Sport.pl

Ojciec Artura Boruca: Szatan opętał brukowce

Łukasz Jachimiak
2008-11-23 , aktualizacja: 24.11.2008 00:48
A A A Drukuj
Artur Boruc Fot. RUSSELL CHEYNE REUTERS Artur Boruc
- Ja powiedziałem, że Artura opętał szatan? Szatan to opętał dziennikarzy tych brukowców - złości się Władysław Boruc, ojciec Artura, największego ostatnio skandalisty polskiego futbolu
>> Szkocja sądzi Boruca

Artur Boruc nie schodzi z czołówek szkockich gazet, odkąd jego zdjęcia w towarzystwie tajemniczej kobiety, piwa i cygar opublikował "Fakt". Przedruki fotografii natychmiast trafiły na Wyspy Brytyjskie, co stało się przyczynkiem do zwołania wielkiego sądu nad bramkarzem reprezentacji Polski.

Boruca z klubu wyrzucić chcą nie tylko dziennikarze, ale też fani Celticu, którzy twierdzą, że Polak naraża ich klub na śmieszność. Dali temu wyraz w poświęconej sprawie audycji radiowej. To znamienne, że od Boruca odwracają się ci, którzy jeszcze kilka miesięcy temu mówili o nim "święty bramkarz" (The Holie Golie). Zwolenników "The Boys" cieszyły kontrowersyjne zachowania Boruca wobec sympatyków i piłkarzy odwiecznego rywala - Glasgow Rangers. Jednak jego głośnych ekscesów mają dość, a wybryki Polaka używają za postępującą błazenadę.

The Scottish Sun - Ojciec Boruca: Artur ma w sobie szatana »

Inna sprawa, że w życie Boruca media wchodzą zbyt mocno, kontrowersyjne zachowania nie tylko chętnie eksponując, ale też wyolbrzymiając. Szkoccy dziennikarze posunęli się już nawet do przypisania zaskakujących słów ojcu Boruca.

- Od pewnego czasu coś jest nie tak z jego prywatnym życiem. Zupełnie, jakby dopadł go szatan - miał powiedzieć Władysław Boruc na łamach "The Scottish Sun".

- Bzdura. Szatan to opętał dziennikarzy tych brukowców. To, co robią, jest straszne. Artur już dawno powiedział mi, żebym nie czytał "Faktu" i "Super Expressu". To od nich zawsze zaczyna się nagonka. Ci ludzie chyba mszczą się na Arturze za to, że nie chce z nimi rozmawiać - mówi Władysław Boruc.

Ojciec bohatera skandali jest nimi zaniepokojony. - Chciałbym, żeby Artur zmienił klub. Uważam, że dobrze by mu to zrobiło także ze sportowego punktu widzenia, bo w Celticu ma taką samą sytuację, jak kiedyś w Legii; nie ma z kim rywalizować o miejsce w składzie, a przez to nie staje się coraz lepszy - ocenia.

Saganowski: Boruc albo odejdzie, albo zczerstwieje »

Borucowi na łamach "Sunday Mail" to samo doradza dawny przyjaciel ze wspomnianej Legii, Marek Saganowski. - Artur jest już gotowy na Premiership. Potrzebuje zmiany. Trzy, cztery sezony w jednym klubie mogą być okropnie nudne i wierzę, że tak jest właśnie w tym przypadku. Pozostając za długo w zespole, traci się ostrość, dlatego musi się przenieść. Jest wystarczająco dobry, żeby grać dla czołowego angielskiego klubu - twierdzi "Sagan".

I dodaje: - Artur jest jednym z najlepszych bramkarzy na świecie. Wszyscy czołowi gracze mają mocne charaktery. Artur jest bardzo pewny siebie. Jego prywatne życie to jego sprawa, ale powinno być oddzielane od tego, co robi na boisku. Charakteru niektórych nie da się zmienić, trzeba się z nim pogodzić.

Boruc senior zdradza nam, że swego czasu Artur miał realną szansę na przejście do wielkiego klubu. - Po Euro 2008 rozmawiał z Milanem. Miał za sobą wstępne ustalenia. Niestety, 15 mln funtów, jakich żądał Celtic, okazało się kwotą zaporową.

Szansa przejścia do Milanu może się nie powtórzyć, jeśli Boruc nie wróci do dyspozycji z czerwca. - On chce grać na najwyższym poziomie. Naprawdę bardzo mu na tym zależy. Przecież miał wrócić dopiero w środku tygodnia na mecz Ligi Mistrzów z Aalborgiem, a wybiegł na boisko już w sobotę - przekonuje Władysław Boruc.

Niestety, Artur w starciu z St. Mirren (Celtic wygrał 3:1), nie wypadł najlepiej. W 14. minucie wybiegł za pole karne i mijając się z piłką, wpadł na Craiga Dargo. Sędzia był dla Polaka pobłażliwy - pokazał mu tylko żółtą kartkę. Media nie mają wątpliwości - według nich Boruc powinien wylecieć z boiska. - Ja wiem? Myślę, że to wejście nie było takie ostre. Artur zrobił dobrze, przecież był za polem karnym, więc musiał atakować nogami - broni swego syna Boruc senior. - Rola bramkarza jest niewdzięczna, bo to ostatnia instancja. Wiem, że ostatnio nie gra tak świetnie, jak nas do tego przyzwyczaił. Na pewno będzie mu się pamiętało tę Słowację. Pewnie w Bratysławie mógł się rzucić na piłkę, która odbiła mu się od stopy... Ale przecież mecze przegrywa cała drużyna - dodaje.

Strachan: Boruc nie zrobił nic złego »

Przyczyn słabszej formy sportowej rewelacyjnego jeszcze w czerwcu Boruca trudno nie doszukiwać się w jego życiu prywatnym.

- Coś niepokojącego rzeczywiście się dzieje. Jednak co dokładnie, nie wiem, bo on mieszka w Siedlcach, a ja w Glasgow. Widziałem się z nim dwa miesiące temu. Jakiś zalążek kłopotów widziałem. Teraz miał przyjechać do Siedlec, ale nie starczyło mu czasu. I nie marnował go na picie. Do Warszawy dotarł w piątek, w poniedziałek rano wrócił do Glasgow, a w międzyczasie odezwało się jego operowane niedawno kolano i musiał odwiedzić doktora Machowskiego - wyjaśnia ojciec. - I wcale nie pcha się z nimi na afisz. Że czasem wyjdzie do lokalu? Jest normalnym człowiekiem. To co, ma się schować pod ziemię? - dopytuje.

Ostatecznie Władysław Boruc rozgrzesza swego syna. - Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale ja nawet rozumiem, że on czasem napije się piwa. Nie zapomnę, jak latem przyjechał do szpitala, żeby zobaczyć swoje nowo narodzone dziecko. Przed dziennikarzami musiał robić takie uniki, że wszedł do środka przez prosektorium. Przecież to nie do pomyślenia.

W całej nagonce po stronie Boruca stoi Gordon Strachan. - Artur dostał wolne na weekend i mógł robić, co chciał. Nie było w tym nic niestosownego. Skoro piwo go rozluźnia, to nawet dobrze, jeśli wypije jedno od czasu do czasu - stwierdził trener Celticu już po powrocie swego podopiecznego. Ciekawe, jak długo Strachan będzie wypowiadał się w tym tonie.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl

Zobacz więcej na temat:

Podziel się