Sport.pl

French Open: Federer z Soderlingiem w finale

Roger Federer wygrał z Juanem Martinem del Potro, a Robin Soderling pokonał Fernanda Gonzaleza w półfinałach. Obaj wymęczyli zwycięstwa w pięciu setach.
Federer wygrał po 3 godz. i 28 minutach 3:6, 7:6 (7-2), 2:6, 6:1, 6:4. Awansował do czwartego z rzędu paryskiego finału, ale tym razem będzie w nim faworytem, bo nie spotka się z Rafaelem Nadalem. Jeśli zwycięży w niedzielę, skompletuje pierwszy od czasów Andre Agassiego nieklasyczny Wielki Szlem i wyrówna rekord Pete'a Samprasa 14 triumfów w najważniejszych turniejach.

Szwajcar stoi u bram raju, ale w półfinale miał szczęście, bo rozstawiony z piątką dwumetrowy olbrzym del Potro długo przeważał i był bliski zwycięstwa. Argentyńczykowi pomagał potężny serwis, świetny forhend i szerokie jak dźwig ramiona. Federer dokładał do tego bardzo rozchwianą własną grę. Nikt nie spodziewał się takich kłopotów Szwajcara w starciu z rywalem, który nigdy dotąd nie urwał mu seta. Dopiero w końcówce Federer poprawił serwis, a del Potro nie wytrzymał maratonu fizycznie, ale też psychicznie. - Walczyłem do końca, ale pomogło szczęście - przyznał Federer.

W finale zagra ze Szwedem Robinem Soderlingiem, który w identycznym czasie pokonał Chilijczyka Fernanda Gonzaleza 6:3, 7:5, 5:7, 4:6, 6:4. Pierwsze dwie partie przypominały końcówkę niesamowitego spotkania z Nadalem i cały ćwierćfinał z Nikołajem Dawidienką. 24-letni Szwed serwował z prędkością ponad 200 km/godz. i nie mylił się właściwie przy żadnym uderzeniu. Jego forhendy były jak granaty przerzucane za siatkę, a jeśli eksplozja tylko ogłuszała rywala, to dobijał go precyzyjnym bekhendem. Ale w końcówce trzeciego seta szwedzki robot zaczął się trochę zacinać. Na twarzy zapaliła się lampka z napisem "zmęczenie", bo w całym turnieju Soderling spędził na korcie prawie pięć godzin więcej od Gonzaleza. Pojawiły się pudła, niewymuszone błędy, a siła serwisu zmalała. Chilijczyk z ochotą sam zaczął ostrzał. Niewiele zresztą lżejszy, bo Gonzaleza nie bez przyczyny rodacy nazywają "Mano de Piedra", czyli "ręką z kamienia" - ma najmocniejszy forhend w męskim tenisie. Finalista Australian Open z 2007 r. dołożył do tego 22 asy i w piątym secie prowadził 4:1. Wydawało się, że jest po meczu. Soderling pokazał wtedy jednak, że umie walczyć do końca i ma mocną głowę. Nie oddał już ani jednego gema, a w dłoni znów miał granaty zamiast rakiety.

Soderling został pierwszym Szwedem od dziewięciu lat, który zagra w paryskim finale. Ostatnim był Magnus Norman, obecny trener Soderlinga pokonany w 2000 r. przez Gustavo Kuertena.

Po zwycięstwie z Nadalem dostał SMS-a od Bjoerna Borga z podziękowaniami za uratowanie jego rekordu czterech zwycięstw z rzędu. Teraz Borg sam pofatygował się na mecz i oklaskiwał rodaka z trybun.

Soderling (ATP 25) do tej pory był jednym z wielu tenisowych rzemieślników. Jego największe sukcesy to trzy wygrane turnieje. W Szlemie nigdy dotąd nie przeszedł trzeciej rundy. Metamorfoza jest nagła, bo kilka tygodni temu w Rzymie przegrał z Nadalem 0:6, 1:6. W Madrycie uległ w dwóch setach Federerowi, w Monte Carlo pokonał go Simone Bolelli, w Barcelonie Potito Starace, a w Miami na twardej nawierzchni Robert Kendrick. Co się zmieniło? - Zawsze miałem te uderzenia. Brakowało wiary, że mogę tak grać przeciwko najlepszym - odpowiada Soderling. Według Matsa Wilandera, ostatniego Szweda, który wzniósł w Paryżu do góry Puchar Muszkieterów w 1988 r., tę wiarę dał mu trener Norman.

Soderling grał z Federerem dziewięć razy, zawsze schodził z kortu pokonany, ale pogromca Nadala nie jest bez szans w finale. Federer bał się Hiszpana, może i przestraszy się tego, który go pokonał.

Dziś o godz. 15 finał kobiet Swietłana Kuzniecowa - Dinara Safina. Jutro o 14 - finał mężczyzn. Relacje w Eurosporcie.



Wyniki półfinałów:

Robin Soederling (Szwecja, 23) - Fernando Gonzalez (Chile, 12) 6:3, 7:5, 5:7, 4:6, 6:4 Roger Federer (Szwajcaria, 2) - Juan Martin Del Potro (Argentyna, 5) 3:6, 7:6 (7-2), 2:6, 6:1, 6:4