Sport.pl

G. aresztowany, a Tomaszewski znika z sądu

Jan Tomaszewski sam doniósł do prokuratury na Widzew, a wczoraj przyjechał do Wrocławia, aby przed sądem bronić byłego właściciela klubu i swojego przyjaciela Andrzeja G. Sąd nie chciał przesłuchać Tomaszewskiego i zadecydował, że G. spędzi w areszcie trzy miesiące.
- Kiedy dowiedziałem się, że policja zatrzymała Andrzeja, to o piątej rano wsiadłem w samochód i natychmiast przyjechałem do Wrocławia - opowiadał w sądzie Tomaszewski. - Przecież to ja, będąc przewodniczącym Komisji Etyki PZPN, przekazałem prokuraturze dokumenty, z których wynikało, że w Widzewie doszło do nieprawidłowości przy przekształceniu i podczas przyznania klubowi licencji na grę w II lidze. Będę bronił Andrzeja, bo od 30 lat jest moim przyjacielem. Chcę jako świadek złożyć zeznania przed sądem. Mam dokument, z którego wynika, że Andrzej G. doszedł do porozumienia z drugim współwłaścicielem Widzewa Andrzejem Pawelcem i to Pawelec miał spłacać klubowe długi - tłumaczył Tomaszewski, pokazując tę umowę.

G. zatrzymano we wtorek. Otrzymał zarzut przywłaszczenia 13 mln zł oraz ukrycia tych pieniędzy przed komornikiem. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności. - Ale to przecież ludzie z PZPN przelewali pieniądze do firmy Andrzeja G., choć powinni je przekazywać na konta wskazane przez komornika - mówił Tomaszewski.

Sędzia nie chciał przesłuchać Tomaszewskiego. Szybko okazało się też, że w podróż wybrał się zbyt pochopnie. Po konsultacjach z obrońcą Andrzeja G. poinformował dziennikarzy, że według prokuratury doszło do sfałszowania umowy notarialnej, na podstawie której Widzew dokonywał cesji wszelkich wpływów na spółkę JAG. Zaś prowadząca śledztwo prokurator Anna Zimoląg powiedziała: - Oczywiście posiadamy dokumenty, o których mówi pan Tomaszewski. Pokazując je dziennikarzom i informując o innych zdarzeniach, ujawnia tajemnicę śledztwa i sam naraża się na postawienie mu zarzutów.

Ostatecznie sędzia zadecydował, że G. przez trzy miesiące pozostanie w areszcie. Wyprowadzany przez policjantów w kominiarkach G. nie odpowiedział na żadne z pytań dziennikarzy.

A Tomaszewski niepostrzeżenie zniknął z sądowego korytarza.

We wtorek zatrzymano też byłego prezesa Widzewa Jacka D. - zarzuca mu się ukrywanie pieniędzy przed komornikiem. Po przesłuchaniu zwolniono go do domu. D. ma nadzór policyjny, nie może opuszczać kraju i musi wpłacić 15 tys. poręczenia majątkowego.

O aresztowaniu byłego współwłaściciela Widzewa - czytaj tutaj »