Sport.pl

Tomasz Sikora dla Sport.pl: Narty same niosły do mety

Fantastyczna forma Tomasza Sikory. Po sobotnim drugim miejscu w sprincie, w niedzielnym biegu pościgowym Polak nie dał szans rywalom podczas zawodów Pucharu Świata w Oestersund.
Sikora wygrał bieg pościgowy na 12,5 km  »

Jakub Ciastoń: Nie ma mocnych na Tomasza Sikorę. Skąd u pana taka rewelacyjna forma biegowa?

Tomasz Sikora: - Najśmieszniejsze jest to, że sam chciałbym wiedzieć. Przygotowywałem się do sezonu normalnie, bez rewolucji. Jedyna zmiana to może to, że późno zacząłem jeździć na nartach. Nie byłem w czerwcu na lodowcu, ani nie trenowałem w lipcu w tunelu. Zamiast tego wystartowałem kilka razy w zawodach biegaczu, bez karabinu. Zazwyczaj na początku sezonu było u mnie z formą krucho. Potrzebowałem czasu żeby się rozkręcić. Dlatego to dla mnie zaskoczenie. Chciałem poczuć głód ścigania. I wychodzi na to, że poczułem. Chyba o to chodziło.

Po drugim strzelaniu w niedzielę, gdy zaliczył pan dwa pudła i spadł na 4-6 miejsce, wierzył pan jeszcze w odrobinie strat.

- Wiedziałem, że walczę o podium, ale wątpiłem w zwycięstwo. Wydawało mi się, że Norweg Svendsen będzie już kontrolował sytuację i nie dopuści do błędów na strzelnicy. Stało się inaczej, znów dogoniłem czołówkę i walka zaczęła się na nowo.

Na ostatnie strzelanie wbiegał pan ze sporą przewagą, ale znów przytrafiło się pudło. Rywale nie chybili i byli tuż za pana plecami...

- Ale odparłem atak. I to nie byle jaki, bo gonił mnie Svendsen i Bjoerndalen, czyli dwóch najlepszych biatlonistów świata. Na początku bałem się, że mnie dopadną. Gonić jest łatwiej, bo możesz się zmieniać, współpracować z tym drugim. Samotna ucieczka wymaga większego wysiłku, nie możesz się za często odwracać, żeby kontrolować sytuację, bo tracisz czas. Okazało się jednak, że jestem w stanie trzymać dystans. Nie odpuściłem. Ale pomogło świetne przygotowanie nart, same niosły mnie do mety.

Bardzo chwalił pan pracę serwismenów.

- Wykonali kawał świetnej roboty, tak samo zapracowali na to zwycięstwo. Narty były nasmarowane perfekcyjnie. Na zjazdach odrabiałem straty, nie traciłem dystansu, a kiedyś bywało na odwrót.

W środę był pan 12. w biegu na 20 km. Gdyby na strzelnicy pomylił się pan nie cztery, ale trzy razy, to dziś byłby liderem PŚ.

- Oczywiście żałuję, tym bardziej, że jednym z moich marzeń jest założenie żółtej kamizelki lidera PŚ, ale takie kalkulacje nie mają sensu. W biatlonie wszystko da się przeliczyć na spudłowane strzały. Gdyby Svendsen w niedzielę miał jedno pudło mniej, to on by wygrał itd. itp.

Jak to jest z tym strzelaniem? Czy tego naprawdę nie da się wytrenować? To zawsze loteria?

- Zawsze. Na treningu można wytrenować wszystko, ale na zawodach dochodzi wiatr, śnieg, stres, 120 innych zawodników, którzy biegną obok ciebie. Pudłują wszyscy, i nigdy nie wiesz kiedy przytrafi się to tobie - na tym polega piękno biatlonu.

W tym sezonie zmienił pan narty, kijki, buty, wiązania...

- I wszystko działa jak należy. Nie mam żadnych problemów. W związku jest nowy sponsor, nie możemy na nic narzekać.

To pana pięte zwycięstwo w PŚ i trzecie w tym roku! Chyba dyskusję nad kończeniem kariery można już definitywnie pogrzebać.

- Podjąłem decyzję, że ścigam się do igrzysk w Vancouver. I to zwycięstwo utwierdza mnie w przekonaniu, że decyzja jest słuszna. To ważna wygrana, bo pierwszy raz w biegu na dochodzenie. Zazwyczaj nie wychodziło mi, nie wytrzymywałem presji. Z tego jestem zadowolony najbardziej.

Inne ekipy zazdroszczą? Pytają się skąd taka forma?

- Zazdroszczą nam serwismenów, a mi gratulują. Myślę, że jestem traktowany ze znacznie większym szacunkiem niż kiedyś. Zostałem takim starym wygą, z którym wszyscy się liczą. To miłe.

Jakie dalsze plany? Utrzyma pan taką formę?

- Za tydzień kolejne zawody w Austrii. Do Hochfilzen lecimy ze Szwecji już w poniedziałek. Forma? Zobaczymy. Jestem nią zaskoczony, ale może skoro jest teraz, to będzie na cały sezon. Oby!

Trener Bondaruk mówi, że może pan dociągnąć do igrzysk w Soczi w 2014 r.

- Chyba jednak trochę przesadza. Zostańmy na razie przy Vancouver, a potem się zobaczy (śmiech).

Więcej o: