Sport.pl

Whitmarsh: W F1 nie ma magii, oni wykonali dobrą robotę

Zespół McLarena podczas Grand Prix Australii nie przyłączył się do protestu przeciwko dyfuzorom Brawn GP. Szef ekipy Martin Whitmarsh nie jest też zaskoczony wynikami nowej siły F1, bo te można było przewidzieć patrząc na gigantyczne nakłady Hondy w zeszłym sezonie.
Alonso: Brawn jest w innej lidze

- Nie braliśmy udziału w żadnym weekendowym proteście, będziemy się koncentrować na tym, aby nasze samochody były szybsze - mówi Whitmarsh, który nie podpisał protestu w sprawie powiększonych dyfuzorów w bolidach części rywali, w tym Brawna.

Największym zaskoczeniem początku sezonu jest fenomenalna forma Brawn GP. Jak się okazało nowy team nie powstał na zgliszczach Hondy, ale po prostu wykupił bolidy doskonale przygotowane przez japoński koncern.

- Bolid, którym dysponują jest produktem 16 miesięcy ciągłego rozwoju, na początku w czterech tunelach aerodynamicznych, później w dwóch. Można uznać, że w przyszłości będzie to mały zespół, ale to, co widzimy teraz jest konsekwencją ogromnych, naprawdę ogromnych wysiłków Hondy - przekonuje Whitmarsh, którego stajnia sprzedaje podwójnemu zwycięzcy z Australii silniki Mercedesa.

Większość rywali twierdzi, że Brawn, Toyota i Williams zamontowały w swoich samochodach niezgodne z regulaminem dyfuzory (część aerodynamiczna), co daje im około pół sekundy przewagi na okrążeniu. Sędziowie w Melbourne odrzucili protest, ale sprawę ostatecznie rozstrzygnąć ma Trybunał Arbitrażowy FIA na posiedzeniu 14 kwietnia.

- Niewątpliwie, jeśli przyjmuje się bardziej pomysłową interpretację regulaminu, to później osiąga się korzyści. To jest oczywiste, to było oczywiste podczas całego weekendu - dodaje szef McLarena.

Pierwszy wyścig sezonu zdominowały bolidy zespołu Rossa Brawna. Wygrał Jenson Button, za nim na metę przybył kierowca tej samej stajni Rubens Barrichello. Mistrz świata Lewis Hamilton dojechał na trzeciej pozycji, co jest w głównej mierze zasługą kary nałożonej po wyścigu na Jarno Trulliego i kolizji walczących o drugą pozycję Roberta Kubicy i Sebastiana Vettela.

Martin Whitmarsh na stanowisku szefa McLaren F1 zastąpił w tym roku legendarnego Rona Dennisa, który stworzył potęgę brytyjskiego zespołu.

GP Malezji: Deszcze niespokojne potargają Sepang czytaj tutaj »


Więcej o: