Sport.pl

Tajemnicze futbolowe śledztwo, w kominiarkach u prezesa Grenia

74 przesłuchane osoby, niespodziewana wizyta dziesięciu panów w policyjnych kominiarkach w siedzibie ZPN w Rzeszowie i nierozliczona faktura na 8,5 tys. zł - to tylko niektóre szczegóły najbardziej tajemniczego śledztwa ostatnich tygodni w polskim futbolu.
Sędzia G. walczy o mundial »

Sprawa jest podobno bardzo rozwojowa. Nikt nie chce oficjalnie o niej mówić.

Wszystko zaczęło się tuż po wyborach nowych władz w PZPN, które wygrała ekipa nie do końca akceptowana przez ministra sportu. Informacji, że po zjeździe zapadły decyzje o wzmożeniu kontroli w oddziałach związku w terenie, nikt nie potwierdza. Ale okręg podkarpacki, którego prezesem jest Kazimierz Greń, członek zarządu PZPN, szef kampanii wyborczej Grzegorza Laty, przeżywa niespotykane w swojej historii najazdy grup śledczych. W sprawę zaangażowały się miejscowa prokuratura i wydział przestępstw gospodarczych komendy miejskiej policji.

Bardzo szybko znaleziono fakturę na 8,5 tys. zł, która była ponoć niepodpisana i rozliczona niezgodnie z przeznaczeniem. Pieniądze, zamiast znaleźć się w budżecie turnieju dla dzieci, zostały dosłownie przejedzone w jednej z rzeszowskich restauracji przez - jak ustalili policjanci - działaczy OZPN. Do mieszkania właściciela lokalu wpadło ponoć sześciu funkcjonariuszy w kominiarkach. Przesłuchanie trwało kilka godzin. Do siedziby związku - 13 stycznia - przyszło ich już dziesięciu. Zażądali od Grenia wydania wszystkich dokumentów.

- Z tego, co wiemy, śledztwo cały czas trwa, badane są kolejne wątki. Przesłuchano już 74 osoby - zdradzają reporterzy jednej z rzeszowskich stacji radiowych.

W sobotę w Boguchwale pod Rzeszowem prezes Greń zorganizował spotkanie noworoczne, na które zaprosił ponad stu działaczy. Byli tam też dziennikarze. To właśnie oni opowiadają, że impreza od początku stała się teatrem jednego aktora. Prezesa Kazimierza Grenia.

- Jego wystąpienie było niezwykle emocjonalne - mówią. - Prezes, jak zwykle znakomicie przygotowany, pracowicie wyliczał za pomocą rzutnika i głosu swoje dokonania. Przechadzał się po sali, modulował własny ton i wzruszenie. Łamiącym głosem przyznał też, że być może rzeczywiście nie złożył autografu na jakiejś fakturze, ale przecież podpisuje ich rocznie kilka tysięcy. Na koniec wyjął z marynarki kartkę, z której odczytał... list pożegnalny, po czym wyszedł z sali. Skonsternowani goście nie wiedzieli, co robić. Niektórzy zaczęli skandować: "Zostań z nami!". Inni przewidywali, że podczas tzw. statutowego zjazdu PZPN w najbliższą sobotę podkarpacki prezes złoży rezygnację.

Później jednak Greń przyznał w kuluarach, że jeszcze się zastanowi, czy rezygnować. Niezależnie od tego, co dzieje się u niego na podkarpackim podwórku, w całej Polsce głośno ostatnio o jego konflikcie z prezesem PZPN. Greń ma utrzymywać, że zawiódł się na Grzegorzu Lacie, któremu zorganizował kampanię, a który teraz nie spełnia obietnic wyborczych i nie reformuje polskiej piłki. Znawcy twierdzą jednak zupełnie co innego - panowie pokłócili się o podział łupów po zwycięskich wyborach.

Więcej o aferze korupcyjnej w polskiej piłce- czytaj tutaj »