Sport.pl

Hokejowe MŚ w Toruniu: Kiedy Polacy będą jak Węgrzy?

Polacy zajęli czwarte miejsce w rozgrywanym w Toruniu turnieju o mistrzostwo świata Dywizji I Grupy B. Biało-czerwoni nie tylko zatem po raz siódmy z rzędu nie awansowali do grona czołowych 16 drużyn globu, ale i przed własną publicznością wypadli znacznie poniżej oczekiwań. Ostatni raz Polska rywalizowała z hokejową elitą w 2002 roku.
Porażka Polaków na zakończenie »

W Toruniu polska kadra pokazała, że mierzyć się z najlepszymi nie jest jeszcze gotowa. Jak się okazało, zwycięstwo nad słabą Holandią 3:1 i rozgromienie 7:0 Rumunii o niczym jeszcze nie świadczyły. Może oprócz tego, że podobnie jak od elity, tak i od hokejowego piekła Dywizji II, do której zostali relegowani Rumuni, dzieli nas jeszcze sporo.

Niezły wynik z silną Ukrainą (1:1 w regulaminowym czasie gry, porażka w karnych 1:3) też mydlił nieco oczy. Jednak druga i trzecia tercja meczu z Włochami (2:4) oraz przegrana 1:2 po dogrywce ze sklasyfikowanymi w światowym rankingu o osiem pozycji niżej (na 29. miejscu) od biało-czerwonych Brytyjczykami pokazały, że nasze miejsce na razie jest w światowej drugiej lidze. To się jednak może zmienić. - Pod względem sportowym oczywiście dobrze byłoby awansować, ale wydaje mi się, że kierunek obrany przez naszą reprezentację jest całkiem niezły. Pokazaliśmy dobrą grę, a chłopcy przestają grać przypadkowo i zaczynają prezentować się jak zespół. Jest więc światło w tunelu i szansa, że za rok czy dwa będziemy mogli pobić drużyny z 14. czy 15. miejsca na świecie - ocenia Mariusz Czerkawski, najlepszy polski hokeista, pełniący obecnie funkcję menedżera kadry.

Rozstanie ze światową czołówką siedem lat temu było bolesne - gdyby nie Japonia, która spaść nie mogła, Polacy utrzymaliby się wprawdzie w gronie najlepszych drużyn globu, ale już pierwsze mecze turnieju (0:7 ze Słowacją, 0:8 z Finlandią i 0:3 z Ukrainą) pokazały, jak wielki dystans dzieli nas od najlepszych. Mariusz Czerkawski uważa, że mimo potencjalnych wysokich porażek, rywalizacja z najlepszymi byłaby dla nas korzystna. - Bardzo dobrze byłoby dla nas zobaczyć, jak grają najlepsi i się od nich uczyć. Wolałbym, abyśmy walczyli z elitą i o tę elitę się obijali, jednak z drugiej strony musimy spojrzeć na to realnie i pracować nad naszą drużyną - stwierdza.

Czerkawski miał w 2002 30 lat i rozgrywał swój dziewiąty sezon w NHL - jego New York Islanders walczyli w pierwszej rundzie playoffs z Toronto Maple Leafs, dlatego nie mógł zagrać w pierwszej fazie mistrzostw. Drużyny przed spadkiem nie obronił też 29-letni wówczas Krzysztof Oliwa z Pittsburgh Penguins, który z New Jersey Devils w 2000 roku sięgnął po Puchar Stanleya. Piotr Sidorkiewicz, pierwszy Polak, który wystąpił w Meczu Gwiazd NHL (w 1993 w barwach Ottawa Senators) od czterech lat był już na hokejowej emeryturze. Od ich czasów nie pojawił się w naszym kraju żaden zawodnik zdolny do przebicia się do najlepszej ligi świata. Obecnie każda z 16 najlepszych drużyn globu, które zmierzą się między 24. kwietnia a 10.maja w Szwajcarii, ma w składzie przynajmniej jednego gracza, który w NHL grał bądź gra.

Każda poza Węgrami - reprezentacją bez wielkich hokejowych tradycji, sklasyfikowaną w światowym rankingu dopiero na 20. miejscu. Zaledwie o jedną pozycję wyżej od Polaków.

Bramkarz Levente Szuper znalazł się co prawda kilka lat temu w składzie Calgary Flames na dziewięć spotkań, ale na lód nie wyjechał nawet na chwilę, a jego rola ograniczyła się do pozowania do zdjęć z fanami. Wybrany siedem lat temu przez Dallas Stars z 32 numerem w drafcie skrzydłowy Janos Vas lodowiska NHL oglądał tylko w telewizji.

A jednak Węgrom w efektowny sposób udało się awansować w zeszłym roku do hokejowej czołówki. W Szwajcarii zagrają jednak bez swojej największej gwiazdy - najlepiej punktujący gracz w historii tej reprezentacji i jeden z głównych autorów awansu - 33-letni Gabor Ocskay - zmarł w marcu na atak serca. Prawdopodobnie więc w Szwajcarii drużyny Kanady, Słowacji i Białorusi będą sobie urządzać podczas meczów z nimi treningi strzeleckie. Drużyna prowadzona przez Kanadyjczyka Pata Cortinę udowdniła już jednak samym awansem, że nie ma w hokeju niemożliwego.

Polacy także sprowadzili trenera z zagranicy - od września ubiegłego roku kadrę prowadzi Szwed Peter Ekroth. Wciąż jednak nie zdecydowali się pójść w ślady innych reprezentacji, które poza granicami kraju szukały wzmocnień nie tylko na ławkę trenerską. Wielu zawodników kadry Holandii, Wielkiej Brytanii czy Włoch to Kanadyjczycy, którzy nie mieliby szansy zagrać w ekipie Klonowego Liścia. - Wszystko zależy od tego, jak będzie sobie wyobrażał to Związek. Musieliby być ludzie za to odpowiedzialni - znający reguły tego, kto może zostać powołany i wskazujący takich hokeistów, bo przecież sami się nie znajdą. Gdyby pojawili się zawodnicy z zagranicznymi paszportami, zasługujący na miejsce w reprezentacji, to nie widzę przeszkód, by w niej zagrali - uważa Mariusz Czerkawski. Skład Włochów, którzy turniejem w Toruniu wywalczyli sobie powrót do elity to w około 1/3 gracze z Kanady.

Ruszyły play-offs w NHL »


Więcej o: