Sport.pl

Tomasz Sikora: Zadowolony, ale potwornie zmęczony

- Spełniłem jedno z marzeń, ale staram się nie myśleć, co będzie dalej. Trudno mi się cieszyć, bo jestem potwornie zmęczony - powiedział lider biatlonowego Pucharu Świata Tomasz Sikora.
Sikorę, lidera PŚ, oglądało 5 mln Niemców »

- Do sobotniego startu podszedłem normalnie, jak do każdego innego. Bez sensu było zakładać, że atakuję pozycję lidera, bo taka postawa do niczego dobrego nie prowadzi. Presja i nerwy nie są dobrym doradcą. Udało się, bo Svendsen słabo spisał się na strzelnicy, ale w niedzielę to ja miałem słabszy dzień - powiedział Sikora. W sobotnim sprincie najlepszy polski biatlonista zajął trzecie miejsce, ale dzięki potknięciu Svendsena objął prowadzenie w Pucharze Świata.

W niedzielę Polak nie spisywał się tak dobrze. Przybiegł dopiero czternasty, ale wystarczyło to do utrzymania żółtej kamizelki. - Bieg masowy jest specyficzny, bo w grupie każdy dyktuje inne tempo, a na strzelnicy jest tłok. Trochę przeszkadzał wiatr, ale też chyba się za bardzo pospieszyłem przy drugim strzelaniu - mówił.

Sikora zdaje sobie sprawę, że utrzymanie pierwszej pozycji w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata może być o wiele trudniejsze niż atak na pierwsze pozycje. - Trzeba chłodnej głowy, by utrzymać to prowadzenie. Łatwo nie będzie, bo bardzo nie lubię trasy w Ruhpolding, gdzie będą kolejne zawody. Nigdy nie miałem tam dobrych wyników. Nie wyznaczam sobie na razie żadnych celów. Na pewno najważniejsze są lutowe MŚ w Korei - powiedział Sikora.

35-letni biatlonista mówi, że nie wie skąd wzięła się tak dobra forma właśnie teraz. Przypuszcza, że decydujący wpływ na to mogły mieć zmiany sprzętu, które wymusiły zmianę techniki. - Mam nowe narty i niższe wiązania, dzięki czemu zmieniłem technikę. Przestałem przechylać kolana do środka, czyli "kantować", mogę kłaść większy nacisk na całą nartę. To znacznie poprawiło czas biegu - tłumaczy Sikora.

Więcej o: