Sport.pl

Hołowczyc: Za rok może w Mitsubishi

- W Mauretanii, Mali czy Burkina Faso ludzie traktują białych kierowców w nowoczesnych samochodach z pewną niechęcią i to się czuje. A w Argentynie i Chile były tłumy szczęśliwych ludzi którzy interesowali się i kibicowali kierowcom. To jest olbrzymia wartość rajdu w Ameryce Południowej - mówi w rozmowie ze Sport.pl piąty w tegorocznym Rajdzie Dakar Krzysztof Hołowczyc
Hołowczyc piąty, Sonik trzeci  »

Kuba Dybalski: Ma pan doświadczenie z Dakaru w Afryce i Ameryce Południowej. Który z tych wyścigów był trudniejszy?

Krzysztof Hołowczyc : To trudno porównywać, bo to jednak inne wyś cigi. Ale pewnie nikt się nie spodziewał, że ten w Argentynie i Chile będzie tak trudny. Wszyscy mówili: "E, Argentyna, będzie spokojny rajd". A okazało się, że organizatorzy postanowili pokazać, że potrafią maksymalnie utrudnić kierowcom życie. Dwunasty etap, na którym odpadł Carols Sainz my przejechaliśmy w 6 godzin, a organizatorom, którzy musieli sprawdzić trasę, zajęło to dwa dni. Gdy wjeżdżaliśmy na pustynię Atacama ludzie tylko patrzyli z niedowierzaniem. "Przecież tam nikt nie jeździ". Dodatkowo mieliśmy olbrzymie różnice poziomów. Jechaliśmy 4700 m. n.p.m. Do mety dojechała mniej więcej poł owa uczestników, co nie jest złym wynikiem, ale gdyby nie drobne machinacje organizatorów dla jakości widowiska, skracanie tras i neutralizacja wyników na jednym z etapów dojechałoby może 30 załóg.

Nie miał Pan takiej chwili, w której zapytał pan siebie "Po co mi to? To przecież niebezpieczne". W czasie tego rajdu zginął Pascal Terry, francuski motocyklista i dwie przypadkowe osoby w wypadku ciężarówki.

Ten sport jest niebezpieczny. Każdy wpisując się na listę uczestników ma świadomość że ryzykuje. Ja sam miałem znajomych którzy zginęli na trasie, więc ta świadomość ryzyka jest. Ale ja to kocham, to jest moje ż ycie i nie zrezygnowałbym z tego.

Ile lat trzeba zbierać doświadczenie, żeby na trasie rozkręcić pół samochodu, naprawić co trzeba, potem skręcić go z powrotem i pojechać dalej?

No ja się tym zajmuję właściwie od dziecka i mogę o sobie powiedzieć, że jestem niezłym mechanikiem. Wtedy gdy dojechaliśmy do końca tego feralnego etapu wszyscy mechanicy bili nam brawo. A Jean-Marc tylko pokazywał palcem na mnie "to on, to jego zasługa". Ale ja w tym "siedzę" już prawie trzydzieści lat i wszystkie mosty, napędy, itp. mam w małym palcu

Pana doskonałe 5. miejsce wzięło się między innymi z pecha rywali, zwłaszcza kierowców Mitsubishi. Czy Japończycy popełnili błąd przebudowując samochód na ten rajd?

Nie. Oni cały czas testują różne rozwiązania. Tym razem jednak nie poradzili sobie przede wszystkim z nowym silnikiem. Ale jednocześnie mieli mnóstwo pecha. Peterhansel dachował i tak zniszczył samochód, że potem nie udało się doprowadzić silnika to pełnej sprawności. Luc Alphand miał wypadek, który spowodowała chwila nieuwagi. Volkswagen przygotował na ten rajd też nieco inny samochód, ale oni tego pecha poza Sainzem nie mieli.

Po erze sukcesów Mitsubishi w Dakarze zaczyna się era sukcesów Volkswagena?

Nani Roma (kierowca Mitsubishi) powiedział mi, że nic z tych rzeczy. Niech Volkswagen się cieszy z tego zwycięstwa, ale już za rok znów Mitsubishi będzie królowało. Volkswagen już myślał o wycofaniu się z Rajdu Dakar. Właściciele byli niezadowoleni przebąkiwali o tym, że nie ma sukcesów. Ale tegoroczne zwycięstwo chyba rozwiało ich wątpliwości. Zapowiada się ciekawa rywalizacja.

A Pan w przyszłym roku wystartuje w Mitsubishi lub Volkswagenie?

Tak, chciałbym w jednym z tych dwóch.

Ale którym?

To się jeszcze okaże. Mimo świetnego miejsca nie mam jeszcze takiej sytuacji, żeby przebierać w samochodach. Ale mam nadzieję, że rozmowy pójdą w dobrym kierunku.

Rozmawiał Pan już z włodarzami Orlen Teamu? Sfinansują dobry samochód?

Wstępnie już rozmawiałem, ale jeszcze poczekajmy. Póki co za wcześnie żeby rozstrzygać. Myślę że ten mój występ gdzieś zapadł w pamięć i zwróciłem na siebie uwagę. A dla sponsora to przecież doskonała reklama. To co oni włożyli w przygotowania do rajdu zwróciło się mniej więcej trzykrotnie.

Jacek Bujański, który miał jechać w tym rajdzie na quadzie zapytany o pańskiego kolegę z zespołu, motocyklistę Jakuba Przygońskiego stwierdził, że to materiał na zwycięzcę rajdu Dakar. Zgodzi się pan z tym?

Jak najbardziej. Kuba to bardzo zdolny, młody chłopak. Obserwowałem go w czasie tego wyścigu i zrobił na mnie duże wrażenie. W debiucie ukończył Rajd Dakar na 11. miejscu. To świetny wynik. Ma jeden wielki atut - pomoc takich kolegów jak Jacek Czachor i Marek Dąbrowski. Dzięki temu nie popełnił na trasie błędów, które zdarzały się innym debiutantom.

A czy Krzysztof Hołowczyc to materiał na zwycięzcę?

Tak, jak najbardziej

A kiedy?

No już teraz. Mam doświadczenie i w moim przypadku to jest przede wszystkim kwestia samochodu. Dla dobrego motocyklisty sprzęt to nie jest stosunkowo wielki wydatek, ale dla kierowców dobry samochód, a w tym momencie mówimy o jednej z dwóch najlepszych marek, to ogromne pieniądze. Teamy często finansując samochody oszczędzają, zatrudniając mniej doświadczonych kierowców. Ale czasem świetnie na tym wychodzą. W tym roku Volkswagen posadził za kierownicą Marka Millera, również po to by wypromować Rajd Dakar w USA, a on o mało co nie wygrał. Skończył drugi, z niewielką stratą do zwycięzcy.

Czy Dakar zostanie w Argentynie?

Wydaje mi się, że przez kilka następnych lat rzeczywiście może tak być. Szkoda mi Afryki, bo dla tych krajów Dakar był wspaniałą moż liwością podreperowania budżetów. Gdy cała karawana przejechała przez Mauretanię, to oni mieli finansowy spokój przez kilka miesięcy. Ale siłą Argentyny są kibice i każdy z kierowców którzy w nim startowali zwraca na to uwagę. Te tłumy spraw iły, że jechało się zupełnie inaczej. W Mauretanii, Mali czy Burkina Faso ludzie traktują białych kierowców w nowoczesnych samochodach z pewną niechęcią i to się czuje. Oni nic z tego rajdu nie mają, który każe im się odsunąć od trasy. W Senegalu wygląda to już dużo lepiej, ale na pustyni wsparcia kibiców nie ma. A w Argentynie i Chile były tłumy szczęśliwych ludzi którzy interesowali się i kibicowali kierowcom. To jest olbrzymia wartość rajdu w Ameryce Południowej.

Rozmawiał Kuba Dybalski

Ogladaj wywiad z Hołowczycem - Kliknij tutaj »


Więcej o: