Sport.pl

Członkowie zarządu PZPN: Polacy umieją grać, ale Leo Beenhakker nie umie ich przygotować

- Nasi chłopcy potrafią grać w piłkę, ale Leo Beenhakker nie umie ich przygotować - mówią dziennikowi ?Metro? najważniejsi działacze PZPN przed rozpoczynającym się we wtorek posiedzeniem zarządu związku.
Leo Beenhakker: Jestem wytrzymały jak skała »

Zebranie zarządu PZPN odbywa się on regularnie, mniej więcej co trzy tygodnie. Tematem dwudniowych obrad w Kielcach będą bieżące sprawy związku, m.in. budżet. Tematu Beenhakkera w planach nie było. Ale wszystko zmieniła sobotnia porażka 2:3 z Irlandią Płn. w eliminacjach mistrzostw świata. - Co to za problem dopisać taki punkt do porządku obrad - mówi Kazimierz Greń, członek 18-osobowego zarządu związku. Zbigniew Lach, także z władz piłkarskiej centrali, dodaje: - Zwolnić Beenhakkera powinniśmy już po Euro 2008. Nasi chłopcy potrafią grać w piłkę, ale on nie umie ani ich przygotować, ani ustawić na boisku. Ja się tego głośno powiedzieć nie boję.

Inni działacze, wypowiadając się pod nazwiskiem, są ostrożniejsi. - Czy rozwiążemy kontrakt z Leo? Nie będę tego komentował - ucina Rudolf Bugdoł ze Śląska, regionu, którego poparcie zadecydowało jesienią ub.r. o wyborze Grzegorza Laty na szefa PZPN. Jan Bednarek, działacz z Zachodniopomorskiego, dodaje: - Rozmowy o nowym selekcjonerze są teraz bez sensu, bo w środę gramy kolejny mecz i ciężko mi sobie wyobrazić, byśmy nie wygrali z San Marino. A wygrana przedłuża nasze szanse na awans na mundial.

Nieoficjalnie działacze są bardziej rozmowni. - Zarząd może mieć swoje zdanie, ale o zwolnieniu Beenhakkera zdecyduje Grzegorz Lato, on tu rządzi. Prezes trochę się boi, że mimo słabych wyników ktoś mógłby odebrać decyzję o wyrzuceniu selekcjonera jako zbyt pochopną. A o prezesie można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że robi coś gwałtownie - opowiada jeden z członków zarządu.

prezes Lato nie bierze pod uwagę zwolnienia Beenhakkera. Zapytany o to po meczu w Belfaście powiedział: - Nie ma takiego pomysłu.

- W tej chwili - precyzuje jeden z działaczy, z którym rozmawialiśmy. Związek najpierw woli znaleźć następcę Beenhakkera, a po meczu z San Marino będzie miał na to mnóstwo czasu. Następne spotkanie reprezentacja rozegra bowiem dopiero 5 września. A to może oznaczać, że selekcjoner z pracą pożegna się np. w czerwcu, gdy sezon kończy polska liga, donosi dziennik "Metro".

Jest jeszcze jedna możliwość: Beenhakker sam poda się do dymisji. Żaden z naszych rozmówców nie wierzy jednak w takie rozwiązanie. Dlaczego? - Kto by dobrowolnie zrezygnował z takiej kasy? - zauważa Lach. Holender co miesiąc dostaje 80 tys. euro. A do tego w przypadku rezygnacji Beenhakker nie dostałby wysokiego odszkodowania za zerwanie kontraktu, który ważny jest do końca 2009 roku.
Jeśli nie pokonamy San Marino to kogo?


Sprawa Beenhakkera: Dwie frakcje w PZPN »