Sport.pl

Grali polscy bramkarze: Boruc z błędem, Fabiański bez

Artur Boruc znów nie uratował zwycięstwa swojej drużynie, a Juventus Turyn znów pokonał Real Madryt - to najważniejsze wydarzenia nudnej środy w piłkarskiej Lidze Mistrzów.
LM 4. kolejka: Bramki możesz zobaczyć na z Czuba.tv »

"Bestia negra" - tak nazywają Hiszpanie swoich prześladowców. W futbolu to określenie ma rolę szczególną. A prześladowcą Realu Madryt jest Juventus. Rzecz jasna nie zawsze najbardziej utytułowany klub świata przegrywał z turyńczykami. Wygrał na przykład finał Ligi Mistrzów w 1998 r. Grali już wtedy i Raul, i Del Piero, którzy przez dekadę stali się symbolami obu klubów, i środowy mecz przesadnie redukowano do pojedynku między nimi.

Czas mniej nadwerężył zdrowie Włocha, przynajmniej w środę Del Piero biegał jak rącza łania. W 17. min dostał piłkę po stracie Gutiego w środku pola, zahipnotyzował stopera Realu i kolegę z kadry Cannavaro, który nie próbował nawet zablokować jego strzału. Iker Casillas był bez szans.

Raul miał znacznie mniej miejsca do gry, wikłał się w bezproduktywne pojedynki z przeważającymi siłami we włoskiej obronie. U Hiszpanów kulała gra skrzydłami. Nie dość, że w Madrycie mają jednego klasowego skrzydłowego Robbena, to jeszcze doznał kontuzji podczas rozgrzewki.

Drenthe i Sneijder nie byli w stanie rozciągnąć obrony włoskiej. Pierwszy fatalnie dośrodkowywał, drugi obdarzony silnym i celnym kopnięciem w ogóle nie jest jednak naturalnym skrzydłowym. Ale jeśli Schuster mógł narzekać na kontuzje, to co dopiero Ranieri, który od dawna musi radzić sobie bez takich filarów jak Buffon, Camoranesi i Trezeguet?

Przy wszystkich swoich wadach - grze wolnej, przewidywalnej - Real mógł wyrównać, bo po niezliczonych wrzutkach miał bramkowe okazje. Ramos (23. min) i Diarra (45.) fatalnie jednak pudłowali.

Za to goście byli bez porównania bardziej efektywni. W tyłach i ataku. W 66. min del Piero pokonał Casillasa z wolnego. Kandydat do Złotej Piłki nawet nie drgnął przy jego strzale, a wcześniej źle ustawił mur. Del Piero nokautował Raula i cały Real.

Juve dało "Królewskim" przede wszystkim lekcję charakteru i dyscypliny taktycznej. "Bestia negra", która w ostatnich latach dwa razy (2003 i 2005 r.) zakończyła marzenia Realu o dziesiątym Pucharze Europy, udowodniła, że drużynie Schustera wciąż do tego celu bardzo daleko. Na razie daleko jej nawet do wyjścia z grupy. A Juve po dwóch zwycięstwach nad "Królewskimi" (2:1 w Turynie) jest już w 1/8 finału.

Mecze wtorkowe: Chelsea rozbita, Inter blisko kompromitacji »

W grupie E nie doczekaliśmy się pojedynku dwóch polskich bramkarzy. Podstawowy bramkarz MU Edwin van der Sar oglądał mecz z Celtikiem z trybun. Niestety Tomasz Kuszczak oglądał go z ławki rezerwowych.W pierwszym składzie angielskiego zespołu wybiegł walczący z Polakiem o numer 2 Ben Foster i bronił niepewnie.

Boruc w pierwszej połowie nudził się w bramce, ale w drugiej miał pełne ręce roboty. W 57. minucie z linii bramkowej piłkę wybił Maloney. Manchester strzelił w 84. minucie i gol obciąża niestety konto polskiego bramkarza. Strzał Ronaldo Boruc wybił wprost na głowę nadbiegającego Giggsa.

W meczu Arsenalu z Fenerbahce 90 minut zagrał Łukasz Fabiański. Polak zachował czyste konto. Obronił sześć strzałów, w tym groźne uderzenia Roberto Carlosa.

Z pozostałych Polaków od 72. min grał Marek Saganowski w meczu Aalborg - Villarreal, a Jerzy Dudek (Real), Tomasz Kuszczak (MU) i Paweł Golański (Steaua) siedzieli na ławkach rezerwowych.

Czy Boruc zawinił? Masz własne zdanie? Załóż bloga, bloguj na Blogsport.pl! »

Czwarta kolejka Ligi Mistrzów - wszystkie wyniki i tabele »