Sport.pl

Radwańska dla Sport.pl: Plan minimum wykonany

- Wyszłam na kort z nastawieniem wygrania tego meczu za wszelką cenę. Chyba jeszcze nigdy nie czułam tego tak mocno. Kuzniecowa? Znamy się, walka będzie na pewno - mówi Sport.pl Agnieszka Radwańska, która w sobotę pokonała 6:2, 6:4 Ukrainkę Katerinę Bondarenko i drugi raz z rzędu awansowała do 1/8 finału Rolanda Garrosa. O ćwierćfinał w poniedziałek zagra ze Swietłaną Kuzniecową
Radwańska w 1/8 finału French Open!


Kuźniecowa boi się Radwańskiej »

Jakub Ciastoń: Chyba jeszcze nigdy nie grała pani w Paryżu tak dobrze. Trzy mecze, trzy dość łatwe zwycięstwa bez straty seta.

Agnieszka Radwańska: - Najbardziej cieszę się, że obroniłam już punkty z zeszłego roku. Jestem w 1/8 finału, czyli wykonałam plan minimum. Taki był mój cel, gdy jechałam do Paryża i na razie wszystko udało się znakomicie. W zeszłym roku też grało mi się dobrze w Paryżu, ale przed czwartą rundą z Jeleną Janković nabawiłam się kontuzji przedramienia i nie mogłam grać na 100 procent. Tym razem czuję się cały czas bardzo dobrze fizycznie.

Wygrana z Bondarenko to udany rewanż za Australian Open. Czuje pani dodatkową satysfakcję?

- Nie ukrywam, że wyszłam na kort z nastawieniem wygrania tego meczu za wszelka cenę. Chyba jeszcze nigdy nie czułam tego tak mocno. Byłam naładowana pozytywną energią, chciałam się zrewanżować, udowodnić, że tamta porażka był tylko wypadkiem przy pracy.

Co różniło Australię od Paryża? Pani grała lepiej?

- Zdecydowanie, ale też tu był zupełnie inny kort. W Melbourne straszliwe słońce, 40 stopni w cieniu, do tego wiatr.

Pani tata-trener powiedział, że wyjątkowo dobrze czuje się pani na korcie numer dwa. Naprawdę miało to takie znacznie?

- To prawda, bo dwójka i trójka w Paryżu mają znacznie szybszą nawierzchnię. Nie wiem z czego to wynika, ale tak jest. W 2006 r. wygrałam na korcie nr 2 finał juniorskiego Rolanda Garrosa, znam go więc dość dobrze. Szybsza nawierzchnia sprzyjała bardziej ofensywnej grze. Wiedziałam, że mogę sobie pozwolić na więcej ataków, na co Bondarenko chyba nie była przygotowana. Paradoksalnie, w Melbourne na twardej nawierzchni, grało mi się wolniej niż tutaj. Tam były wymiany po sto piłek, nie dało się ich skończyć. Ukrainka lubi grę na przerzut, czekanie, a ja wiedziałam, że można przycisnąć, przyśpieszyć.

O ćwierćfinał zagra pani w poniedziałek ze Swietłaną Kuzniecową rozstawioną z nr 7.

- Znamy się doskonale. Chyba z żadną inną tenisistką z czołówki nie grałam tak często jak z "Kuzi". Nie pamiętam dokładnie naszego bilansu meczów [4-3 dla Kuzniecowej - j.c.], ale w zeszłym roku pokonałam ją w Australii, w Londynie i na koniec roku w Doha na Mistrzostwach WTA. Dla mnie będzie to po prostu kolejny mecz, tyle że rywalka mocniejsza.

Nigdy nie grała pani z Kuzniecową na korcie ziemnym. Rosjanka w tym roku świetnie spisuje się na tej nawierzchni. Wygrała w Stuttgarcie, była w finale w Rzymie. W Paryżu też nie straciła seta.

- W Londynie na trawie wygrałam z Kuzniecową bardzo zacięty mecz, który właściwie powinnam przegrać. Moim zdaniem, teoretycznie, Rosjanka na mączce jest groźniejsza niż na trawie. Będzie faworytką, ale ja nie mam nic do stracenia. Jest siódma na świecie, ja jestem 12., więc choćby patrząc na ranking, można oczekiwać, że będzie walka. W zeszłym roku przegrałam z Jeleną Janković. Kuzniecowa to porównywalna klasa. Ale wtedy nie byłam zdrowa, a teraz jestem...

Pani ulubiona nawierzchnia to ciągle trawa, czy coś się zmieniło?

- Im dłużej gram w turniejach, tym mniejsze ma to dla mnie znaczenie. Umiem się przystosować do każdej nawierzchni. Na mączce też czuję się dobrze. Większe znaczenie ma to, kto stoi z drugiej strony siatki. Kuzniecowa trenuje od lat w Hiszpanii i mączkę lubi najbardziej. Można powiedzieć, że gra taki hiszpański, na dodatek męski tenis, czyli wysokie piłki z top-spinem. Nie można stać za końcową linią, tylko zmieniać rytm, rotację, starać się atakować, trzeba ją prowokować, bo łatwo się denerwuje i daje się wytrącić z równowagi.

W niedzielę z siostrą Urszulą gracie III rundę debla. Nie boi się pani trzysetowego horroru, który odbije się potem na singlu?

- Nie. Mówiłam już wiele razy, że w deblu się nie męczę. Siostry Williams grają debla, większość dziewczyn gra, więc my też gramy. Mam dobry układ meczów, bo debel i singiel są w różne dni. Czuję się dobrze, nie widzę problemu.



Więcej o: