Polska - Litwa 1:1 po słabej grze dublerów

Fot. Carlos Almeida AP

Po takim meczu jak w Faro Leo Beenhakker na pewno nie będzie miał bólu głowy, kogo wybrać na marcowe mecze eliminacji MŚ z Irlandią Północną i San Marino. Dublerzy z polskiej ligi, oprócz Brożka, Boguskiego i momentami Garguły zagrali słabo
Relacja z meczu Z Czuba »

Tylko o Pawle Brożku i Rafale Boguskim można było powiedzieć, że grali na poziomie reprezentantów Polski. Rozgrywali swoje spotkanie, jakby nic nie robiąc sobie z rywali. I nie patrząc na nieporadność kolegów w białych koszulkach. Ich akcja w 11. minucie dała drużynie Beenhakkera zaskakujące prowadzenie.

Błąd popełnili litewscy obrońcy, co bezlitośnie wykorzystał Brożek. Zaimponował skutecznością. Najlepszy piłkarz polskiej ligi potrzebował pół okazji, by trafić do siatki - w kwalifikacjach może się to okazać bezcenne. Podanie od Boguskiego trafiło niego odbijając się po drodze od stopy jednego z rywali i gdyby nie błąd w ustawieniu Klimaviciusa gola by z tego nie było.

Ale dwóch piłkarzy to było za mało na Litwinów, z których wspomniany Kimavcius nie ma nawet swojego klubu. O tym, że ktoś zawiódł nie ma co pisać. Lepiej ująć to tak, że żaden z dziewięciu pozostałych graczy, którzy byli na boisku przed przerwą nie zasłużył jak na razie na coś więcej niż powołania do kadry na mecze drużyny ligowców.

Środkowi pomocnicy Łukasz Trałka i Antoni Łukasiewicz za długo trzymali piłkę, zwlekali z podaniami, Łukasiewicz w ogóle miał problemy z celnym kopnięciem piłki na kilkanaście metrów. Trałka przerwał parę akcji przeciwników, odebrał im kilka piłek, ale już w ofensywie podejmował tylko złe decyzje. To był zupełnie inny zawodnik niż podczas grudniowego zgrupowania w Antalai i meczu z Serbią.

Źle funkcjonował środek, nie istnieli skrzydłowi. Jakub Wilk z Lecha (50. debiutant w kadrze, odkąd prowadzi ją Leo Beenhakker) nie przypominał ofensywnego, odważnego, szybkiego piłkarza jakiego znamy z Pucharu UEFA. Być w optymalnej formie prawa nie ma na początku lutego, ale przyzwoitość nakazuje zagranie choćby jednej dobrej akcji przeciwko przeciętnemu rywala. Po przerwie był pożyteczniejszy - Beenhakker wycofał go na lewą obronę.

Dobrze, że już wcześniej sztab trenerski zdecydował, iż to Szymon Pawłowski zastąpi kontuzjowanego Jakuba Błaszczykowskiego na środowy mecz z Walią. Sobotnim występem zawodnik Zagłębia Lubin nie dał kolejnych argumentów o swoim nieprzeciętnym talencie. Tak jak Wilk nie zrobił ani jednej akcji, o rajdach w stylu Błaszczykowskiego mogliśmy tylko pomarzyć. Zmiennicy na skrzydłach po przerwie - Małkowski i Łobodziński - pokazali niewiele więcej i przynajmniej tę zagadkę na mecz z Walią Beenhakker ma już chyba ostatecznie rozwiązaną. Z prawej strony wystąpi Smolarek, z lewej Krzynówek.

Litwini byli lepiej zorganizowani, ustawieni, ruchliwsi. Polacy nie radzili sobie z ich presingiem i po odbiorze piłki za szybko ją oddawali. Piotr Celeban na prawej obronie do 43. minuty nie miał jednego udanego zagrania. Albo przegrywał indywidualne pojedynki albo faulował. Krok po kroku Litwini osiągali przewagę, która skończyła się golem. Golem, którego Polska stracić nie musiała. No, ale w bramce był Radosław Cierzniak, który w 26. minucie źle wyszedł do dośrodkowania z rzutu rożnego, nie wybił piłki w polu bramkowym i Klimavicius strzelił gola. Wcześniej również bronił nie za pewnie - debiut w kadrze wypadł za wcześnie. Cierzniak również został zmieniony w przerwie.

Beenhakker dokonał pięciu zmian i w drugiej połowie było o tyle inaczej, że chaos panował nie z jednej, a z dwóch stron boiska. Gra Polaków była trochę bardziej uporządkowana, zmiana na lepsze była taka, że Litwini już tak często nie byli pod bramką Sebastiana Przyrowskiego. Ale w ofensywie jakościowej zmiany na lepsze nie było.

Roger po świetnym Euro miał słabą rundę jesienną, stracił miejsce nie tylko w klubie, ale i - w efekcie - w reprezentacji. Tłumaczono to przemęczeniem i brakiem wakacji, męczącym i obfitującym w wydarzenia sportowe i pozasportowe (polskie obywatelstwo). W grudniu miesiąc odpoczął, ale do Algarve przyjechał ponoć "zajechany" zgrupowaniem Legii w hiszpańskim Mijas. W sobotę człapał po boisku, chciał, ale nogi go nie nosiły. Na marcowy mecz w Belfaście z Irlandią Płn. ma być i wypoczęty i przygotowany i niezmęczony... Na razie jednak różnica między nim, a Boguskim jest bardzo widoczna.

Unikanie błędów przez polskich obrońców po przerwie skończyło się w 72. min. Polczak z Jodłowcem do końca walczyli o to, który ze środkowych był słabszy - wynik nierozstrzygnięty. Jeśli to oni mają być następcami 33-letniego już Michała Żewłakowa, to niech kapitan i zawodnik Olympiakosu gra w kadrze jak najdłużej. Najczęstsze rozwiązanie, jakie wybierali Jodłowiec i Polczak to rozpaczliwe wybicie do przodu. To i tak lepsze niż podania po ziemi, które kończyły się stratami przy linii środkowej i kontrami Litwinów.

Pięć minut przed końcem Polacy mieli jedyną dobrą okazję po przerwie - Roger zagrał do Łobodzińskiego, ten do Zahorskiego, ale strzał napastnika Górnika Zabrze został obroniony.

W niedzielę i poniedziałek do Algarve przyjadą reprezentanci z klubów zagranicznych. W środę mecz z Walią - próba generalna przed marcowym spotkaniem eliminacyjnym z Irlandią Północną. Z meczu przeciwko Litwie bierzemy tylko skuteczność Brożka i wszechstronność Boguskiego. Reszta dublerów - do poprawki w ekstraklasie. Nim Leo ogłosi kadrę odbędą się trzy kolejki ligowe.

Reprezentacja zagrała z Litwą i Walią w nowych strojach »

7 - tylu zawodników z meczu z Litwą zostaje na mecz z Walią: Boguski, Brożek, Garguła, Pawłowski, Guerreiro, Trałka, Łobodziński

Czy podobały Ci się nowe stroje reprezentacji Polski?

Najnowsze informacje