Sport.pl

Sikora zwyciężył w PŚ i wbiegł na podium

Fenomenalny start Tomasza Sikory w szwedzkim Oestersund! W sobotnim sprincie był drugi, a w niedzielę nie miał sobie równych w biegu pościgowym i po raz piąty w karierze wygrał zawody PŚ!
Sikora wygrał w Oestersund »

- Przed startem w Szwecji mówiłem, że nie lubię się ścigać na trasie w Oestersund. Ale teraz chyba muszę zmienić zdanie. W Szwecji biegało się rewelacyjnie. To jeden z piękniejszych momentów w mojej karierze - promieniał szczęśliwy Sikora wczoraj na mecie biegu pościgowego na 12,5 km.

Na trasę Sikora wyruszył 12 s za dwukrotnym mistrzem świata Norwegiem Emilem Hegle Svendsenem, tuż za Polakiem biegli Francuz Simon Fourcade i słynny Ole Einar Bjoerndalen - taka była kolejność dzień wcześniej w sprincie na 10 km. Norwescy trenerzy musieli przecierać oczy ze zdumienia już na pierwszym strzelaniu. Sikora zamiast tracić dystans do Svendsena, zaczął go doganiać. Miał bezbłędne strzelanie i rzucił się w pogoń za liderem PŚ. Ale podczas drugiej wizyty na strzelnicy to trener polskiej kadry Roman Bondaruk mógł mieć stan przedzawałowy, bo Sikora dwukrotnie spudłował i spadł na czwarte miejsce. Podium zaczęło się oddalać. Ale Polak po raz kolejny udowodnił, że nigdy się nie poddaje i potrafi walczyć do końca. Na trzecim strzelaniu znów był bezbłędny. I znów prowadził! Na ostatnie strzelanie wbiegł pierwszy, ale raz spudłował. W pościg za nim ruszyli strzelający w ostatniej fazie bezbłędnie Bjoerndalen i Svendsen. Ale nie dali rady dogonić szybkiego jak błyskawica Sikory. Na mecie miał 2,5 s przewagi nad Bjoerndalenem i prawie 5 s nad Svendsenem.

Tomek jest niewiarygodny

- Bardzo się cieszę, że tym razem strzelanie nie zdecydowało o utracie zwycięstwa. Wiedziałem, że jestem w dobrej formie, musiałem tylko trafiać na strzelnicy. Nie było idealnie, ale wystarczyło - mówił po zwycięstwie Sikora. - Tomek jest wprost niewiarygodny. Nikt z nas nie spodziewał się, że będzie w tak świetnej dyspozycji już na początku sezonu. Jego bieg pościgowy mogę śmiało porównać do tego podczas igrzysk w Turynie, gdy zdobył srebro. Wierzę, że to dopiero początek tego, co Tomek może pokazać w tym sezonie - komentował Leszek Stelmach, szef szkolenia w związku biatlonowym.

Ale nie tylko wczorajszy start był popisem Sikory. Polak fantastycznie spisywał się przez cały tydzień. O tym, że jest w rewelacyjnej formie biegowej, było wiadomo już w czwartek, gdy na trasie inaugurującego sezon startu na 20 km pobił wszystkich 120 zawodników! Nie stanął jednak na podium, bo słabo strzelał - miał aż cztery pudła i zajął 12. miejsce. - Wiedziałem, że muszę ustabilizować strzelanie. Ale byłem spokojny, bo w tym sezonie brakowało mi startów biatlonowych. Bardzo długo ćwiczyłem, głównie biegi - opowiadał Sikora.

To, co nie udało się w czwartek, naprawił w sobotę. Znów pokazał niesamowitą moc w biegu, ale dołożył też przyzwoite strzelanie. Tak jak większość zawodników z czołówki pomylił się na strzelnicy tylko raz i na trasie sprintu na 10 km przegrał jedynie ze Svendsenem. Następnego dnia przyszło już wspaniałe zwycięstwo.

Serwismeni na medal

- Dobre przeczucie miałem już w sobotę rano, gdy wyjrzałem przez okno w hotelu - uśmiechał się Sikora. - Dlaczego? Bo padał śnieg, a my mamy teraz rewelacyjny zespół serwismenów, którzy potrafią przygotować idealne narty do tak trudnych warunków. Inne zespoły mają kłopoty, ale byłem pewien, że my sobie poradzimy. To zwycięstwo to także ich zasługa - mówił Sikora, który za dwie wizyty na podium zainkasował w weekend 17,5 tys. euro (10 tys. za zwycięstwo i 7,5 tys. za drugą lokatę).

Zespołem polskich serwismenów od zeszłego sezonu kieruje Rosjanin Jewgienij Durkin. Jego sprowadzenie było przełomem w polskiej kadrze, która przez wiele lat nie mogła doprosić się prawdziwego fachowca od smarowania i doboru nart. Durkin smarował narty m.in. słynnej rosyjskiej biegaczce Larysie Łazutinie. Pomagał swojej kadrze narodowej na igrzyskach w Salt Lake City i Turynie. Sikora na każdych zawodach ma do dyspozycji 12 par nart, ale o tym, jak je przygotować, decyduje właśnie zespół Durkina, w skład którego wchodzą cztery osoby, m.in. były zawodnik naszej kadry Wiesław Ziemianin.

- Ale nawet najlepiej posmarowane narty nie poniosą do zwycięstwa, jeśli nie założy ich świetnie przygotowany zawodnik, a jak przygotowany jest Tomek, to chyba widać - mówi trener Roman Bondaruk.

Wygrana w Oestersund to piąte zwycięstwo Sikory w PŚ i trzecie w tym roku. Sikora wygrał w poprzednim sezonie styczniowy sprint w niemieckim Oberhofie, a potem w marcu zwyciężył w syberyjskim Chanty-Mansyjsku. - Gdyby nie tamte zwycięstwa, poważnie zastanawiałbym się nad kończeniem kariery - mówił niedawno Sikora, który 21 grudnia skończy 35 lat. Teraz takiego tematu już nie ma, a Sikora, który zaczął właśnie 16. sezon w PŚ, może poważnie myśleć nie tylko o medalu na igrzyskach w Vancouver, ale też o wysokim miejscu w PŚ. Awansował na drugiej miejsce w klasyfikacji generalnej. Do prowadzącego Svendsena traci tylko 13 pkt. Kolejne zawody PŚ odbędą się za tydzień w austriackim Hochfilzen.

Jednej tylko rzeczy Sikora może żałować po startach w Oestersund. Gdyby w czwartek na 20 km spudłował trzy, a nie cztery razy, to byłby dziś liderem PŚ. Spełniłoby się więc jedno z jego największych sportowych marzeń - założyłby żółtą kamizelkę lidera. Ale może to i dobrze, że Sikora jeszcze jej nie założył. Lepiej gdy dostanie ją w marcu, na zakończenie sezonu. Po takich wynikach jak w Oestersund, jest na to szansa.

Liczby Sikory

5

razy wygrywał zawody PŚ

16

lat startuje w Pucharze Świata

17

razy stawał na podium

17 500

euro premii otrzymał za weekendowe wyniki w PŚ

60 000

km przebiegł na nartach od początku kariery (szacunkowo). To znaczy, że okrążył Ziemię półtora raza

Więcej o: