokazać na korcie. Udało się, bo cały czas ja prowadziłem grę.

Trochę martwiliśmy się o bandaż na pani lewym kolanie. Czy to coś poważnego?

- Jest trochę za bardzo przeciążone. Przed Wimbledonem grałam sporo, bo doszłam do ćwierćfinału w Birmingham, byłam też w Eastbourne. Zagrałam osiem meczów w nieco ponad tydzień. Mam w nogach dużo więcej niż Agnieszka, ale na razie to nic groźnego, opatrunek jest dla profilaktyki.

W kolejnej rundzie zmierzy się pani z Dominiką Cibulkovą. Rywalka z dużo wyższej półki - jest 13. na świecie, a dwa tygodnie temu była w półfinale French Open.

- Nigdy z nią nie grałam. Agnieszka wygrała ze Słowaczką rok temu w Doha na twardej nawierzchni w trzech setach, więc będę mogła się jej poradzić, jak najlepiej grać. Wiem tyle, że jest bardzo szybka, dobrze biega na tych swoich krótkich nóżkach. Ale nie wiem, czy na trawie będzie się czuła tak pewnie. Zobaczymy.

Agnieszka mówiła, że mierzy w Wimbledonie wysoko - w IV rundę lub ćwierćfinał, a pani?

- Teoretycznie cel minimum wypełniłam, bo rok temu byłam w II rundzie, więc obroniłam już punkty do rankingu WTA. Ale cele trzeba mieć ambitne, dlatego myślę, że fajnie byłoby przejść jeszcze co najmniej jedną rundę. Tym bardziej, że rok temu przegrałam z Sereną Williams. Teraz losowanie jest lepsze. Liczę więc na lepszy wynik.

Gra pani w parze z Agnieszką w deblu. Jakie oczekiwania?

- Debel traktujemy z przymrużeniem oka, ale na pewno w Londynie na trawie mamy większe szanse niż na mączce w Paryżu. Tam pechowo przegrałyśmy w ćwierćfinale, więc teraz może być lepiej. Ale to teoria. W I rundzie mamy trudne rywalki, bo gramy z Nadią Pietrową i Bethanie Mattek. Zagram też w Londynie w mikście z Mariuszem Fyrstenbergiem.

Pani mama mówiła, że w Londynie czekacie też na wyniki matur. Zna już je pani?

- Jeszcze nie. Mają być 30 czerwca. Myślę, że zdałam wszystkie egzaminy dość dobrze. Największa niewiadoma jest z językiem polskim. Wypracowanie pisałam o porównaniu Zosi i Telimeny w "Panu Tadeuszu".

No i na czyją korzyść wypadło to porównanie?

- Zosi. Wygrała 6:3, 6:3 (śmiech).

Świetny początek Uli Radwańskiej. Pokonała Słowenkę - czytaj tutaj »


Więcej o: