Sport.pl

Prasa o walce "Diablo": "Remis, który boli jak porażka"

Poniedziałkowe gazety są zgodne - gdyby nie sędzia, Krzysztof "Diablo" Włodarczyk zostałby bokserskim mistrzem świata w kategorii junior ciężkiej federacji WBC. W sobotę Polak zremisował na ringu Gran Teatro w Rzymie z Giacobbe Fragomenim.
Według "Gazety Wyborczej" skandaliczny błąd sędziego nie pozwolił Włodarczykowi wywalczyć tytułu - "Cios trafił w głowę 40-letniego Fragomeniego, który znów powoli przy linach opadł na deski. W tej podróży w dół otrzymał jeszcze jeden cios Włodarczyka. (...) Sędzia krzyknął do arbitrów punktowych: "No count!", uznając najpierw, że Polak Włocha sfaulował, że pchnął go na deski, a potem tłumaczył, że Fragomeni otrzymał cios w chwili, gdy był już na deskach."

"Ten moment zadecydował o wyniku walki. Zamiast wygrać tę rundę 10:7, Włodarczyk wygrał ją 10:8. Na koniec pojedynku właśnie tego jednego punktu zabrakło mu do zwycięstwa." - kończy dziennikarz "GW".

"Polska The Times" ocenia, że doświadczony sędzia Ian John-Lewis niesłusznie pozwolił walczyć Włochowi w dziewiątej rundzie - "Lewis, ku zdziwieniu chyba nawet włoskich kibiców, ogłosił jednak, że nie ma liczenia, choć Fragomeni klęknął po czystych ciosach Polaka. Na dodatek dał odpocząć Włochowi dłużej, niż gdyby go liczył. Giacobbe doszedł do siebie, a wycieńczony wcześniejszym atakiem Włodarczyk nie był w stanie dokończyć dzieła."

Gazeta przyznaje jednak, że "Diablo" nie wytrzymał walki kondycyjnie - "W piątej i szóstej rundzie zaczął "pływać" w ringu. Od siódmej wręcz walczył o życie. (...) Straszliwie zmęczony Włodarczyk zrywał się do ataków, ale uderzał zbyt jednostajnie. To, że udało mu się posadzić rywala na deskach, to niespodzianka. Do werdyktu punktowego raczej trudno się przyczepić."

"Przegląd Sportowy" ocenia zdecydowanie, że Fragomeni wygrał dzięki pomocy sędziego - "W dziewiątej rundzie polski pięściarz miał szansę pokonania rywala przez nokaut, ale ringowy arbiter "pomógł" Włochowi. Włodarczyk powalił lewym sierpowym Fragomeniego, który po przerwie na liczenie przez Anglika Iana Johna Lewisa kontynuował walkę. Chwilę później ponownie został sprowadzony do parteru i wydawało się, że to koniec konfrontacji."

Jednak walka według "PS" mogła się podobać - "W sumie w rzymskim Gran Teatro było sporo porządnego boksu i spora dawka emocji. Niemalże przez dwanaście rund toczył się bój w półdystansie, w kilku rundach były piękne wymiany mocnych ciosów, a obu rywali ani przez chwilę nie opuszczała ogromna wola walki."

Według "Dziennika" kontrowersyjne decyzje sędziego odebrały Włodarczykowi możliwość zdobycia mistrzowskiego pasa - "Diablo ruszył energicznie na Fragomeniego i po kolejnej serii ciosów Włoch ponownie osunął się na ring. W obozie Polaka zapanowała radość, bowiem wszyscy myśleli, że to już koniec pojedynku. Tymczasem angielski sędzia Ian John Lewis w ogóle nie przystąpił do liczenia Włocha. Orzekł natomiast, że Polak popychał rywala i uderzył go wówczas, gdy ten był już na macie."

Dziennikarze "Dziennika" narzekają, że walka była monotonna - "Na ringu w Gran Teatro w Rzymie zabrakło bokserskiego tańca polegającego na zejściach, finezyjnych unikach, pracy nóg. (...) To, że pojedynek nie zakończył się nokautem, zakrawa na cud. I Polak, i Włoch zaprezentowali jednak mistrzowskie umiejętności w obronie i większość uderzeń rywala przyjmowali na rękawice."

Więcej o walce Włodarczyka - czytaj tutaj »