Sport.pl

Janota: Dla Feyenoordu liczy się tylko liga

- Teraz dla trenera zdecydowanie ważniejsza jest liga. W Pucharze UEFA na nic nie mamy już szans - mówi Michał Janota, pomocnik Feyenoordu. - Na pewno ważniejszy jest mecz z PSV, ale z Lechem też musimy dobrze zagrać.
Feyenoord bez czołowych piłkarzy na Lecha »

Andrzej Grupa: Czy to nie dziwne, że klub z Polski przyjeżdża do uznanej firmy z Rotterdamu i tylko ten polski klub ma szansę awansować?

Michał Janota: No cóż, mamy sporo problemów z kontuzjami i to jest główny powód tego, dlaczego tak słabo gramy.

Mieliście specjalne przygotowania do tego meczu, czy myślicie już tylko o niedzielnym pojedynku z PSV Eindhoven?

- Na pewno ważniejszy jest mecz z PSV, ale z Lechem też musimy dobrze zagrać. Trener mówił nam dzisiaj sporo o Lechu, godzinę siedzieliśmy przez telewizorem i oglądaliśmy niektóre akcje poznaniaków.

Ale pewnie przed sobotnim meczem z Alkmaar dłużej siedzieliście przed telewizorami, mimo że wiecie o wiele więcej o tej drużynie niż o Lechu?

- No tak, ale proszę się nie dziwić, bo teraz dla trenera zdecydowanie ważniejsza jest liga. W Pucharze UEFA na nic nie mamy już szans.

Na co trener Verbeek zwracał wam uwagę?

- Zdecydowanie na ofensywę Lecha. Dobrze grają z kontry.

W ostatnich meczach Feyenoord miał ogromne problemy z grą obronną. Większość prostopadłych podań sieje spustoszenie w waszej defensywie...

- Niestety, to prawda. Choć to problem nie tylko Feyenoordu, także innych klubów. Nam jednak w tym sezonie w ogóle nie idzie.

Wspominałeś, że znasz trzech piłkarzy Lecha, ale ich w Rotterdamie z drużyną nie ma.

- Znam Mateusza Machaja, Łukasza Białożyta i Macieja Kononowicza. Z Mateuszem i Maćkiem grałem w Zielonej Górze przez chyba cztery lata, stamtąd zresztą pochodzę. A Łukasza poznałem w reprezentacji Polski do lat 17 jakiś czas temu.

To prawda, że starsi piłkarze Feyenoordu zbuntowali się przeciwko trenerowi Verbeekowi?

- Owszem, gazety pisały o buncie, dziennikarze mówili, że jest, ale z rozmów między nami nic takiego nie wynika. Może nie panuje zbyt dobra atmosfera, ale każdy stara się grać najlepiej jak potrafi.

Kibice ponoć niezbyt chętnie wybierają się na De Kuip...

- Tutaj kibice to jest bardzo ważny element drużyny, ale o komplecie nie mamy co marzyć. Nawet jak jest połowa stadionu, to robią świetną atmosferę. Ale czy choć tylu będzie? Są bardzo źli na nas. Na trenera też. Ale mają chyba jeszcze zaufanie.

Jak to się stało, że 18-latek z Polski przebił się do pierwszej drużyny Feyenoordu?

- W tym roku zrobiłem ogromny krok do przodu. Poprzedni sezon miałem stracony, teraz w wakacje dostałem szansę trenowania z pierwszym zespołem. Myślę, że ją wykorzystałem, byłem praktycznie w każdym meczu brany pod uwagę. Teraz, po tylu kontuzjach, trener też musi stawiać na młodzież, ale myślę, że to będzie z korzyścią dla klubu.

Czy w którymkolwiek polskim klubie byłbyś w stanie się tak rozwijać, jak tutaj?

- Nie wiem, bo trudno mi się odnieść do innych polskich klubów. W Polsce grałem tylko w szkółce piłkarskiej w Zielonej Górze, tam jest tylko trzecia liga, a ja w tej trzeciej lidze nie byłem nawet brany pod uwagę. Mieliśmy tylko dwa, trzy boiska, i to w nieszczególnych warunkach, czasem te warunki były tragiczne. Ale mieliśmy też sztuczną trawę i się dużo na niej nauczyłem. Ale tu mamy idealne warunki, świetne boiska, lekarzy, jednych z najlepszych masażystów w Holandii.

Smuda: Feyenoord? Nie ma się czego bać! »

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek » - reklama

Więcej o: