Sport.pl

Sportowy lekarz ostrzega: Cała Polska się szprycuje

- W Polsce po doping sięgają wszyscy - piłkarze, studenci przed sesją i 60-latkowie, którzy poprawiają swoją męskość. Niedozwolone środki leżą w każdej aptece i każdym sklepie z odżywkami sportowymi - mówi Sport.pl i "Gazecie" dr Robert Pietruszyński, kardiolog z komisji medycznej przy Polskim Komitecie Olimpijskim
Grecka komisja wykryła właśnie doping u piłkarza reprezentacji Polski i Panathinaikosu Ateny Jakuba Wawrzyniaka. Broni się, że zażył tylko środek wspomagający odchudzanie. Można go dostać bez recepty, biorą go nie tylko sportowcy.

Wawrzyniakowi grożą dwa lata dyskwalifikacji. - A także wiele nieodwracalnych skutków ubocznych - ostrzega dr Robert Pietruszyński, kardiolog z komisji medycznej przy Polskim Komitecie Olimpijskim; opiekował się naszą reprezentacją na igrzyskach w Atenach i Pekinie

Przemysław Iwańczyk: Środki na odchudzanie są aż tak groźne?

Robert Pietruszyński: Kiedy o tym usłyszałem, typowałem, że chodzi o pochodne efedryny. Nie wiem, czy piłkarz rzeczywiście chciał spalić tłuszcz, czy potrzebował stymulantu. Te tabletki działają naprawdę mocno. Studenci przyjmują je przed sesją.

Jak pomagają sportowcom?

- Mogą zwiększać szybkość i koncentrację. Kiedyś popularny był tussipect. To niewinnie wyglądający syrop przeciwkaszlowy, który znakomicie stymuluje. Wielu sportowców miało po nim pozytywny wynik badania antydopingowego.

Wawrzyniak przysięga, że chciał się odchudzić.

- Niektóre leki mają dozwolone w sporcie pochodne efedryny. Ale wiele zawiera zabronione. Dramat polega na tym, że te specyfiki są w wolnej sprzedaży.

Sportowiec nie powinien się odchudzać na własną rękę?

- Znam różne tłumaczenia - ktoś wziął coś na przeziębienie, komuś coś podano przypadkowo. Sportowiec powinien wiedzieć, co jest zabronione. Zawodowiec nie popełnia takich błędów.

Nawet kiedy boli go głowa lub się przeziębi, bez wiedzy lekarza nic nie weźmie?

- Tak. Związki efedryny są także w całej masie leków na przeziębienie. Wystarczy wejść do apteki albo do sklepu z odżywkami sportowymi, by znaleźć półki pełne niedozwolonych preparatów. Sportowcy, których nie obowiązują przepisy antydopingowe, przyjmują je non stop. Np. kulturyści biorą dostępny powszechnie steryd DHEA. Słyszał pan o biosteronie?

Środek poprawiający męskość. Tak reklamuje Piotr Fronczewski. Biorą go tysiące Polaków.

- Ma w sobie taką ilość sterydu DHEA, że wpadłby na tym każdy badany sportowiec. To dehydroepiandrosteron, klasyczny przykład sterydu anabolicznego. Dopingu wcale nie trzeba szukać na czarnym rynku.

Termogeniki wspomagające odchudzanie, na których wpadł Wawrzyniak, polscy sportowcy biorą nagminnie...

- To nie nazywajmy ich sportowcami. Ci, z którymi ja pracuję, po nic takiego nie sięgną. Liczę, że lekarze, którzy są blisko nich, przemówią im do rozsądku. Właśnie teraz, po wpadce Wawrzyniaka, jest dobry moment.

Jakie są skutki uboczne takich stymulantów? Także dla zwykłych ludzi, którzy się odchudzają.

- Często nieodwracalne, bo specyfiki te ingerują w ośrodkowy układ nerwowy. Uzależnienia, nadmierne reakcje, brak kontroli nad organizmem. To ostatnie jest o tyle groźne, że substancje te przesuwają naturalne granice wytrzymałości.

Wśród ssaków tylko psy są w stanie zabiegać się na śmierć. Człowiek powinien dojść do pewnego progu i koniec. Stymulanty pozwalają mu wycisnąć ostatnie rezerwy, przełamać wszystkie fizjologiczne bariery. To wyniszcza organizm, który "idzie po bandzie". Mało tego - nie czuć zmęczenia. Ale to wszystko na krótką metę.

PZPN: Wawrzyniak w kadrze, bo nie wpłynęło pismo czytaj tutaj >