Prokom wygrał pierwszy mecz finału

Fot. Dominik Sadowski / AG

Asseco Prokom Sopot rozbił PGE Turów Zgorzelec 95:79 w pierwszym meczu finału PLK. Jeśli zespół ze Zgorzelca nie odmieni szybko swojej gry, to finał może być bardzo jednostronny.
Wszystko co musisz wiedzieć o finale PLK

Zeszłoroczny finał pomiędzy tymi zespołami był najlepszy w historii ligi. Prokom wygrał 4:3, a decydujące zwycięstwo odniósł w Zgorzelcu. W całej serii mnóstwo było zwrotów akcji, dramatycznych momentów, a nawet brutalnych zagrań (Milan Gurović pobił Thomasa Kelatiego). W tym roku może być dużo nudniej, bo wygląda na to, że mistrzostwo Polski przyjdzie sopocianom znacznie łatwiej. Chyba że Turów zdąży diametralnie zmienić swoją grę - w meczu nr 1 zgorzelczanie zagrali bardzo źle. Momentami byli bezradni.

- Przespaliśmy pierwszą część meczu. Moi zawodnicy wyglądali na przestraszonych, jakby sparaliżowała ich stawka finału. Daliśmy się też zdominować pod tablicami. To było decydujące - tłumaczył trener Turowa Paweł Turkiewicz. Jego zespół przegrał walkę o zbiórki aż 22:42.

W półfinałowej serii z Anwilem Włocławek Prokom miał mieć zdecydowaną przewagę pod koszem, bo rywale - z powodu kontuzji - zostali tylko z dwoma wysokimi graczami. Ale mistrz Polski tego nie wykorzystał i wydawało się, że w finale będzie mu jeszcze trudniej. Turów ma pod koszem Johna Turka, Chrisa Danielsa, Dragisę Drobnjaka i Roberta Witkę, ale w Sopocie żaden z nich nie był w stanie podjąć walki pod koszem. Najlepszy był Witka, ale tylko dlatego, że w drugiej połowie (kiedy było już po meczu) uciekał na obwód i trafiał z dystansu. Daniels, Turek i Drobnjak przegrywali niemal każdy pojedynek. Prokom już w pierwszej połowie miał 28 zbiórek, przy zaledwie 10 Turowa. Aż 13 zbiórek sopocianie mieli w ataku - ponawiane akcje przynosiły punkty, a Turów tracił siły w obronie.

- Jesteśmy dobrze przygotowani do rywalizacji z Turowem, i to pod każdym względem - taktycznym, fizycznym i psychicznym - podkreśla trener Prokomu Tomas Pacesas. Czy Turów czymś go zaskoczył? - Mieli jedną nową zagrywkę, ale to za mało - odpowiada Litwin.



Turów miał wygrać z Prokomem obroną, a tymczasem mistrzowie Polski mieli mnóstwo swobody. A że w swoim składzie mają kilka gwiazd, to tą swobodę bezlitośnie wykorzystywali. Już w pierwszym meczu padła odpowiedź na pytanie o to kto zatrzyma Qyntela Woodsa. Nikt.

Próbował to robić jeden z najlepszych obrońców w lidze Krzysztof Roszyk, ale był bez szans. Woods zdobywał punkty po akcjach z faulem, trafiał z dystansu i choć jego gra była daleka od ideału (miał kilka prostych błędów i strat), to i tak rzucił 25 punktów i wymusił aż osiem fauli rywali (cztery faule miał Roszyk). Kiedy trafił za trzy na 63:47, pilnujący go wówczas Marcin Stefański załamał ręce, a Pacesas w podziwie złapał się za głowę.

Ale poza Woodsem w Prokomie byli jeszcze David Logan, Daniel Ewing, Pat Burke i Adam Hrycaniuk. Burke zagrał najlepszy mecz w play-off. Irlandczyk, który miał dobre mecze w Eurolidze, zawodził w rywalizacji z Atlasem Stal Ostrów i Anwilem. Ale w meczu nr 1 zagrał o niebo lepiej. - Długo musieliśmy czekać, aż wróci do formy, jego gra w dwóch poprzednich rundach kosztowała nas dużo stresu - mówi Pacesas. - Przed play-off pojechaliśmy na zgrupowanie, Burke'a z powodu kontuzji z nami nie było i dlatego był w słabszej formie - tłumaczy trener Prokomu.

Sopocianie w drugiej kwarcie prowadzili już 45:21, ale po przerwie Turów zaczął lepiej bronić. Wstrzelił się też Damir Miljković (najlepszy snajper gości pierwszy rzut trafił dopiero w 27. minucie), kilka punktów po ładnych wejściach zdobył Tyus Edney i Turów zmniejszył straty do 13 punktów (45:58). Ale wtedy swój show wznowili Woods i Logan...

Turkiewicz próbował się pocieszać i powtarzał, że na razie jest tylko 0:1, a w finale gra się do czterech zwycięstw. Ma rację, ale jeśli szybko czegoś nie wymyśli, to Turów nie podejmie walki. Na dodatek zespół ze Zgorzelca ma problem, bo kontuzji barku doznał w Sopocie Bryan Bailey. A to oznacza, że największa gwiazda Turowa - 36-letni rozgrywający Edney - może zostać bez zmiennika. - Na pozycji rozgrywającego mamy w tej chwili największą dziurę. Edney musi mieć zmiennika, bo nie jest w stanie walczyć przez 40 minut. Po prostu nie ma już na to siły - ocenił kapitan Turowa Witka.

W finale gra się do czterech zwycięstw. Mecz nr 2 odbędzie się we wtorek, ponownie w Sopocie. Transmisja o 18 w TVP Sport.

Asseco Prokom Sopot - PGE Turów Zgorzelec 95:79. Kwarty: 28:13, 19:15, 26:24, 22:27.

Prokom: Woods 25 (3), Logan 19 (4), Ewing 15 (2), Hrycaniuk 13 (1), Burrell 0 oraz Burke 11, Brazelton 9 (1), Łapeta 2, Dylewicz 1, Zamojski 0, Szczotka 0, Kostrzewski 0.

Turów: Edney 17 (1), Miljković 10 (2), Turek 6, Daniels 5, Roszyk 3 (1) oraz Witka 18 (4), Drobnjak 8, Stefański 6, Harris 6, Bailey 0, Bochno 0, Szymański 0.

Skomentuj:
Prokom wygrał pierwszy mecz finału
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje