Sport.pl

Fruwając pod koszem: Wielkie chłopisko o wielkim sercu

W dzieciństwie marzył, że gdy urośnie, zostanie lekarzem. Ale urósł tak bardzo, że nie mógł nie zostać koszykarzem. Swoje marzenie z dzieciństwa realizuje, budując szpitale.
Dikembe Mutombo spędził w NBA 18 lat. Odnosił sukcesy m.in. w Denver Nuggets, Atlanta Hawks, Philadelphii 76ers i New Jersey Nets. To z nim wiąże się jeden z najpiękniejszych obrazków w historii play-offów NBA, jaki pamiętamy: rok 1994, pierwsza runda play-offów, końcowa syrena, wielki facet długo leży na plecach, kurczowo trzymając piłkę ponad głową, na twarzy maluje się pełnia szczęścia i najszerszy uśmiech świata. Denver Nuggets właśnie sprawili największą sensację w historii NBA, eliminując rozstawionych z jedynką Seattle Supersonics (tę wzruszającą scenkę można sobie przypomnieć w naszym blogu Supergigant.blox.pl).

Ostatnie pięć lat Dikembe spędził w Houston jako zmiennik Yao Minga. Karierę zamierzał zakończyć już po poprzednim, znakomitym sezonie okraszonym 22-meczową serią zwycięstw Rockets z rzędu, podczas której godnie zastępował kontuzjowanego Yao. Ale kiedy dowiedział się o niesnaskach w szatni na linii McGrady - Yao - Ron Artest, w grudniu dał się namówić władzom klubu na jeszcze jeden comeback: "Zrobię z tym porządek - może złapię kilku za łby, stuknę jednym o drugi i wszystko wróci do normy".

I wróciło. Rockets awansowali do play-offów z piątego miejsca na Zachodzie, w pierwszym wyjazdowym meczu pokonali Portland Trail Blazers. Mutombo zagrał jak młodzieniaszek, zebrał dziewięć piłek, zaliczył dwa bloki w 18 minut.

W pierwszej kwarcie meczu nr 2 Mutombo upadł na ziemię po niegroźnym starciu z młodszym o 22 lata Gregiem Odenem. 43-letnie kolano powiedziało dość. Koledzy znieśli płaczącego Mutombo na noszach z parkietu. Jego kariera koszykarska dobiegła końca.

Odchodzi wielki koszykarz o bardzo wielkim sercu. Mutombo tak tłumaczył, dlaczego zrezygnował z medycyny i został koszykarzem: "Kiedy podpisałem pierwszy wielomilionowy kontrakt z Denver Nuggets, zrozumiałem, że mogę bardziej pomóc moim rodakom, grając w koszykówkę, niż będąc lekarzem". I zamiast jak typowy koszykarz NBA wydawać swoje pensje na pałace, limuzyny i biżuterię, rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę działalność charytatywną. W 1997 roku założył fundację własnego imienia, zbierając datki na walkę z biedą w Kongu. Adoptował czworo dzieci. Sfinansował wyjazd kobiecej koszykarskiej reprezentacji Konga na olimpiadę w Atlancie. Zorganizował program "Koszykówka bez granic", w ramach którego odbywał wraz z kolegami z NBA tournée po Afryce. Był rzecznikiem wielu organizacji charytatywnych, dostawał mnóstwo nagród za swoją działalność. Jak mówi: "Dzięki NBA otworzyło się przede mną wiele drzwi. Muszę pamiętać, żeby jak najwięcej ludzi miało szansę przejść przez te drzwi. To jest afrykański sposób na życie".

Trzy lata temu, po dziewięciu latach gromadzenia funduszy, sporów z władzami Konga o ziemię i samej budowy fundacja Mutombo otworzyła w Kinszasie, stolicy Konga, nowoczesny szpital na 300 łóżek - Biamba Marie Mutombo (imienia matki Dikembe, która zmarła 12 lat temu na atak serca, bo nie było dla niej miejsca w szpitalu). To pierwszy szpital zbudowany w Kinszasie od blisko 40 lat. Mutombo zapewnił ponad połowę z 29 mln dol., które pochłonęło całe przedsięwzięcie. Był szczęśliwy, bo spełniło się marzenie jego życia: "Kiedy złapiesz windę, która zawiezie cię na sam szczyt, nie zapomnij posłać jej z powrotem na dół, żeby ktoś jeszcze mógł nią wjechać. To mój sposób na posłanie windy z powrotem na dół".

Dikembe Mutombo nie będzie już mógł się realizować jako wielki koszykarz. Ale będzie miał mnóstwo czasu, żeby się realizować jako dobry człowiek.

PS Zapraszamy na nasz blog Supergigant.blox.pl, gdzie wspominamy najlepsze momenty z kariery Mutombo, jego charakterystyczny tubalny głos a la Lord Vader i poczucie humoru.

Kronika towarzyska

Kilka tygodni temu Dikembe Mutombo został ukarany przewinieniem technicznym i grzywną, bo z ławki narzekał na pracę arbitrów. Dziennikarze przyłapali go potem w szatni z komórką w dłoni: "Mam na linii komisarza Sterna. Powiem mu, że NBA nie potrzebuje mojego tysiąca dolarów grzywny. W Afryce jest mnóstwo głodnych dzieci i chyba nie chcecie zabierać im jedzenia?".



Na meczu Jastrzębi z Atlanty z Miami Heat pojawił się jastrząb. Maskotka klubu, jastrząb o imieniu Spirit, zasiadł sobie pod kopułą hali i długo nie miał zamiaru wrócić do swoich opiekunów. Przerwa w meczu musiała potrwać dłużej, niż planowano, władze klubu ukarały Spirita zawieszeniem - podczas najbliższych meczów nie będzie mógł już opuszczać swojej klatki. Mamy nadzieję, że na meczu w Chicago nie pojawi się żaden byk.



Na ławce rezerwowych Rockets podczas meczu Houston - Portland zasiadł Tracy McGrady. Rockets prowadzą 2-1, a kontuzjowany Tracy jest na dobrej drodze do pierwszego w karierze awansu do drugiej rundy play-offów.

Tako rzecze Shaq

Zacząłem dietę, na razie nie oszukiwałem, zamierzam być modelem bielizny Calvina Kleina, proszę się nie śmiać. Zamierzam zostać symbolem seksu. Dieta Shaqa nazywa się Shaqlyte, składa się głównie z protein, drobiu, ryb i jajek. Pięć lekkich posiłków dziennie, bez cukru, bez pieczywa i dużo wody. I godzinka na rowerku.

Ciekawostki

Dikembe naprawdę nazywa się Dikembe Mutombo Mpolondo Mukamba Jean-Jacques Wamutombo.



Jest drugim najlepiej blokującym koszykarzem w historii NBA (3289 bloków), za Hakeemem Olajuwonem.



Czterokrotnie był wybierany na najlepszego obrońcę w NBA, ośmiokrotnie grał w Meczu Gwiazd.



Mówi płynnie po angielsku, francusku, hiszpańsku, portugalsku i w pięciu narzeczach afrykańskich.



Charakterystycznym gestem Dikembe był tzw. finger wag (merdający paluszek) następujący zazwyczaj po udanym bloku na przeciwniku. Symbolizował on przekaz: "nie w moim domu", bo teren wokół kosza drużyny Mutombo to teren należący do Mutombo. Gest ten narodził się w roku 1970 w Zairze. Czteroletni Mutombo przedrzeźniał swoją mamę, która zwracała mu uwagę, żeby nie drażnił starszego brata. Dziesięć lat później Dikembe po raz pierwszy zaprezentował merdający paluszek podczas meczu koszykówki nastolatków. I tak to trwało aż do ubiegłego tygodnia. Ciekawe, prawda?

Złota myśl

Pewnie nikt nie myślał, że tego wielkiego chłopa będą kiedyś znosić z parkietu na noszach. Odchodzę jak ranny żołnierz. Ale myślę, że to też była piękna chwila - pokazująca poświęcenie dla ligi, dla drużyny, dla kolegów z zespołu - Dikembe Mutombo.

Więcej felietonów Fruwając pod koszem - czytaj tutaj »