Sport.pl

Max Mosley chce ciąć wydatki. Ferrari grozi odejściem

Władze FIA proponują od przyszłego sezonu radykalne obcięcie kosztów funkcjonowania teamów. Większość zespołów nie zgadza się z zakresem ograniczeń, a niektóre w ogóle ich nie chcą. Pomysły nie podobają się Ferrari i McLarenowi. Szef Ferrari Luca de Montezelmo zagroził nawet wycofaniem teamu z F1.
Propozycja Maxa Mosleya to ograniczenie wydatków do 33 mln euro rocznie. Zespoły zostały już poproszone o przygotowanie własnych propozycji na posiedzenie Światowej Rady Sportów Motorowych FIA, które odbędzie się w środę. Nieoficjalnie wiadomo, że Williams, Red Bull, Brawn, Toro Rosso i Force India zaproponują górną granicę wydatków na poziomie 60 mln euro, przy czym nie zawierałyby się w tym płace kierowców.

Magazyn F1: Czy deszcz czy upał i piach, Kubica przegrywa. Jak to znosi?


Ustalenie limitów jednego limitu wydatków w przyszłym sezonie jest ważne również z powodu planowanego poszerzenia F1. Do cyklu chcą wejść nowe teamy, takie jak iSport, Lola, USF1 i Prodrive, i chcą wiedzieć jakimi pieniędzmi mogą dysponować w przyszłym sezonie. Więcej o nowicjuszach w F1 czytaj tutaj. »

Pomysły nie podobają się Ferrari i McLarenowi. Szef Ferrari, Loca de Montezelmo zagroził nawet wycofaniem teamu z F1, ale Mosley się tym nie przejął. - Osobiście mam wiele pasji do F1, Ferrari także, ale to nie jest niekończąca się opowieść - ostrzegł Włoch podczas weekendu w Bahrajnie.

To nie jedyny konflikt w F1. Zespoły i Max Mosley spierają się też o KERS. Flavio Briatore, szef Reanult i FOTA - organizacji skupiającej teamy - chce zakazać od przyszłego sezonu używania tego urządzenia. Max Mosley jest temu przeciwny. Przeczytaj więcej o sporze w sprawie KERS.

Więcej o niezgodzie w sprawie budżetów - czytaj tutaj »


Więcej o: